Reklama

Weekendowa Analiza Futures

Publikacja: 20.02.2005 18:31

Cały tydzień nie można odebrać inaczej, niż jako piękny pokaz miażdżącej

przewagi popytu. Skokowa zmiana kursów świetnie pokazuje, co się dzieje, gdy

nagle na rynku pojawia się drastyczna nierównowaga popytu i podaży. Można

oczywiście się zastanawiać, co spowodowało, że nagle wystąpiła taka

nieodparta chęć do zakupów, ale w tej chwili jest to już sprawa wtórna.

Reklama
Reklama

Łatwo jest znaleźć kilka czynników, które można podejrzewać, że są przyczyną

takiego stanu rzeczy. O ile na początku tygodnia flirt z poziomem oporu

dawał bykom nadzieję na jego przełamanie, to styl, w jakim się to dokonało

jest zaskakujący. Trzy dni (środa-piątek) zmieniły diametralnie nastroje

rynkowe. Przełamanie rekordowych poziomów zmusiło większość graczy do

reakcji. U większości była ona identyczna - kupować. Tylko motywacje mogły

Reklama
Reklama

być inne. Jedni trzymając się trendu postanowili zagrać na jego kontynuację,

a inni będąc na krótkiej pozycji szybko opuścić rynek. Nie ulega

wątpliwości, że nowe rekordy to wydarzenie. Także medialne, co widać po

artykułach w prasie.

Poziom optymizmu jest wysoki, choć chyba jeszcze nie szczytowy. Cały czas

widoczne jest wahanie graczy na rynku terminowym, co materializuje się w

Reklama
Reklama

wartości bazy, która przyjmuje mocno ujemne wartości. Mamy tu ciekawy

rozdźwięk pomiędzy oceną genezy tego wzrostu, a oceną szans jego

kontynuacji. Powszechną jest opinia, że wzrost został wywołany zwiększeniem

zaangażowania na naszym rynku inwestorów zagranicznych. Mamy kilka

przesłanek, które dość poważnie bronią tej tezy: dobre dane o inflacji,

Reklama
Reklama

mocny kurs złotego, fakt wysokiej korelacji z giełdami naszego regionu,

przedmiot ataku (największe spółki) oraz sposób jego przeprowadzenia. Ten

ostatni zwłaszcza jest istotny. Wiadomo, że gdy "zagranica" podejmie już

decyzję o kupnie to włazi na rynek niczym Rambo i kosi wszystko co się

rusza. Żadna oferta sprzedaży nie była tu problemem. Potężne zlecenia kupna,

Reklama
Reklama

jakie pojawiły się w środę, i które później pojawiały się ponownie, wydają

się to potwierdzać. Warto zwrócić uwagę na strukturę zakupów. Przedmiotem

zainteresowania popytu były spółki o największej płynności. Fundamenty są tu

sprawą wtórną. Liczy się łatwość zakupu i ewentualnej późniejszej sprzedaży.

Przecież nikt mi nie powie, że wzrost zainteresowania PKO czy AGO wynika

Reklama
Reklama

tylko z tego, że spółki podały swoje wyniki na początku tygodnia. Jeśli tak,

z czego wynikają szaleńcze zakupy marudera KGH. Czy z tego, że inwestycje w

te papiery są teraz obarczone większym ryzykiem? (o tym później).

To nie spółki są kupowane, ale kupowana jest Polska. Ktoś wydał

rekomendację, że Polska jest "niedoważona", i że trzeba to skorygować.

Zapewne wyszło razem z rekomendacją, by doważyć także pozostałe rynki

regionu. No więc ktoś inny postanowił "doważyć" udział polskich papierów w

portfelu z 0,8 na 0,9% i mamy tego efekt. Na rynek wjechał odkurzacz i

zmiótł wszystko co stało po stronie "sprzeda" na wysokości kilku procent.

Kto próbował z tym walczyć, zginął. Teraz można się zastanawiać, czy to już

koniec. Strzał tylko na kilka dni? Wprawdzie kilka razy już mieliśmy do

czynienia z takimi sytuacjami, to zwykle dotyczyły one impulsu na

pojedynczej sesji, by wywołany nim optymizm wykorzystać do dystrybucji. Tym

razem, mamy za sobą trzy dni. W prawdzie w piątek w końcówce podaż była

silniejsza, to jednak jeszcze w pierwszej połowie tej sesji trwały zakupy.

Czy tu także chodzi o dystrybucję? Nie można tego wykluczyć, choć skala

popytu każe przypuszczać, że jednak chodzi o dalszy wzrost cen, a

przynajmniej utrzymanie ich przez dłuższa czas na obecnych poziomach Trudno

zgadywać, gdy chodzi o decyzje podejmowane przez wąską grupę ludzi.

Pozostajo błyskawicznej

dystrybucji.

Wydaje się więc, że najlepszym rozwiązaniem jest oczekiwanie na dalszy

wzrost, ale bez euforii. Nie wolno zapominać o zagrożeniach. Pierwszym jest

cały czas aktualny scenariusz klina zwyżkującego. Jest on widoczny zarówno

na wykresie indeksu WIG20tyg.gif jak i kontraktów FUTUREStyg.gif Tym

bardziej, że ładnie wpisuje się to układ linii wewnętrznych linie.gif Warto

o tym pamiętać choćby z tego powodu, że wskaźniki tygodniowe jeszcze nie

wygenerowały sygnałów kupna, choć jest wielce prawdopodobne, że uczynią to w

tym tygodniu RSItyg_fut.gif ROCtyg_fut.gif CCItyg_fut.gif MACDtyg_fut.gif

Innym czynnikiem, który wydaje się sprzyjać bykom jest ujemna baza.

Faktycznie ostatnio analiza bazy (jako antywskaźnik) okazała dobrym

narzędziem, ale warto też pamiętać, że w czasie kreślenia szczytu na wiosnę

2000 roku także mieliśmy ujemną bazę. Dopiero w czasie miesięcznej

konsolidacji jej wartość się zmieniła baza1.gif Jak widać, pomimo ostatniego

wzrostu nic nie stoi na przeszkodzie, by teraz pomieszać się na poziomie z

ostatnich dwóch sesji. W tej chwili najmniej prawdopodobne wydaje się nagłe

zawrócenie i dynamiczny spadek. Za wiele w ten wzrost włożono. Wydaje się,

że okolice niedawnych szczytów są dobrym wsparciem. Zejście niżej byłoby

niebezpieczne i mogłoby skutkować sygnałami sprzedaży u co szybszych graczy.

W tym tygodniu najciekawszą informacją była publikacja wskaźnika zmian cen

towarów konsumpcyjnych za styczeń. Jak wiadomo, to jest jeden z głównych

czynników wpływających na decyzje podejmowane przez RPP. Ta zbiera się w

najbliższym tygodniu (czwartek-piątek) i rynek oczekiwał na dane, by

przekonać się, czy nie będzie żadnych przeszkód, by rada zgodnie z

wcześniejszymi prognozami zmieniła swoje nastawienie z restrykcyjnego na

neutralne. Przypuszczano, że inflacja w styczniu wzrosła do 4,5% r/r z 4,4%

w grudniu. Zdaniem ekonomistów, miało być to głównie wynikiem efektu bazy

oraz podwyżek cen regulowanych. Ku zaskoczeniu wszystkich styczniowa

inflacja r/r wyniosła tylko 4,0%. Zaskoczenie nie dotyczyło jedynie

analityków. Także członkowie RPP nie spodziewali się takiej wartości.

Jeszcze przed jej publikacją członek RPP, Halina Wasilewska-Trenkner

przypuszczała, że "inflacja w styczniu ujęciu rocznym może wzrosnąć

nieznacznie powyżej 5%". Jak widać, rzeczywistość okazała się znacznie

lepsza. Dawno nie było takiej różnicy między faktyczną wielkością inflacji,

a prognozami rynku. Sytuację trochę utrudnia fakt, że nie są już podawane

dane dotyczące dynamiki cen żywności, a właśnie spadek cen żywności jest tu

czynnikiem zbijającym wskaźnik cen.

Czy będą tego konsekwencje? Wydaje się już na 100% pewne, że rada w piątek

obniży swoje nastawienie. Czy jest szansa na obniżkę stóp? Wprawdzie rada

już kilka razy zaskakiwała rynki swoimi decyzjami, ale chyba tym razem nie

zgotuje nam niespodzianki. Obniżka jest możliwa, ale dopiero na następnych

posiedzeniach. Wiele będzie zależało od najnowszej projekcji inflacji oraz

samej inflacji w lutym oraz nowych danych ze sfery realnej. Jeśli inflacja

będzie stabilna, na porównywalnym do styczniowego poziomie, to obniżka

wydaje się możliwa. Zwłaszcza, że oczekiwania co do II kw. pod tym względem

są optymistyczne. "Dla nas to ważna informacja [niska inflacja w styczniu],

ale patrzymy zarówno na to, co będzie w projekcji, jak i na bieżące dane. W

związku z tym całkowity obraz nie powinien ulec aż tak znaczącej rewizji" -

skomentował członek rady J. Czekaj. "Sytuacja na rynku pracy, która wpływa

na dynamikę wynagrodzeń, nie zmieni się przecież z dnia na dzień. Przy

blisko 20-procentowym bezrobociu trudno oczekiwać, ż Puszcza do nas oko, że

obniżka stóp jest możliwa szybciej niż się wcześniej wydawało, ale

pamiętajmy, że Czekaj nie należy do jastrzębi.

Niestety ponownie do Sejmu wrócił, nieco zmieniony i mniej bolesny, projekt

zmian w systemie ubezpieczeń społecznych mający na celu zróżnicowanie

składki płaconej przez przedsiębiorców. Zdaniem wiceminister Agnieszki

Chłoń-Domińczak, proponowane zmiany nie dotkną 70 proc. małych i średnich

przedsiębiorców. "Pozostałe 20 proc. nieco większych przedsiębiorców płacić

będzie miesięczne składki o ok. 40 zł wyższe niż obecnie. Moim zdaniem, nie

spowoduje to drastycznych skutków dla rozwoju firm czy tworzenia nowych

miejsc pracy. Wyższe składki będą oznaczać lepsze zabezpieczenie na

przyszłość dla samych przedsiębiorców" (PAP). Ponownie mamy tą retorykę. Już

raz wyleciał za nią Pater. Okazuje się, że rząd chce zaopiekować się

przedsiębiorcami. Zdaniem rządzących zwiększenie składki zapewni im

godziwszą emeryturę, której zapewne sami by sobie nie wypracowali.

Pochylanie się państwa nad niedolą, a właściwie przyszłą niedolą

przedsiębiorców jest wzruszające. Zazdroszczę pani Agnieszce takiej wiary w

gwarancje państwowej opieki. Zwłaszcza, że zwiększona składka ma przełożyć

się godziwszą emeryturę pod warunkiem, że Państwo będzie na nią stać w

przyszłości, gdyż obecnie zwiększona składka zostanie przeznaczona na inne

cele. Pani wiceminister ubolewała, że mimo wzrostu gospodarczego "wciąż mamy

dziurę budżetową, którą trzeba załatać i każda grupa powinna się przyczynić

do jej łatania". Czyli dajcie teraz, a później może coś za to dostaniecie i

na pewno jest to lepsze od własnego oszczędzania. Dodajmy do tego

spodziewany powrót stawki 50% w podatku dochodowym (Samoobrona zaproponuje

zmianę, a Sejm pewnie ją przyjmie) i zestaw się dopełnia.

Na koniec dwie sprawy bezpośrednio z rynkiem w tym tygodniu nie związane,

ale warte odnotowania. "4 lutego w urzędzie KPWiG utworzono zespół roboczy w

celu pełniejszej analizy zebranych do tej pory materiałów dotyczących

doniesień prasowych w sprawie nielegalnych porozumień i działań na giełdzie

grupy zarządzających funduszami emerytalnymi i inwestycyjnymi - tzw. Grupa

Trzymająca Giełdę (GTG). Zakres zadań zespołu roboczego obejmuje zbadanie

materiałów pod kątem ustalenia, czy na ich podstawie można stwierdzić

naruszenie przepisów prawa w innych sprawach niż ustalenie, czy grupa

inwestorów instytucjonalnych właściwie wywiązywała się z obowiązków

informacyjnych wynikających z nabywania znacznych pakietów akcji spółki

Stomil Sanok." To była wiadomość. Teraz podbudowa: "Podjęte przez urząd

KPWiG kroki mieszczą się w ramach standardowej procedury działania w

podobnych przypadkach. Zespół powołano, bo zależy nam na maksymalnie szybkim

wyjaśnieniu wątpliwości. Mamy nadzieję, że pełne wyjaśnienie sprawy

ewentualnej zmowy grupy zarządzających doprowadzi do oczyszczenia atmosfery

wokół całego środowiska i zwiększenia zaufania do polskiego rynku

kapitałowego". Podpisano: Łukasz Dajnowicz Rzecznik prasowy KPWiG.

Znamienne, że decyzja podjęta została w rocznice innego niechlubnego

wydarzenia na rynku. Znamienne, że Komisja do tej pory wzbrania się w

podjęciu działań mających celu pomoc osobom poszkodowanym w odzyskaniu

pieniędzy (SII wystąpił do przewodniczącego komisji, by ten skorzystał ze

swych uprawnień prokuratorskich) podając kuriozalną wymówkę. Buńczuczne

deklaracje oraz wzniosłe hasełka niczego tu nie zmienią. Przyznam, że nie za

bardzo wierzę w jakikolwiek efekt prac tego "zespołu".

Drugą wiadomością jest prawdziwy kwiatek. Przyznam, że musiałem kilkakrotnie

przeczytać tą wiadomość, by w nią uwierzyć. Prezes KG,4 i 2,7 tys. USD za tonę.

Ja nie hedguję w ogóle" - powiedział Błądek. W 2004 roku zysk netto KGHM

sięgnął 1,39 mld zł, ale według Błądka mógł on być o 1 mld zł większy gdyby

nie "nieudane" transakcje zabezpieczające. Przyznam, że nadal mi trudno

uwierzyć w to, co przed chwilą sam napisałem. Prezes koncernu wydobywającego

miedź i srebro w ilościach mających wpływ na światowy rynek zdaje się nie

mieć pojęcia na czym polegają transakcje zabezpieczające. Jego dumne "Ja nie

hedguję" brzmi równie rozsądnie, jak "ja się nie ubezpieczam" u kierowcy

rajdowego. Wóz albo przewóz. Widać, że Pan Prezes lubi sporty ekstremalne.

Do tej pory wpływ cen miedzi i srebra na wyniki spółki były przygaszane.

Teraz trzeba się liczyć z tym, że cena KGH będzie zdecydowanie bardziej

skorelowana ze zmianą cen surowców, a tym samym przełoży się to w większym

stopniu na zmianę wartości indeksu. Można mieć tylko nadzieję, że gdy ceny

miedzi zaczną spadać, to prezes zareaguje. Zresztą konsekwencje takiego

podejścia mamy już teraz. Jaka jest prognoza wyniku KGH na 2005? Zawiera się

w przedziale 0,943-2,0 mld złotych. Choć i ten szeroki zakres może być mało

wiarygodny. W końcu nikt nie wie, jak będzie się faktycznie kształtować

rynek surowców w całym 2005 r. Jest to tym bardziej ciekawe, że w tym roku

zapowiada się wzrost jednostkowy kosztu wydobycia.

Kamil Jaros

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama