wiarygodność tego sygnału będzie równie duża, jak tego z początku kwietnia.
Przy czym wtedy mieliśmy do czynienia z sygnałem sprzedaży, który okazał się
pułapką.
Jak widać można spokojnie uznać, że techniczną przewagę nadal posiada podaż.
Za bykami stoi dość ślamazarne wybicie z kanału wzrostowego oraz klina
wzrostowego widocznych na wykresach intra Kontrakty.gif Indeks.gif Po tak
szybkim wcześniejszym spadku należałoby oczekiwać, że wybicie z formacji
korekcyjnej także będzie szybkie. Na razie popyt sobie daje całkiem dobrze
radę. Nie jest on duży, ale widać, że mimo to potrafi utrzymać ceny na w
miarę stałym poziomie. Podaż jakoś nie pali się do ataku. Daje się odczuć
zbliżający się koniec kwartału i półrocza. Komu zależy teraz na niskich
cenach? Czy taki błogostan potrwa aż do końca miesiąca? Nie mam pojęcia, ale
przypuszczam, że nie wszyscy będą równie solidarni i w końcu ceny zaczną
spadać. Test dołka na indeksie na poziomie 1600 pkt wydaje się nieunikniony.
Wynik tego testu pociągnie za sobą dalekoidące konsekwencje. Zejście indeksu
pod 1600 pkt to faktycznie wykreślenie wielomiesięcznej formacji głowy i
ramion rgr.gif
Nic więc dziwnego, że w chwili obecnej do tego poziomu przywiązuje się tak
duże znaczenie. To jest linia szyi. Jeśli popyt się nie postara, to m
Widać więc, że to nie przelewki. Inna sprawa, czy taki spadek jest możliwy?
Właściwie nic nie stoi na przeszkodzie. Spójrzmy z pewnej perspektywy. Zjazd
od szczytu do poziomu 1330 pkt nie byłby znowu jakąś katastrofą w porównaniu
z poprzednim wzrostem cen rgr2.gif Spójrzmy na poziom zniesienia. Nawet taki
spadek pozwalałby optymistom na twierdzenie, że trend wzrostowy jest
utrzymany rgr3.gif gdyż sięgnęlibyśmy raptem do okolic zniesienia 61,8%
poprzedniego wzrostu.
Jakkolwiek taki scenariusz można uznać za realny to przyznam, że kłóci się
on z moim dotychczasowym spojrzeniem na rynek. Oznaczałoby to bowiem, że
spadek byłby kontynuowany bez większej korekty. Można by było co najwyżej
oczekiwać ruchu powrotnego do linii szyi, a przecież nie o taki wzrost tu
chodziło. Do tej pory sądziłem, że fakt zmiany trendu na spadkowy nie jest
aż tak oczywisty dla większości graczy. Przecież to, że jakiś Jaros sobie to
napisał na stronie Parkietu nie sprawia, że zaraz cała rzesza graczy
przyjmie to za pewnik. Przecież każdy ma swoje narzędzia, a nie wszystkie
sygnalizują, że mamy zmianę trendu. Sądziłem więc, że zanim spadek się
pogłębi, będziemy świadkami poważniejszego wzrostu, który będzie można wziąć
za powrót do trendu wzrostowego. Dopiero rozczarowanie tym wzrostem, który z
założenia miał nie osiągnąć szczytów, miał sprowadzić nas dużo niżej. Teraz
już nie jestem taki pewien, czy ten wzrost faktycznie będzie miał miejsce.
Tu pewna furka jednak pozostaje -optymizm wynikający z ewentualnego
zanegowania formacji. Ale zanim będzie można mówić o jej negacji, sama
formacja musi się pojawić, a do tego potrzebne jest zejście pod 1600 pkt.
Bez przebicia linii szyi nie ma formacja głowy i ramion.
Za tym, że faktycznie większej korekty może nie być przemawia także inny
czynnik. Pisałem o tym już w poniedziałkowym "komentarzu po sesji". Wtedy
opublikowane zostały dane dotyczące wartości podaży pieniądza w maju. Dane
majowe nie były tu tak istotne, jak możliwość ewentualnej korekty danych za
kwiecień. Ta wprawdzie miała miejsce, ale nie w takiej skali, by wprowadzić
jakieś zmiany w ocenie perspektyw naszego rynku podaz_pl.gif Tu nadal nie
widać sygnałów wykreślenia dołka. Wygląda na to, że do sierpnia należy
spodziewać się spadku cen. Oczywiście to wszystko przy założeniu, że podaż
pieniądza "się nie myli". Na razie się nie myliła, to znaczy od 1997 roku
nie było poważniejszego szczytu lub dołka, którego wcześniej nie
sygnalizowałaby zmiana w ilości pieniądza. Czy teraz może być ten pierwszy
raz? Czemu nie, kiedyś musi. Przecież zależność jednego od drugiego nie jest
sztywna. Jednak za bardziej prawdopodobne wydaje się, że i tym razem
wystąpienie dołka będzie wcześnie sygnalizowane.
Jeśli więc podaż "daje" nam czas przynajmniej do sierpnia (a może i dłużej -
to każe się przy następnych publikacjach) to co ma robić rynek, jeśli nie
może mocno rosnąć? Alternatywą dla spadków mogłaby by być konsolidacja. W
tej chwili wydaje się ona jedynym ratunkiem dla graczy nastawionych na
wzrost cen. Ja jednak nie liczyłbym na taki rozwój wypadków, choć ostatni
tydzień pokazał, że i wielodniowy marazm nadal (po spokojnych wiosnach w
poprzednich dwóch latach) jest możliwy. Sezon urlopowy temu sprzyja, ale mam
cichą nadzieję, że jednak będzie coś się na rynku działo.
Kamil Jaros