Reklama

Weekendowa Analiza Futures

Publikacja: 15.08.2005 17:24

Zamiast corocznego sezonu ogórkowego mamy kampanię wyborczą w pełni. Co rusz

pojawiają się nowe pomysły, jak uszczęśliwić ciemiężonych lub chociaż ich

ochronić przed krwiopijcami. Walka socjalistów z liberałami przemieściła się

na poziom Prezydenta. To on jest w tej chwili bombardowany apelami

pochodzącymi od zwolenników lub przeciwników przyjętych niedawno przez

Reklama
Reklama

parlament rozwiązań prawnych. Chodzi tu głównie o ustawę antylichwiarską, o

podniesieniu płacy minimalnej (obie już podpisane - 2:0 dla socjalu),

emerytur górniczych czy wreszcie liberalizacji dostępu prawników do

wykonywania zawodu. Każda ustawa ma lobby za i przeciw. I wcale nie pokrywa

się to dokładnie z powszechnie znanym podziałem na lewicę i prawicę. Za

ustanowieniem minimalnego poziomu oprocentowania kredytów głosowało zarówno

Reklama
Reklama

SLD i PiS. Swoją drogą to kolejny argument dla czarnowidzów koalicji PO-PiS.

Postawa PiS w tym kontekście jest co najmniej dyskusyjna. Przytoczmy tu

choćby apele o zablokowanie fuzji Pekao i BPH. Na razie trudno znaleźć

punkty które ściśle wiążą oba ugrupowania. No, ale kampania wyborcza ma

swoje prawa.

Wróćmy do "trudnej sytuacji Prezydenta". W przypadku podniesienia płacy

Reklama
Reklama

minimalnej ugiął się on naciskom strony zawodowych uszczęśliwiaczy narodu.

Unia Lewicy apelowała jeszcze w poniedziałek do Aleksandra Kwaśniewskiego o

podpisanie tejże ustawy. Można się domyślać, że dotarły do niego argumenty

typu: "podniesienie płacy minimalnej jest wymogiem Międzynarodowej

Organizacji Pracy", czy "Polskie minimum w tym zakresie nie spełnia wymogu

Reklama
Reklama

+płacy godziwej+. Dystans pomiędzy płacą średnią a płacą minimalną

niepokojąco się powiększa. Państwo, realizując politykę przeciwdziałania

rozwarstwieniu społecznemu, musi na ten fakt zareagować". Mamy też i

argument koronny. Okazuje się bowiem, że takie rozwiązanie przyniesie

pozytywne skutki dla gospodarki, "wzmacniając popyt wewnętrzny i

Reklama
Reklama

przyczyniając się tym samym do tworzenia nowych miejsc pracy". Przyznam, że

nie rozumiem działaczy UL. Jeśli podniesienie płacy minimalnej o ok. 30

złotych ma mieć takie zbawienne skutki dla gospodarki, to dlaczego nie

postulują oni, by ta nie została ustalona na poziomie obecnej średniej

krajowej, albo jeszcze wyżej? W końcu wtedy popyt wewnętrzny będzie jeszcze

Reklama
Reklama

większy i będzie szansa, by do pracy przyjeżdżali do nas Amerykanie, albo

przynajmniej Niemcy, którzy borykają się z największym od lat bezrobociem.

Że co? Wyższe płace to wyższe koszty dla pracodawców? Skoro zdaniem UL

wzrost płac ma podnieść poziom zatrudnienia, to widocznie musi się to także

opłacać pracodawcom. Więc patrząc z ich punktu widzenia jeszcze mocniejsza

podwyżka płac da im jeszcze większe zyski. Toż to piękny samograj! Aż dziw

bierze, że nikt jeszcze tego nie wprowadził w życie. Całe szczęście. Polacy!

Mamy dziejową szansę bycia pierwszymi. Proszę o jedno. Nie zapominajmy, komu

będziemy to zawdzięczać. Jak wiadomo, sukces ma wielu ojców, a teraz

przynajmniej widać czarno na białym, kto tą ustawę w potem na czole

przepychał prze wszystkie szczeble drabinki legislacyjnej. Nie zapomnijmy im

tego!

Słowo stało się ciałem także w przypadku rozwiązań tzw. antylichwiarskich.

Jakże szczytny cel został z sukcesem osiągnięty. Znowu odwołajmy się do, jak

już wiemy, światłych przedstawicieli Unii Lewicy. "Na tego typu usługi

finansowe decydują się osoby nie mające szansy na uzyskanie normalnego,

tańszego kredytu bankowego". "Tym samym osoby najbiedniejsze, nie mogące

związać końca z końcem popadają w jeszcze większe kłopoty finansowe".

Powoduje to, że stają się oni niewypłacalni. Jak podkreślano,

najbiedniejszych trzeba chronić przed "zwykłym cwaniactwem i

wykorzrzecież wiadomym

jest, że osoby ubogiej nie stać jest na Mercedesa. A dlaczego? Dlaczego cena

tego samochodu jest tak wysoka, że "osoby najbiedniejsze, nie mogące związać

końca z końcem" kupując taki samochód "popadają w jeszcze większe kłopoty

finansowe"? Przecież "najbiedniejszych trzeba chronić przed "zwykłym

cwaniactwem i wykorzystywaniem ich trudnej sytuacji życiowej do zarobienia

nieprzyzwoicie dużych pieniędzy". Zresztą przecież nie dotyczy to jedynie

samochodów. Każdy produkt kupowany przez "osobę najbiedniejszą" sprawia, że

"popada ona w jeszcze większe kłopoty finansowe". Dlaczego więc nie

wprowadzić cen maksymalnych na wszystkie produkty oferowane na rynku?

Dlaczego najbiedniejszy nie ma prawa jeździć Mercem i mieszkać w wygodnym

domku za miastem? Koszt produkcji Merca jest zbyt wysoki? A kogo to

obchodzi? Przecież kredyty wysokooprocentowane są dlatego

wysokooprocentowane, gdyż są obarczone wysokim ryzykiem niespłacenia i jakoś

nikt się tym nie martwi. Grunt, że znaleziono sposób, by biedny miał

możliwość zaciągnięcia stosunkowo taniego kredytu i zaspokoił swoje

potrzeby. Możliwość teoretyczną, ale przecież to już nie wina pomysłodawców,

bo oni chcieli dobrze tylko znowu "cwaniacy" znajdą sposób, by "wykorzystać

trudną sytuację życiową do zarobienia nieprzyzwoicie dużych pieniędzy".

Marzeniem ściętej głowy jest sytuacja, gdy ubogi bierze tańszy kredyt, za

który kupuje tańszego Merca. Marzenia to dobra rzecz. W końcu, jak ktoś

powiedział - grzechem nie jest nie osiągnąć marzeń, lecz grzechem jest ich

nie mieć.

Naprawdę łza się w oku kręci, gdy sobie człowiek uświadomi, ile wysiłku

kosztuje naszych lewicowych (choć jak się okazuje nie tylko)

parlamentarzystów, by pomóc ubogim i uciśnionym. Jakich heroicznych czynów

muszą oni dokonywać, by przełamywać skostniałe i wszędobylskie mentalne

bariery zapaskudzone myślą liberalną. Wydawać by się mogło, że nikomu poza

nimi nie zależy na wszechobecnym dobrobycie. Aż dziw bierze, że

społeczeństwo jest na tyle samolubne i zapatrzone we własne portfele, że nie

okazuje wdzięczności naszym dobroczyńcom i chce głosować na prawicę. Jest

jeszcze czas na zmianę. W końcu pomysłów nie brakuje.

Za sukces należy także uznać odparcie uderzenia z flanki jakie uskutecznili

przedstawiciele Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych Lewiatan. Ich

zdaniem przyjęcie ustawy antylichwiarskiej "łamie konstytucyjną zasadę

wolności działalności gospodarczej, ogranicza rozwój rynku pieniężnego i

sprzyja rozwojowi szarej strefy". Kto by się jednak przejmował grupą

pracodawców? Właściwie powinni się cieszyć. W końcu wejdzie w życie ustawa o

pracy minimalnej, więc i tak szczęściu nie będzie końca. Niech sobie ubodzy

wezmą ten "tańszy" kredyt. W końcu i tak szybko znajdą pracę, bo

zatrudnienie ma wzrosnąć. Ryzyko więc żadne - prawda? Zdaniem PKPP, jeżeli

celem jest ochrona konsumentów, metodą jego osiągnięcia powinno być ustawowe

wprowadzenie upadłości konsumenckiej. Wiadomo, że to tylko mydlenie oczu.

Jaka upadłość, skoro wszyscy będą pracować i więcej zarabiać? Panowie i

Panie w Lewiatana, czas się obudzić i jeszcze raz poczytać, co nam serwują

tęgie mózgi z UL.

W piątek otrzymaliśmy radosną wiadomość, że "Prezydent Aleksander

Kwaśniewski podpisał dwie ustawy: tzw. ustawę antylichwiarską i nowelizację

ustawy o płacy minimalnej". Jak trudna była to decyzja pokazuje fakt, że

lobby liberalne miało swoje wtyczki także na salonach Pałacu Prezydenckiego.

Otóż, już kilka dni po przyjęciu przez Senat ustawy antylichwiarskiej szef

społecznego zespołu doradców ekonomicznych prezydenta prof. Witold Orłowski

stwierdził, że jego zdaniem "ustawa otoczy się walka. 9 października nie mamy

faktycznie wyborów prezydenckich, ale będzie to pierwsza tura wyborów Zbawcy

Narodu. Jest o co grać. Stąd nie dziwi, że właśnie teraz do ojczyzny

powrócił niesłusznie szkalowany i obśmiany czarny koń polskiej sceny

politycznej - Stan Tymiński.

Zapamiętajmy datę 12 sierpnia 2005 r. Być może historycy przyznają rację

szłusznym osobom. Być może po latach święto "Cudu nad Wisłą" zostanie lekko

przesunięte o kilka dni. Zresztą już teraz wiadomo, że wydarzenie z lat

dwudziestych to nie był żaden cud. Piłsudzki po prostu miał "lustro" i

niczym zła macocha królewny Śnieżki widział prawdę, co się dzieje w

szeregach bolszewików. To lustro to świetna robota polskich łamaczy kodów i

pracowników nasłuchu. Tak to każdy głupi potrafi. Podobno w Hollywood już

trwają pracę nad ekranizacją całej sprawy. Głównym bohaterem ma być

amerykański genialny matematyk (w tej roli ma być podobno obsadzony Ben

Affleck), który przed rokiem 20 trafił do Polski z miłości do polskiej

tancerki (w tej roli podobno Angelina Joli, a sceny miłosne podobno bez

dublerów) i nauczył wszystkiego niejakiego Jana Kowalewskiego. Opowieść jak

najbardziej prawdopodobna. W końcu w każdym sukcesie na świecie maczali

palce, a przynajmniej byli jego inicjatorami Amerykanie.

W kontekście powyższego pojawia się uśmieszek na ustach, gdy czyta się

komunikaty, że amerykański bank centralny (właściwie jest to grupa banków,

ale nie komplikujmy, bo głupota i tak jest ta sama) po raz dziesiąty z rzędu

podniósł poziom stopy procentowej funduszy federalnych. Teraz wynosi ona już

3,5%, a analitycy otwarcie mówią, że to jeszcze nie koniec. Tak przynajmniej

wynika z komunikatu po posiedzeniu FOMC. Aż żal serce ściska, gdy się patrzy

na tych Amerykanów. Przecież oni sami podcinają sobie gałąź, na której

siedzą. To jest niepojęte, że tak spokojnie akceptują fakt podrażania

kredytów. Przecież my już dobrze wiemy, że właśnie tani kredyt jest drogą do

sukcesu. Kraj z takim wielkim potencjałem naukowców nie wpadł na tak prostą

prawdę. U nas wystarczy spytać byle członka UL, ale choćby co drugiego

członka RPP. W sumie w tej ostatniej, gdyby nie Balcerowicz, to już byłoby

znacznie lepiej w Polsce. Może to zastosowana polityka "małych kroków"

sprawia, że wszyscy tam nie zauważają, że koszt pieniądza im rośnie? W sumie

także na rynku po silnym spadku nie zauważa się powolnego wzrostu cen, a

trend się zauważa z opóźnieniem. Może oni myślą, że to tylko korekta?

W opinii analityków (gdzie oni się uczyli?) prezes Fed, Alan Greenspan,

"chce w ten sposób zapobiec nakręcaniu spirali inflacyjnej. Fed podtrzymuje

obawy, że dla obecnego stanu gospodarki największym zagrożeniem jest

inflacja. Napędza ją głównie wzrost cen surowców energetycznych, zwłaszcza

ropy naftowej. Według Fed, amerykańska gospodarka otrząsnęła się jednak z

negatywnych efektów wzrostu cen energii i utrzymuje wysokie tempo wzrostu.

Przemawia za tym m.in największy od kwietnia wzrost liczby nowych miejsc

pracy w lipcu oraz ożywienie w przemyśle i powrót koniunktury na rynku

motoryzacyjnym". To za PAP. Mnie tylko zastanawia, że u nich nikt jeszcze

nie wpadł, na pomysł ustanawiania cen maksymalnych na towary. W końcu

problem inflacji by zniknął. Niestety wykłady L. Millera w Stanach to za

mało. Nie odniosły spodziewanego skutku. Trzeba tam wysłać całą czołówkę

polskiej myśli lewicowej. Młodzi zostaną na miejscu i będą wdrażać

propozycje samodzielnie, a gdyby cos było nie tak i pojawiły się jakieś

problemy, to w końcu mamy Internet. Można odpalić Gadu-Gadu i wszystko

obGadu-Gadać.

Za niezaprzeczalną porażkę tego tygodnia mcznych (PIT) było wprowadzenie w

2004 r. możliwości opodatkowania działalności gospodarczej według jednolitej

stawki 19 proc. W ubiegłym roku z tej możliwości skorzystało ponad 200 tys.

przedsiębiorców, którzy zapłacili w sumie 5,7 mld zł podatku. Zdecydowali

się na to głównie ci przedsiębiorcy, którzy przedtem płacili 30 i 40 proc.

podatku". Wydaje mi się, że ktoś powinien na ten brak kompetencji

zareagować. Jakże to? Płacący wcześniej podatek wg 30 i 40% teraz zapłacili

19%, a przychody wzrosły? Jasne, że taki jakiś kant. Można się tylko

zastanawiać, czy to tylko pomyłka pracownika ministerstwa, czy też jawna

liberalna dezinformacja.

Na koniec kilka słów o samym rynku przy czym wykresy omówię jutro w

porannym. Zresztą co tu omawiać. Kierunek ruchu cen w kontekście wszystkich

powyższych informacji chyba nikogo nie dziwi. Można się tylko zastanawiać,

jakie źródła mieli inwestorzy zagraniczni, których aktywność ostatnio

dziwnie skoczyła do góry. To przecież aż śmierdzi jakimś przeciekiem. Można

śmiało stwierdzić, że Londyn już dawno wiedział, że te złote strzały polskie

legislacji się pojawią. Teraz wyjaśnia się inna sprawa. Nie dziwi już fakt

tak tłumnego szturmu Polaków do pracy w Wielkiej Brytanii. Obecnie szwagier

w OFE to już tylko druga liga, albo i okręgowa. Szwagier w Londynie to teraz

ekstraklasa.

Kamil Jaros

PS Według szacunków OPZZ, minimalne wynagrodzenie pobiera w Polsce 4 proc.

zatrudnionych.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama