Węgierski koncern pobił i tak już wyśrubowane prognozy. W drugim kwartale zarobił na czysto 62,9 mld forintów (322 mln USD), czyli ponad dwa razy więcej niż 29,2 mld forintów przed rokiem. Analitycy oczekiwali 61,3 mld forintów zysku netto. Zysk na akcję wyniósł 610 forintów.
Według analityków, MOL zyskał przede wszystkim na podniesieniu marż rafineryjnych. - Biznes rafineryjny (tzw. downstream - red.) był główną przyczyną świetnych wyników na poziomie operacyjnym - twierdzi Peter Todai z budapeszteńskiego oddziału KBC Bancassurance. W dziale rafinacji i marketingu MOL zarobił na poziomie operacyjnym 49,8 mld forintów, 55% więcej niż rok wcześniej. Koncern ma tę przewagę nad konkurentami z Zachodu, że przerabia ropę pochodzącą z Rosji, której ceny nie pną się w górę w szaleńczym tempie, jak np. notowania Brent w Londynie. Jest jednak bardziej zasiarczona. By mogła konkurować z produktami pochodzącymi z ropy lepszej gatunkowo, MOL zainwestował 60 mld HUF w przystosowanie węgierskiej rafinerii. Ruszyła w czerwcu.
- Podjęliśmy właściwe decyzje we właściwym momencie - tłumaczy świetne wyniki jeden z szefów koncernu Gyorgy Mosonyi. - Teraz, w sprzyjających warunkach rynkowych, zbieramy profity - dodaje.
Przychody węgierskiego koncernu wzrosły w minionym kwartale do 545,1 mld forintów (przy prognozach w wysokości 516 mld forintów), z 424,1 mld forintów przed rokiem. Firma sprzedała więcej paliw i innych produktów ropopochodnych w Austrii, Czechach, Polsce i na rodzimym rynku. Z nawiązką zrekompensowało to 7-proc. spadek sprzedaży w Słowacji. MOL notuje szczególny wzrost popytu na olej napędowy (na Węgrzech o 4%), a to dla niego dobra wiadomość, bo rafinacja oleju jest bardziej rentowna niż benzyny.
Dział wydobycia MOL-a zwiększył zysk operacyjny z 12,9 mld do 24 mld forintów, dzięki większej aktywności na polach syberyjskich. Mniej zarobiła natomiast część gazowa, która trafi wkrótce w ręce niemieckiego koncernu E.ON - jej zysk spadł z 13,1 mld do 11,9 mld forintów.