- Francuzi do domu! - krzyczeli niektórzy z około 500 protestujących związkowców. W zapowiadanej od tygodni pikiecie uczestniczyli przede wszystkim przedstawiciele Telekomunikacji Polskiej, Orbisu i Wyborowej - czyli firm z udziałem francuskiego kapitału. Wszyscy mieli podobne hasła i podobne zarzuty wobec inwestorów. - Francuzi nierówno traktują pracowników: przywileje przyznają w swoich francuskich spółkach, a nas wykorzystują - uzasadniał Waldemar Stawski, wiceprzewodniczący Solidarności w TP. Przedstawiciele związków wskazywali też na masowe zwolnienia w spółkach oraz plany likwidacji polskich marek. - Da się inaczej zarządzać. Przykładem może być Polar - gdy prowadzili go Francuzi firma bankrutowała, kiedy przejęli ją Amerykanie - pracuje na trzy zmiany i zatrudnia nowych pracowników - twierdzi W. Stawski.

Protest rozpoczął się pod siedzibą TP, skąd związkowcy przeszli pod ambasadę Francji. Już wcześniej spotkali się z ambasadorem, któremu przekazali petycję. Domagali się w niej równych praw dla polskich i francuskich pracowników tych samych koncernów. Polacy domagają się m.in. wstrzymania programu masowych zwolnień, podkreślając, że polskie spółki przynoszą duże zyski w odróżnieniu od ich francuskich "matek". Zarządy spółek oskarżanych o lekceważenie polskich pracowników uzasadniają jednak, że programy zwolnień są konieczne, aby polskie spółki sprostały konkurencji.

Ambasada nie odniosła się do protestu. Wczoraj Francja obchodziła święto narodowe, ustanowione w rocznicę zburzenia Bastylii.