Rynek usług powszechnych obejmuje podstawowe formy połączeń stacjonarnych oraz podłączenie abonentów do sieci. Telekomunikacja Polska - jedyny do tej pory operator "powszechny" - jest zobligowana do podłączenia do swej sieci wszystkich zainteresowanych - nawet, jeżeli doprowadzenie linii do niektórych gospodarstw jest nieopłacalne (np. na obszarach słabo zatrudnionych czy wiejskich). Niedługo "monopol" TP może być złamany i na tym rynku.
Straty wyrównane
Urząd Regulacji Telekomunikacji i Poczty wkrótce ogłosi konkurs na dostawców usług powszechnych dla różnych obszarów kraju. Musi to zrobić najpóźniej 12 miesięcy po wejściu w życie prawa telekomunikacyjnego, czyli do września. Zachętą dla operatorów mają być dopłaty do nierentownych inwestycji. Nowe prawo przewiduje, że ewentualna różnica między przychodami operatora świadczącego usługę powszechną i nakładami pokrywana będzie z tzw. Funduszu Usługi Powszechnej. Złożą się nań wszyscy więksi (przychody powyżej 4 mln zł) uczestnicy rynku - płacąc maksymalnie 1% swoich przychodów.
Jakie to obszary?
Resort infrastruktury kończy konsultacje projektu rozporządzenia, które precyzuje procedury konkursowe. Dalej jednak nie wiadomo, jak zostanie podzielony obszar kraju. A to dla telekomunikacyjnych firm najważniejsza kwestia. - Bylibyśmy zainteresowani świadczeniem usług powszechnych tam, gdzie posiadamy sieć - na terenach naszych dawnych koncesji - mówi Eugeniusz Gaca, dyrektor ds. korporacyjnych Netii. Telefonia Dialog interesuje się za to rejonem Dolnego Śląska. Jednak - jak podkreśla Helena Żuraw, rzecznik prasowy spółki - za wcześnie, by mówić o konkretnych planach. - Rozporządzenie nie będzie regulować podziału stref. To suwerenna decyzja regulatora - tłumaczy Jacek Łosik, dyrektor Departamentu Telekomunikacji w resorcie infrastruktury. URTiP do tej pory czekał jednak na akt wykonawczy.