Policja wkroczyła do Wawelu, ponieważ miała postanowienie Wojciecha Kiszki z Prokuratury Rejonowej Stare Miasto w Poznaniu w "sprawie wprowadzania do obrotu michałków zamkowych, noszących cechy podrobionego znaku towarowego". To efekt zawiadomienia złożonego przez spółkę Michałek z Będzina. Według niej, to ona ma prawo do marki Michałki. Spór z Wawelem prowadzi od wielu lat.
Prokurator zażądał od Wawelu m.in. dokumentacji dotyczącej produkcji czekoladek, opakowań oraz gotowych wyrobów, a także dokumentacji dotyczącej struktury organizacyjnej firmy i zakresu obowiązków członków zarządu. Prokurator nadzoruje śledztwo z zawiadomienia spółki Michałek i chciał zabezpieczyć materiałe dowodowe. Zajęty towar został w magazynach. Wawel nie może go sprzedawać i dalej produkować (policja była też w zakładach Odra w Brzegu i Solidarność w Lublinie).
Zarząd Wawelu uważa, że działania prokuratury są bezprawne. Na początku marca została oddalona przez Naczelny Sąd Administracyjny skarga kasacyjna spółki Michałek o ochronę znaku towarowego. Według Wawelu to oznacza potwierdzenie jego praw do tego znaku. Spółka tłumaczy, że michałki to nazwa rodzajowa, a prokuratura opiera się jedynie na opinii biegłego i nie uznaje konsekwencji wynikających z wyroku NSA.
Zatrzymanie michałków zamkowych to utrata przychodów Wawelu i zysku, a w przypadku niewywiązania się z umów z odbiorcami także koszty. - W zależności od miesiąca te czekoladki stanowiły nawet 10% sprzedaży. Zarząd zrobi wszystko, aby w związku z zaistniałą sytuacją spółka i akcjonariusze nie ponieśli szkody - zapewnia Dariusz Orłowski, prezes Wawelu. Zapowiada złożenie skargi do prokuratury apelacyjnej i krajowej, wystąpienie o odszkodowanie do Skarbu Państwa.
W 2004 r. Wawel przy przychodach w wysokości 199 mln zł miał prawie 19 mln zł zysku netto. Wczoraj kurs spółki spadł o 4,2%, do 102 zł.