Bioton liczył na wielkie wejście: wyniki pierwszego przetargu na dostarczanie rekombinowanej insuliny ludzkiej na Białoruś wskazywały, że debiutującej na tym rynku firmie uda się zdobyć 60% tamtejszych zamówień. Jednak po protestach konkurencji przetarg zostanie rozstrzygnięty na nowo w drugiej połowie czerwca. - Nic nie wskazuje, żebyśmy mieli go przegrać. Nasze warunki są bardzo atrakcyjne - twierdzi jednak Adam Wilczęga, prezes Biotonu. Spółka zamierza konkurować na Wschodzie - tak jak w Polsce - głównie ceną swojej insuliny. Jednak i tam pojawiają się te same zarzuty, co w Polsce - Bioton musi udowodnić, że jego produkty jakością nie odbiegają od konkurencji.
Białoruś miała być pierwszym rynkiem wschodnim, który zamierzał podbić Bioton. W drugiej połowie roku firma stanie do przetargów na Ukrainie i prawdopodobnie w Rosji, gdzie jutro zostanie wkopany kamień węgielny pod budowę tamtejszej fabryki Biotonu.
Przeciągający się proces rejestracji leków polskiej firmy na innych rynkach może jednak zagrozić jej planom. Podczas debiutu spółki przedstawiciele jej rady nadzorczej mówili, że przychody Biotonu w ciągu 2-3 lat mogą wzrosnąć nawet do 1,5 mld zł. - Dziennikarze prawdopodobnie źle nas zrozumieli. Chodziło nam o osiągnięcie pozycji lidera lub współlidera rynku w Polsce i zdobycie 5% światowego rynku. Przeliczanie tego na pieniądze nie ma sensu, bo przecież insulina ma różne ceny - tłumaczy prezes Biotonu. Według niego, jeśli powiedzie się wschodnia inwestycja spółki, jej plany podbicia rynku będą wciąż aktualne.