Wojciech Tabiś, prezes Przedsiębiorstwa Eksploatacji Rur Naftowych "Przyjaźń", do zeszłego roku dyrektor departamentu bezpieczeństwa energetycznego w resorcie gospodarki, mówi, że istnieją duże szanse, ż ropa naftowa z basenu Morza Kaspijskiego z Odessy do Płocka popłynie za trzy lata. Polski odcinek rurociągu będzie kosztował 2 mld zł, a inwestycja może zwrócić się po 7-8 latach. - Ostatnie zmiany polityczne na Ukrainie spowodowały, że projekt transportu ropy kaspijskiej do Płocka i później do Gdańska, zaczyna nabierać realnych kształtów. Ukraiński rząd zapowiedział, że będzie dążyć do realizacji pierwotnych planów przesyłania rurociągiem surowca z Kazachstanu i Azerbejdżanu, a nie jak teraz - z Rosji - powiedział W. Tabiś. Prezes PERN dodał, że doradcę przy budowie polskiej nitki rurociągu wybierze Unia Europejska, a przetarg na jego wybór powinien zostać ogłoszony w maju. Zainteresowanie finansowaniem projektu wyraził wstępnie Europejski Bank Inwestycyjny. Zdaniem W. Tabisia, również polskie firmy paliwowe Orlen i Grupa Lotos mogą być zainteresowane tym projektem, ale dopiero w momencie, gdy będą chciały kupować kaspijską ropę.

W pierwszej kolejności PERN, wspólnie ze swoim ukraińskim partnerem Ukrtransnaftą, będzie szukać nabywców na kaspijską ropę wśród firm z Europy Zachodniej i USA. - Prowadzono rozmowy z Chevronem, niedawno też z ConocoPhillips. Koncerny te mogłyby stanowić zarówno stronę podażową, jak i popytową - mówi W. Tabiś. Obydwa te koncerny są już zaangażowane w projekty wydobywcze w krajach basenu Morza Kaspijskiego. By dokończenie istniejącego na Ukrainie odcinka rurociągu do Polski było opłacalne, przesył ropy powinien wynosić minimum 15 mln ton rocznie. Ze wstępnych szacunków wynika, ze znajdą się nabywcy na 20-25 mln ton ropy rocznie.

Reuters