Mali inwestorzy złożyli 31,64 tys. zleceń kupna, łącznie na 257,8 mln akcji. Mogli kupić tylko 8,8 mln. Cena wynosiła 29 zł. Wygenerowali zatem popyt na ponad 7,5 mld zł. Porównując: oznacza to, że mogliby kupić cały KGHM i ComputerLand.
Jaki debiut?
Bardzo wielu inwestorów indywidualnych przy zapisach na walory Lotosu korzystało z kredytu. Od ceny, po jakiej zadebiutują w czwartek papiery spółki na GPW, zależy, czy i ile zarobią lub stracą na tej inwestycji. - Skala redukcji mnie nie dziwi. Uważam, że drobni inwestorzy, którzy kupili Lotos, nie są w tak komfortowej sytuacji, jak przy debiucie PKO BP. Wskazuje na to niewygórowany popyt ze strony inwestorów instytucjonalnych i zagranicznych. Myślę, że debiut może być lepszy niż np. Polmosu Białystok, który stracił, ale nie spodziewam się istotnych wzrostów - twierdzi Adam Ruciński, doradca inwestycyjny w TFI PZU.
Drogie lewary
Kiedy inwestorzy korzystający z kredytu mogą liczyć na osiągnięcie zysku? Przy założeniu, że gracz zaciągnął kredyt 10 razy większy od środków własnych, koszty pożyczki przypadające na jedną akcję Lotosu wynoszą od ok. 3,3 zł (BM BGŻ) do 7,8 zł (DM Banku Handlowego). Średnio, we wszystkich biurach maklerskich, 4,8 zł. W tej sytuacji kurs debiutu powinien być wyższy od ceny emisyjnej (29 zł) odpowiednio o 11,4% (koszt minimalny), 16,6% (koszt średni), prawie do 27% (koszt maksymalny). Dopiero wówczas inwestorzy posiłkujący się kredytem wyjdą na zero. Im wyższy lewar, tym koszt przypadający na akcję rośnie. Wyliczenia te nie uwzględniają prowizji maklerskich od zakupu i sprzedaży akcji. Z drugiej strony, koszt kredytu maleje w przypadku kwot przekraczających 100 tys. zł - wówczas niższe były prowizje kredytowe pobierane przez część biur.