większy i będzie szansa, by do pracy przyjeżdżali do nas Amerykanie, albo
przynajmniej Niemcy, którzy borykają się z największym od lat bezrobociem.
Że co? Wyższe płace to wyższe koszty dla pracodawców? Skoro zdaniem UL
wzrost płac ma podnieść poziom zatrudnienia, to widocznie musi się to także
opłacać pracodawcom. Więc patrząc z ich punktu widzenia jeszcze mocniejsza
podwyżka płac da im jeszcze większe zyski. Toż to piękny samograj! Aż dziw
bierze, że nikt jeszcze tego nie wprowadził w życie. Całe szczęście. Polacy!
Mamy dziejową szansę bycia pierwszymi. Proszę o jedno. Nie zapominajmy, komu
będziemy to zawdzięczać. Jak wiadomo, sukces ma wielu ojców, a teraz
przynajmniej widać czarno na białym, kto tą ustawę w potem na czole
przepychał prze wszystkie szczeble drabinki legislacyjnej. Nie zapomnijmy im
tego!
Słowo stało się ciałem także w przypadku rozwiązań tzw. antylichwiarskich.
Jakże szczytny cel został z sukcesem osiągnięty. Znowu odwołajmy się do, jak
już wiemy, światłych przedstawicieli Unii Lewicy. "Na tego typu usługi
finansowe decydują się osoby nie mające szansy na uzyskanie normalnego,
tańszego kredytu bankowego". "Tym samym osoby najbiedniejsze, nie mogące
związać końca z końcem popadają w jeszcze większe kłopoty finansowe".
Powoduje to, że stają się oni niewypłacalni. Jak podkreślano,
najbiedniejszych trzeba chronić przed "zwykłym cwaniactwem i
wykorzrzecież wiadomym
jest, że osoby ubogiej nie stać jest na Mercedesa. A dlaczego? Dlaczego cena
tego samochodu jest tak wysoka, że "osoby najbiedniejsze, nie mogące związać
końca z końcem" kupując taki samochód "popadają w jeszcze większe kłopoty
finansowe"? Przecież "najbiedniejszych trzeba chronić przed "zwykłym
cwaniactwem i wykorzystywaniem ich trudnej sytuacji życiowej do zarobienia
nieprzyzwoicie dużych pieniędzy". Zresztą przecież nie dotyczy to jedynie
samochodów. Każdy produkt kupowany przez "osobę najbiedniejszą" sprawia, że
"popada ona w jeszcze większe kłopoty finansowe". Dlaczego więc nie
wprowadzić cen maksymalnych na wszystkie produkty oferowane na rynku?
Dlaczego najbiedniejszy nie ma prawa jeździć Mercem i mieszkać w wygodnym
domku za miastem? Koszt produkcji Merca jest zbyt wysoki? A kogo to
obchodzi? Przecież kredyty wysokooprocentowane są dlatego
wysokooprocentowane, gdyż są obarczone wysokim ryzykiem niespłacenia i jakoś
nikt się tym nie martwi. Grunt, że znaleziono sposób, by biedny miał
możliwość zaciągnięcia stosunkowo taniego kredytu i zaspokoił swoje
potrzeby. Możliwość teoretyczną, ale przecież to już nie wina pomysłodawców,
bo oni chcieli dobrze tylko znowu "cwaniacy" znajdą sposób, by "wykorzystać
trudną sytuację życiową do zarobienia nieprzyzwoicie dużych pieniędzy".
Marzeniem ściętej głowy jest sytuacja, gdy ubogi bierze tańszy kredyt, za
który kupuje tańszego Merca. Marzenia to dobra rzecz. W końcu, jak ktoś
powiedział - grzechem nie jest nie osiągnąć marzeń, lecz grzechem jest ich
nie mieć.
Naprawdę łza się w oku kręci, gdy sobie człowiek uświadomi, ile wysiłku
kosztuje naszych lewicowych (choć jak się okazuje nie tylko)
parlamentarzystów, by pomóc ubogim i uciśnionym. Jakich heroicznych czynów
muszą oni dokonywać, by przełamywać skostniałe i wszędobylskie mentalne
bariery zapaskudzone myślą liberalną. Wydawać by się mogło, że nikomu poza
nimi nie zależy na wszechobecnym dobrobycie. Aż dziw bierze, że
społeczeństwo jest na tyle samolubne i zapatrzone we własne portfele, że nie
okazuje wdzięczności naszym dobroczyńcom i chce głosować na prawicę. Jest
jeszcze czas na zmianę. W końcu pomysłów nie brakuje.
Za sukces należy także uznać odparcie uderzenia z flanki jakie uskutecznili
przedstawiciele Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych Lewiatan. Ich
zdaniem przyjęcie ustawy antylichwiarskiej "łamie konstytucyjną zasadę
wolności działalności gospodarczej, ogranicza rozwój rynku pieniężnego i
sprzyja rozwojowi szarej strefy". Kto by się jednak przejmował grupą
pracodawców? Właściwie powinni się cieszyć. W końcu wejdzie w życie ustawa o
pracy minimalnej, więc i tak szczęściu nie będzie końca. Niech sobie ubodzy
wezmą ten "tańszy" kredyt. W końcu i tak szybko znajdą pracę, bo
zatrudnienie ma wzrosnąć. Ryzyko więc żadne - prawda? Zdaniem PKPP, jeżeli
celem jest ochrona konsumentów, metodą jego osiągnięcia powinno być ustawowe
wprowadzenie upadłości konsumenckiej. Wiadomo, że to tylko mydlenie oczu.
Jaka upadłość, skoro wszyscy będą pracować i więcej zarabiać? Panowie i
Panie w Lewiatana, czas się obudzić i jeszcze raz poczytać, co nam serwują
tęgie mózgi z UL.
W piątek otrzymaliśmy radosną wiadomość, że "Prezydent Aleksander
Kwaśniewski podpisał dwie ustawy: tzw. ustawę antylichwiarską i nowelizację
ustawy o płacy minimalnej". Jak trudna była to decyzja pokazuje fakt, że
lobby liberalne miało swoje wtyczki także na salonach Pałacu Prezydenckiego.
Otóż, już kilka dni po przyjęciu przez Senat ustawy antylichwiarskiej szef
społecznego zespołu doradców ekonomicznych prezydenta prof. Witold Orłowski
stwierdził, że jego zdaniem "ustawa otoczy się walka. 9 października nie mamy
faktycznie wyborów prezydenckich, ale będzie to pierwsza tura wyborów Zbawcy
Narodu. Jest o co grać. Stąd nie dziwi, że właśnie teraz do ojczyzny
powrócił niesłusznie szkalowany i obśmiany czarny koń polskiej sceny
politycznej - Stan Tymiński.
Zapamiętajmy datę 12 sierpnia 2005 r. Być może historycy przyznają rację
szłusznym osobom. Być może po latach święto "Cudu nad Wisłą" zostanie lekko
przesunięte o kilka dni. Zresztą już teraz wiadomo, że wydarzenie z lat
dwudziestych to nie był żaden cud. Piłsudzki po prostu miał "lustro" i
niczym zła macocha królewny Śnieżki widział prawdę, co się dzieje w
szeregach bolszewików. To lustro to świetna robota polskich łamaczy kodów i
pracowników nasłuchu. Tak to każdy głupi potrafi. Podobno w Hollywood już
trwają pracę nad ekranizacją całej sprawy. Głównym bohaterem ma być
amerykański genialny matematyk (w tej roli ma być podobno obsadzony Ben
Affleck), który przed rokiem 20 trafił do Polski z miłości do polskiej
tancerki (w tej roli podobno Angelina Joli, a sceny miłosne podobno bez
dublerów) i nauczył wszystkiego niejakiego Jana Kowalewskiego. Opowieść jak
najbardziej prawdopodobna. W końcu w każdym sukcesie na świecie maczali
palce, a przynajmniej byli jego inicjatorami Amerykanie.
W kontekście powyższego pojawia się uśmieszek na ustach, gdy czyta się
komunikaty, że amerykański bank centralny (właściwie jest to grupa banków,
ale nie komplikujmy, bo głupota i tak jest ta sama) po raz dziesiąty z rzędu
podniósł poziom stopy procentowej funduszy federalnych. Teraz wynosi ona już
3,5%, a analitycy otwarcie mówią, że to jeszcze nie koniec. Tak przynajmniej
wynika z komunikatu po posiedzeniu FOMC. Aż żal serce ściska, gdy się patrzy
na tych Amerykanów. Przecież oni sami podcinają sobie gałąź, na której
siedzą. To jest niepojęte, że tak spokojnie akceptują fakt podrażania
kredytów. Przecież my już dobrze wiemy, że właśnie tani kredyt jest drogą do
sukcesu. Kraj z takim wielkim potencjałem naukowców nie wpadł na tak prostą
prawdę. U nas wystarczy spytać byle członka UL, ale choćby co drugiego
członka RPP. W sumie w tej ostatniej, gdyby nie Balcerowicz, to już byłoby
znacznie lepiej w Polsce. Może to zastosowana polityka "małych kroków"
sprawia, że wszyscy tam nie zauważają, że koszt pieniądza im rośnie? W sumie
także na rynku po silnym spadku nie zauważa się powolnego wzrostu cen, a
trend się zauważa z opóźnieniem. Może oni myślą, że to tylko korekta?
W opinii analityków (gdzie oni się uczyli?) prezes Fed, Alan Greenspan,
"chce w ten sposób zapobiec nakręcaniu spirali inflacyjnej. Fed podtrzymuje
obawy, że dla obecnego stanu gospodarki największym zagrożeniem jest
inflacja. Napędza ją głównie wzrost cen surowców energetycznych, zwłaszcza
ropy naftowej. Według Fed, amerykańska gospodarka otrząsnęła się jednak z
negatywnych efektów wzrostu cen energii i utrzymuje wysokie tempo wzrostu.
Przemawia za tym m.in największy od kwietnia wzrost liczby nowych miejsc
pracy w lipcu oraz ożywienie w przemyśle i powrót koniunktury na rynku
motoryzacyjnym". To za PAP. Mnie tylko zastanawia, że u nich nikt jeszcze
nie wpadł, na pomysł ustanawiania cen maksymalnych na towary. W końcu
problem inflacji by zniknął. Niestety wykłady L. Millera w Stanach to za
mało. Nie odniosły spodziewanego skutku. Trzeba tam wysłać całą czołówkę
polskiej myśli lewicowej. Młodzi zostaną na miejscu i będą wdrażać
propozycje samodzielnie, a gdyby cos było nie tak i pojawiły się jakieś
problemy, to w końcu mamy Internet. Można odpalić Gadu-Gadu i wszystko
obGadu-Gadać.
Za niezaprzeczalną porażkę tego tygodnia mcznych (PIT) było wprowadzenie w
2004 r. możliwości opodatkowania działalności gospodarczej według jednolitej
stawki 19 proc. W ubiegłym roku z tej możliwości skorzystało ponad 200 tys.
przedsiębiorców, którzy zapłacili w sumie 5,7 mld zł podatku. Zdecydowali
się na to głównie ci przedsiębiorcy, którzy przedtem płacili 30 i 40 proc.
podatku". Wydaje mi się, że ktoś powinien na ten brak kompetencji
zareagować. Jakże to? Płacący wcześniej podatek wg 30 i 40% teraz zapłacili
19%, a przychody wzrosły? Jasne, że taki jakiś kant. Można się tylko
zastanawiać, czy to tylko pomyłka pracownika ministerstwa, czy też jawna
liberalna dezinformacja.
Na koniec kilka słów o samym rynku przy czym wykresy omówię jutro w
porannym. Zresztą co tu omawiać. Kierunek ruchu cen w kontekście wszystkich
powyższych informacji chyba nikogo nie dziwi. Można się tylko zastanawiać,
jakie źródła mieli inwestorzy zagraniczni, których aktywność ostatnio
dziwnie skoczyła do góry. To przecież aż śmierdzi jakimś przeciekiem. Można
śmiało stwierdzić, że Londyn już dawno wiedział, że te złote strzały polskie
legislacji się pojawią. Teraz wyjaśnia się inna sprawa. Nie dziwi już fakt
tak tłumnego szturmu Polaków do pracy w Wielkiej Brytanii. Obecnie szwagier
w OFE to już tylko druga liga, albo i okręgowa. Szwagier w Londynie to teraz
ekstraklasa.
Kamil Jaros
PS Według szacunków OPZZ, minimalne wynagrodzenie pobiera w Polsce 4 proc.
zatrudnionych.