Jeszcze w piątek w radzie nadzorczej giełdowej firmy zasiadały osoby powołane głosami dwóch największych akcjonariuszy: Jana Antasa (ma 18,5% akcji) oraz Skarbu Państwa (11,5%). Były wśród nich osoby kojarzone nie tylko z udziałowcami, ale także z pozostającym w sporze z Ponarem Bankiem Millennium (spór dotyczy poręczenia przez spółkę kredytu udzielonego przez Millennium żonie znanego, nieżyjącego już, inwestora giełdowego Piotra Głowali).
Kolejna wymiana
Taki układ sił, zapowiadający głębsze roszady, w tym także w zarządzie przedsiębiorstwa, był wynikiem poprzedniego, walnego zgromadzenia z 28 czerwca. Wówczas główni akcjonariusze odwołali z rady reprezentantów prywatnych inwestorów pozostających w opozycji do J. Antasa. Pojedynczo inwestorzy mają niewielkie pakiety walorów, ale razem kontrolują sporą część (teraz najprawdopodobniej ponad połowę) kapitału. I popierają zarząd Ponaru lub w nim zasiadają. Podczas sobotnich głosowań grupa ta uzyskała przewagę. Najprawdopodobniej nie chciała ryzykować konfrontacji z MSP, bo przedstawiciel Skarbu Państwa pozostał w radzie. Dzięki jej głosom w organie nadzorczym znalazły się osoby odwołane miesiąc wcześniej, m.in. Jerzy Loręcki (ma prawie 5% akcji Ponaru) czy Roman Pudełko.
Z rady odwołano Jana Antasa oraz jego reprezentantów, a także osoby kojarzone z Bankiem Millennium.
Spory do prokuratury