Komisja Odpowiedzialności Konstytucyjnej pracowała nad sprawą byłego ministra skarbu Emila Wąsacza praktycznie od początku tej kadencji Sejmu. Chodziło o popełnione przez niego nieprawidłowości przy prywatyzacji PZU, Domów Towarowych Centrum oraz Telekomunikacji Polskiej. Posłowie prowadzili dochodzenie ponad trzy lata. W tym czasie przesłuchano kilkudziesięciu świadków, w tym byłych i obecnego ministra skarbu, a także byłego premiera Jerzego Buzka i obecnego szefa rządu Marka Belkę.
Zasadne zarzuty
Już w ostatni piątek Józef Zych, przewodniczący Komisji, mówił, że wystąpi ona z wnioskiem o postawienie Emila Wąsacza przed Trybunałem Stanu. Wczoraj spełniły się te zapowiedzi. Na specjalnie zwołanej konferencji prasowej J. Zych poinformował, że Komisja uznała za zasadne wszystkie trzy zarzuty stawiane byłemu ministrowi skarbu. - Nasze dochodzenie wykazało, że Emil Wąsacz w 1999 r. zawarł niekorzystną umowę sprzedaży 30% akcji PZU, w wyniku której nabywca (konsorcjum Eureko i BIG BG - przyp. red.) uzyskał nieproporcjonalny wpływ na zarządzanie spółką - stwierdził Zych. Z prac Komisji wynika również, że wycena DT Centrum została zaniżona, ponieważ uwzględniała tylko 7 z 17 obiektów będących własnością sieci. Z kolei w przypadku prywatyzacji Telekomunikacji Polskiej, według Komisji, minister Wąsacz dopuścił do zawarcia niekorzystnej umowy, na której Skarb Państwa stracił około 25 mln zł.
Trafi bądź nie
Emil Wąsacz nie zgadza się z tymi zarzutami. - W zarządzie PZU, który ma decydującą rolę w spółkach prawa handlowego, zasiadały jednak cztery osoby reprezentujące Skarb Państwa i dwóch przedstawicieli konsorcjum, parytet wynikający z posiadanych akcji został więc zachowany - powiedział nam wczoraj. Podobnie odrzuca oskarżenia o nieprawidłowości przy wycenie DT Centrum i Telekomunikacji. - Członkowie Komisji zarzucają mi, że nie uwzględniono przy niej gruntów pod budynkami na tzw. ścianie wschodniej przy ul. Marszałkowskiej w Warszawie, ale przecież były one własnością samorządu, nie spółki. W 2000 r. odkupiła je ona za około 200 mln zł. Zarzuty dotyczące prywatyzacji Telekomunikacji to jakieś science fiction. Oferta jednej z firm doradczych została przecież odrzucona z powodów formalnych. Nie wiem, w jaki sposób miałoby się to przyczynić do powstania 25 mln zł strat - stwierdził.