Reklama

Czy kupować na spadkach?

Stara giełdowa zasada mówi: "kupuj tanio, sprzedawaj drogo". Jednym ze sposobów realizacji tej zasady w praktyce może być dokupowanie walorów, gdy ich kurs spada. Pomysł ten - o ile bardzo niebezpieczny w przypadku kontraktów terminowych - na rynku akcji może mieć sens, choć wiele zależy od doboru parametrów.

Publikacja: 03.11.2004 07:25

Koncepcja kupowania na spadkach zupełnie nie nadaje się dla inwestorów spekulujących kontraktami terminowymi przy wykorzystaniu dźwigni finansowej i mających na ogół krótszy horyzont inwestycyjny. Jeśli będą oni powiększać długie pozycje (dokupować kontrakty) w trakcie długotrwałej bessy, mogą szybko zbankrutować. Po prostu w pewnym momencie zabraknie im gotówki na uzupełnianie depozytu zabezpieczającego. Wystarczy wspomnieć przykład Nicka Leesona, który doprowadził do upadku Barings Banku, powiększając długie pozycje w nadziei na odbicie na spadającym rynku. W przypadku kontraktów terminowych najważniejsza jest zasada ograniczania strat.

Pomysł, by dokupować taniejące akcje może być też niebezpieczny w przypadku akcji pojedynczej firmy. Jeśli spółka zbankrutuje, inwestor straci dużą część kapitału. Ale tak samo - a nawet gorzej - byłoby, gdyby po prostu kupił akcje takiej firmy i trzymał je, nie stosując żadnej strategii. Jak zawsze, najlepszym rozwiązaniem jest dywersyfikacja portfela i stosowanie strategii dla kilku lub kilkunastu papierów.

Reguły zawierania transakcji

Inna sprawa to precyzyjne określenie, co to znaczy "kupuj, gdy kurs spada". O ile spada i od jakiego punktu, ile wówczas akcji kupować, kiedy realizować zyski - to pytania, które od razu się nasuwają. Odpowiedzi może być wiele i tyle też można sobie wyobrazić strategii. Można np. założyć, że powiększamy zaangażowanie w akcje, gdy ich cena zniżkuje o dany procent od ostatniego szczytu. Zyski możemy np. realizować, gdy kurs wzrośnie o założony procent. Sposobów jest więc wiele. Przyjmijmy trochę inną koncepcję, w której punktem odniesienia będzie cena ostatniej transakcji, a nie np. ostatni szczyt czy dołek:

1. Gdy kurs akcji spadnie o S% od ostatniej ceny, po której zawarliśmy transakcję (obojętne, czy kupna, czy sprzedaży), powiększamy zaangażowanie w akcje o X% aktualnej wartości portfela inwestycyjnego.

Reklama
Reklama

2. Gdy kurs akcji wzrośnie o W% od ostatniej ceny, po której zawarliśmy transakcję, sprzedajemy pakiet akcji wart X% wartości portfela.

Załóżmy, że od razu pierwszego dnia notowań nabywamy akcje stanowiące 20% portfela. Inne założenia: początkowa wartość portfela - 10 tys. zł, prowizja od kupna/sprzedaży akcji - 0,5%. Na nasz portfel będzie się zawsze składała pewna liczba akcji oraz gotówka. Dla uproszczenia przyjmijmy, że gotówka ta nie jest oprocentowana. Oczywiście, obniża to faktyczny zysk ze strategii, jaki moglibyśmy uzyskać, ale z drugiej strony przy obecnych dość niskich realnych stopach procentowych założenie to nie zaważy na wyniku.

KGHM - niezłe wyniki

Na początek zobaczmy, jakie wyniki dałaby ta strategia w przypadku walorów KGHM, które notowane są od lipca 1997 r. Kurs tych akcji jest dość zmienny, co wynika z uzależnienia od cen miedzi. W tym czasie KGHM dwa razy przeżywał silną hossę (1999, 2003-2004) oraz też dwukrotnie - równie silną bessę (1997 i 2001).

Nasza strategia ma trzy parametry: wymagany spadek kursu (S%), wymagany wzrost kursu (W%) oraz procent portfela, o jaki powiększamy zaangażowanie w akcje (X%). Jak w każdym innym systemie inwestycyjnym, od kombinacji tych parametrów zależy ostateczny wynik. Najlepiej, jeśli będzie on jak najmniej wrażliwy na zmiany parametrów. Jeśli okaże się, że niewielka zmiana któregoś parametru daje zupełnie inny rezultat, to strategia taka może być trudna do zastosowania w praktyce, bo nie wiadomo, czego się można po niej spodziewać.

Największy zysk - 165% - system ten dałby, gdy S = 15%, W = 20%, zaś X = 20%. Oznacza to, że po spadku kursu o 15% od ostatniej transakcji należałoby dokupić akcje stanowiące 20% wartości portfela. Z kolei po wzroście ceny o 20% od ostatniej transakcji należałoby odsprzedać część walorów. Wynik byłby zatem wyraźnie lepszy niż 40%, jakie można było do tej pory zarobić na akcjach KGHM, kupując je pierwszego dnia notowań. Inna sprawa to tzw. największe obsunięcie kapitału. Wyniosło ono 40% (w 2001 r.). Jest to co prawda wyraźnie mniej, niż w strategii "kup i trzymaj" (-70%), ale i tak dla części inwestorów może być to ryzyko nie do zaakceptowania. Właśnie dlatego strategia nie nadaje się do zastosowania w połączeniu z dźwignią finansową.

Reklama
Reklama

Jak wrażliwy jest wynik na zmiany parametrów? Okazuje się, że w przypadku KGHM najlepiej unikać wartości S powyżej 20%, W zaś - poniżej 15%. Wówczas ostateczny zysk strategii jest bardzo niski lub w ogóle przyniosłaby ona niewielkie straty. Oznacza to tyle, że nie warto czekać na bardzo duże spadki (bo wówczas traci się za dużo okazji), a jednocześnie lepiej nie śpieszyć się zbytnio z realizacją zysków (wtedy w niewielkim stopniu wykorzystuje się długotrwałe trendy).

Pekao - inne parametry

Notowania KGHM cechują się silnymi, lecz zmiennymi trendami. Zobaczmy, jak strategia sprawdza się w przypadku akcji Pekao, których kurs w miarę stabilnie podąża w górę. Od debiutu walory podrożały o 130%, przy maksymalnej korekcie rzędu 50% (w 1998 r.). Najlepszy wynik (260% przy obsunięciu 30%) strategia dałaby przy S = 10%, W = 30% i X = 25%. Niemal identyczne rezultaty osiągnęlibyśmy, zmniejszając X do 20%. Okazuje się, że w porównaniu z KGHM optymalne przedziały parametrów są odpowiednio "przesunięte". Największe zyski uzyskuje się, jeżeli S 15%, a W > 20%. Nie powinno to dziwić - ponieważ w przeszłości kurs Pekao cechowała długoterminowa tendencja zwyżkowa, to aby wykorzystać nadarzające się okazje, trzeba było szybciej kupować na spadkach (mniejsze S) i później realizować zyski (większe W). Jeśli jednak podstawimy parametry optymalne dla KGHM (S = 15%, W = 20%, X = 20%) do strategii dla Pekao, to wynik będzie mało satysfakcjonujący. Zysk wyniesie 62%, czyli mniej niż ze strategii "kup i trzymaj".

TP - bez niespodzianek

Na koniec zbadajmy przykład Telekomunikacji Polskiej. Jej historyczne notowania wyglądają jeszcze inaczej, niż poprzednich dwóch spółek. Kurs wciąż jeszcze nie zdołał się podnieść po wielkiej bessie z lat 2000-2002, jaka sprowadziła kurs TP o ponad 70%. W całym okresie od debiutu 6 lat temu akcje telekomu praktycznie nie zmieniły swej wartości. Niestety, w tej sytuacji strategia także nie przynosi pozytywnych niespodzianek. Najlepszy wynik to zaledwie 23% przy S = 30%, W = 30%, X = 25%.

Jakie są wnioski z powyższych obliczeń? Po pierwsze widać, że strategia dokupowania akcji po spadku kursu może mieć sens pod warunkiem odpowiednio długiego horyzontu inwestycyjnego. Jest szansa, że przyniesie ona zyski większe niż strategia "kup i trzymaj". Poza tym pozwala na ogół zmniejszyć wahania krzywej kapitału. Z drugiej strony nie oznacza to wcale, że strategia ta jest lepsza np. od powszechnie akceptowanej zasady inwestowania zgodnie z trendem, czyli kupowania akcji, gdy ich cena rośnie. Niestety, ostateczny wynik strategii dokupowania na spadkach zależy w dużym stopniu od przyjętych parametrów (głównie S i W). A to oznacza, że ich wartości, które były optymalne w przeszłości, niekoniecznie muszą się sprawdzić w przyszłości. Parametry te nie są na dodatek uniwersalne, tzn. dla każdego waloru są inne.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama