Koncepcja kupowania na spadkach zupełnie nie nadaje się dla inwestorów spekulujących kontraktami terminowymi przy wykorzystaniu dźwigni finansowej i mających na ogół krótszy horyzont inwestycyjny. Jeśli będą oni powiększać długie pozycje (dokupować kontrakty) w trakcie długotrwałej bessy, mogą szybko zbankrutować. Po prostu w pewnym momencie zabraknie im gotówki na uzupełnianie depozytu zabezpieczającego. Wystarczy wspomnieć przykład Nicka Leesona, który doprowadził do upadku Barings Banku, powiększając długie pozycje w nadziei na odbicie na spadającym rynku. W przypadku kontraktów terminowych najważniejsza jest zasada ograniczania strat.
Pomysł, by dokupować taniejące akcje może być też niebezpieczny w przypadku akcji pojedynczej firmy. Jeśli spółka zbankrutuje, inwestor straci dużą część kapitału. Ale tak samo - a nawet gorzej - byłoby, gdyby po prostu kupił akcje takiej firmy i trzymał je, nie stosując żadnej strategii. Jak zawsze, najlepszym rozwiązaniem jest dywersyfikacja portfela i stosowanie strategii dla kilku lub kilkunastu papierów.
Reguły zawierania transakcji
Inna sprawa to precyzyjne określenie, co to znaczy "kupuj, gdy kurs spada". O ile spada i od jakiego punktu, ile wówczas akcji kupować, kiedy realizować zyski - to pytania, które od razu się nasuwają. Odpowiedzi może być wiele i tyle też można sobie wyobrazić strategii. Można np. założyć, że powiększamy zaangażowanie w akcje, gdy ich cena zniżkuje o dany procent od ostatniego szczytu. Zyski możemy np. realizować, gdy kurs wzrośnie o założony procent. Sposobów jest więc wiele. Przyjmijmy trochę inną koncepcję, w której punktem odniesienia będzie cena ostatniej transakcji, a nie np. ostatni szczyt czy dołek:
1. Gdy kurs akcji spadnie o S% od ostatniej ceny, po której zawarliśmy transakcję (obojętne, czy kupna, czy sprzedaży), powiększamy zaangażowanie w akcje o X% aktualnej wartości portfela inwestycyjnego.