Mimo ustalenia ceny sprzedaży akcji PEP na minimalnym przewidzianym poziomie (widełki cenowe wynosiły 7,8-8,8 zł), mniej niż połowa oferowanych walorów znalazła nabywców. Z ponad 10,65 mln akcji, sprzedawanych przez dotychczasowych akcjonariuszy PEP (fundusze Enterprise Investors oraz Pol-energy Investments), do nowych właścicieli trafiło niespełna 4,6 mln sztuk.
Instytucje wolą duże oferty
Dopisali jedynie inwestorzy indywidualni, którzy ponadto musieli zaoferować maksymalną cenę z przedziału. Zapisy w tej transzy (liczyła 2,13 mln walorów) zostały zredukowane o ponad 40%. Zawiodły natomiast instytucje. Z ponad 8,5 mln kierowanych do nich akcji, objęły tylko 2,46 mln sztuk. Tymczasem wcześniej przedstawiciele Polish Energy Partners nie kryli zadowolenia z przebiegu road show. - Spotkania z inwestorami były długie, zadawali mnóstwo pytań. Oferta cieszyła się dużym zainteresowaniem - wspomina Michał Rusiecki, wiceprzewodniczący rady nadzorczej PEP i członek zarządu Enterprise Investors. Dlaczego więc oferta zakończyła się tylko połowicznym sukcesem? - Sadzę, że klimat do finansowania w mniejsze spółki się popsuł. Koniunktura na rynku jest niesprzyjająca. Pojawiły się konkurencyjne duże oferty publiczne. Fundusze mają już spore udziały akcji w swoich portfelach, dlatego są selektywne. A papiery dużych spółek po prostu "wypada mieć", z niekorzyścią dla powodzenia ofert mniejszych emitentów - komentuje M. Rusiecki.
Nie będzie wzmożonej podaży
Niepełny sukces oferty PEP nie wróży udanego debiutu giełdowego. Dodatkowo pojawiło się widmo podaży akcji, których nie udało się sprzedać dotychczasowym akcjonariuszom podczas IPO. Ci jednak uspokajają. - To nie jest pierwsza spółka, którą fundusze Enterprise Investors wprowadziły na giełdę. Podobne obawy były przy debiucie Eldorado. Odczekaliśmy, spółka pokazała dobre wyniki i zaczęła się cieszyć większym zainteresowaniem inwestorów - przypomina partner EI.