Takiej bury od Komisji nie dostał jeszcze żaden bank zajmujący się dystrybucją funduszy. Żadnemu KPWiG nie wytknęła, że ma niekompetentny personel. "Niedostateczne przeszkolenie pracowników banku wykonujących czynności w zakresie prowadzenia działalności związanej z nabywaniem i umarzaniem jednostek uczestnictwa" - tak dokładnie brzmi zarzut postawiony przez Komisję. Pekao musi zapłacić 100 tys. zł kary.
Lista zarzutów KPWiG jest znacznie dłuższa. Pieniądze wpłacane przez inwestorów były przekazywane na rachunki innych funduszy niż wskazane przez uczestników. Zlecenia były z opóźnieniem przekazywane do agenta transferowego. W oddziałach banku nie było sprawozdań finansowych funduszy.
Bank się broni. Z informacji, które otrzymaliśmy z biura prasowego, wynika, że wykryte przez Komisję nieprawidłowości były "nieliczne". Za błędy odpowiadają pracownicy, którzy wypełniali formularze zleceń i przekazywali je do agenta transferowego. "Pracownicy nie mogli wylegitymować się dokumentami o odbytym szkoleniu (co nie znaczy, że nie byli przeszkoleni)" - napisał bank.
Kto poniesie odpowiedzialność za straty poniesione przez uczestników? - Nikt, bo uczestnicy nic nie stracili - zapewnia Robert Moreń, rzecznik Pekao. Jak to możliwe? Zlecenia, które dotarły do agenta z opóźnieniem były realizowane w taki sposób, jakby opóźnienia w ogóle nie było, czyli po historycznej cenie jednostki.
Przez takie tłumaczenie bank może sobie narobić kolejnych kłopotów. Jeżeli realizuje zlecenia po historycznej cenie, to naraża na straty pozostałych uczestników funduszu. Niedawno za takie praktyki KPWiG ukarała TFI BZ WBK AIB i to znacznie większą karą, bo wynoszącą 150 tys. zł. - Klienci nie mają w stosunku do nas żadnych roszczeń - twierdzi jednak R. Moreń.