Reklama

Dla kogo usługi powszechne?

Branża telekomunikacyjna z uwagą przygląda się przetargowi na udostępnienie częstotliwości komórkowych. Do równie ważnego konkursu - na wykonywanie usług powszechnych - szykują się tymczasem operatorzy stacjonarni.

Publikacja: 10.02.2005 06:44

Rynek usług powszechnych obejmuje podstawowe formy połączeń stacjonarnych oraz podłączenie abonentów do sieci. Telekomunikacja Polska - jedyny do tej pory operator "powszechny" - jest zobligowana do podłączenia do swej sieci wszystkich zainteresowanych - nawet, jeżeli doprowadzenie linii do niektórych gospodarstw jest nieopłacalne (np. na obszarach słabo zatrudnionych czy wiejskich). Niedługo "monopol" TP może być złamany i na tym rynku.

Straty wyrównane

Urząd Regulacji Telekomunikacji i Poczty wkrótce ogłosi konkurs na dostawców usług powszechnych dla różnych obszarów kraju. Musi to zrobić najpóźniej 12 miesięcy po wejściu w życie prawa telekomunikacyjnego, czyli do września. Zachętą dla operatorów mają być dopłaty do nierentownych inwestycji. Nowe prawo przewiduje, że ewentualna różnica między przychodami operatora świadczącego usługę powszechną i nakładami pokrywana będzie z tzw. Funduszu Usługi Powszechnej. Złożą się nań wszyscy więksi (przychody powyżej 4 mln zł) uczestnicy rynku - płacąc maksymalnie 1% swoich przychodów.

Jakie to obszary?

Resort infrastruktury kończy konsultacje projektu rozporządzenia, które precyzuje procedury konkursowe. Dalej jednak nie wiadomo, jak zostanie podzielony obszar kraju. A to dla telekomunikacyjnych firm najważniejsza kwestia. - Bylibyśmy zainteresowani świadczeniem usług powszechnych tam, gdzie posiadamy sieć - na terenach naszych dawnych koncesji - mówi Eugeniusz Gaca, dyrektor ds. korporacyjnych Netii. Telefonia Dialog interesuje się za to rejonem Dolnego Śląska. Jednak - jak podkreśla Helena Żuraw, rzecznik prasowy spółki - za wcześnie, by mówić o konkretnych planach. - Rozporządzenie nie będzie regulować podziału stref. To suwerenna decyzja regulatora - tłumaczy Jacek Łosik, dyrektor Departamentu Telekomunikacji w resorcie infrastruktury. URTiP do tej pory czekał jednak na akt wykonawczy.

Reklama
Reklama

Wiadomo, że głównym kryterium wyboru operatora będzie koszt świadczenia usługi.

URTiP zakończył niedawno obliczenia jednego z najistotniejszych jego elementów - wskaźnika kosztu zaangażowanego kapitału dla TP (tzw. WACC). - Byłem zaskoczony, bo na rynku nie było żadnej dyskusji na ten temat. W świecie na tym właśnie wskaźniku ogniskowała się uwaga operatorów - dziwi się Grzegorz Stanisławski, wiceminister finansów, pracujący m.in. nad nowymi zasadami sprawozdawczości operatorów. WACC, wyznaczony przez regulatora na poziomie 11,46%, jest dla konkurentów TP ważnym punktem odniesienia. Aby wygrać konkurs muszą bowiem pokazać, że mogą taniej pozyskać kapitał.

Dostawca zamiast inwestora

Dlaczego jednak o WACC wciąż cicho? Wydaje się, że operatorzy wyczekują oferty ramowej TP, w której narodowy operator określi warunki dzierżawy linii prowadzących bezpośrednio do abonentów (tzw. ostatniej mili). Cennik ma być zatwierdzony przez prezesa URTiP-u jeszcze w tym miesiącu. - To nam pokaże, czy lepiej inwestować w infrastrukturę (i starać się o status operatora usługi powszechnej - red.), czy być dostawcą usług na bazie istniejących łącz TP - przyznaje E. Gaca.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama