wyczekiwana, ale publikowane o 16:00 dane o dynamice PKB w II kw. 2005 r.
Jak pamiętamy dane z I kw bardzo rozczarowały wzrostem jedynie o 2,1%. Teraz
oczekuje się lepszego wyniku, a konsensus analityków to wzrost o 2,7%.
Oprócz samej wartości dynamiki PKB ważnie obserwowana będzie także dynamika
inwestycji. W I kw. wzrosły one raptem o 1%, co było dużym negatywnym
zaskoczeniem. Warto pamiętać, że od ponad roku padały sugestie, że to
właśnie inwestycje przejmą pałeczkę w podnoszeniu PKB. Pałeczkę od eksportu,
który miał powoli słabnąć. Stało się inaczej. Inwestycje nadal kuleją, ale
na szczęście eksport trzyma się dość mocno.
Pewną próbkę danych o inwestycjach dostaliśmy już w tym tygodniu. GUS podał
informacje o nakładach inwestycyjnych, jakie zostały poczynione przez
większe przedsiębiorstwa (zatrudnienie ponad 50 osób). Nie jest to może
informacja precyzyjna, ale warto wiedzieć co się dzieje w grupie podmiotów,
na którą przypada połowa nakładów inwestycyjnych ogółem. Okazało się, że w
pierwszych dwóch kwartałach tego roku ich nakłady wyniosły 24,9 mld zł i
wzrosły o 4,5%. Czyżby więc coś drgnęło? Okazuje się, że poprawa stoi pod
dużym znakiem zapytania i chyba na rewelacyjne dane w poniedziałek nie
należy liczyć. Trzeba bowiem wiedzieć, że znaczny wzrost nakładów na
inwestycje zanotowano w branżach, które ostatnio były maruderami pod tym
względem. W górnym nakłady na inwestycje, które ostatnio sporo rosły teraz zmalały
o 3,1%. Spadek nakładów pojawił się w produkcji pojazdów samochodowych,
sprzętu RTV i telekomunikacyjnego oraz artykułów spożywczych i napoi. Taki
układ wcale nie musi oznaczać, że jesteśmy świadkami początku poważniejszego
trendu w poprawie w działalności inwestycyjnej. Potwierdzenie otrzymamy już
jutro.
Zarówno samo PKB, jak i jego składowe będą szczególnie uważnie analizowane
przez członków RPP, która we wtorek zbiera się na dwudniowe posiedzenie. W
środę prawdopodobnie zapadnie decyzje o zmianie stóp procentowych. Większość
analityków oczekuje, że zostaną one obniżone o 25 pkt bazowych. Uważa się,
że nastawienie pozostanie "ekspansywne". Ja nie wykluczałbym zmiany
nastawienia na "neutralne". Wiadomo, że rada już za mocno stóp nie obniży.
Być może dojdzie w tym roku do jeszcze jednej obniżki, ale układ ryzyk już
zdecydowanie mniej sprzyjający dalszemu utrzymaniu ekspansywnemu
charakterowi polityki pieniężnej.
Na taki pogląd wpływają tu zarówno czynniki wewnętrzne, jak i zewnętrzne. Za
kolejną obniżką skłaniają ostatnie dość rozczarowujące dane dotyczące
dynamiki produkcji przemysłowej oraz dynamiki sprzedaży detalicznej. Obie
wielkości charakteryzujące zmiany w realnej gospodarce okazały się niższe od
oczekiwań i sugerują, że sytuacja makro poprawia się bardzo powoli.
Przypomnijmy, że produkcja przemysłowa wzrosła o 2,6%, a spodziewano się
przecież wzrostu o 4,5%. Sprzedaż detaliczna miała wg prognoz wzrosnąć r/r o
7,4%, faktycznie było to +5%. Wprawdzie oficjalnie rada ma za główny cel
tylko inflację, ale nie możemy zapominać, kto w niej zasiada. Tym samym
zmiany dynamiki wzrostu gospodarczego mają tu tą samą wagę. Argumentem za
przyhamowaniem obniżek jest inflacja, która jak pamiętamy w lipcu okazała
się wyższa od prognoz. Można przypuszczać, że ten czynnik mimo wszystko
teraz będzie miał mniejsze znaczenie i rada poczeka na potwierdzenie zmian w
dynamice cen na dane z sierpnia. Oczywiście najlepiej by było, gdyby teraz
rada zdecydowała się na obniżkę stóp i na jednym z późniejszych posiedzeń
uczyniła to ponownie wraz ze zmianą nastawienia na "neutralne". Najlepiej z
punktu widzenia komunikacji rady z rynkiem, ale jak wiemy nie koniecznie
jest to dla niej najważniejsze. Zatem zmiany nastawienia już teraz nie można
wykluczyć.
Tym bardziej, że kolejne obniżki stóp są także zagrożone przez czynniki
zewnętrzne. Po pierwsze stajemy się coraz mniej konkurencyjni pod względem
rentowności długu. Tym bardziej, że w Stanach kontynuowana jest cały czas
sekwencja podwyżek stóp. To porównanie było już tu publikowane, ale warto o
nim pamiętać stopy.gif Na razie pomaga nam niska inflacja, a zwłaszcza
oczekiwania, że będzie ona nadal niska. Problem w tym, że oczekiwania mogą
się szybko zmienić. Na razie dane lipcowe przyjęte zostały ze spokojem, ale
co się stanie, gdy i w sierpniu wartość inflacji nie będzie się trzymać
oczekiwanej ścieżki?
No i nie zapominajmy o temacie numer jeden ubiegłego tygodnia - o cenie ropy
naftowej. Sam fakt analizowania nawet najmniejszej jej zmiany pokazuje, jaki
ma ona w tej chwili poważny (może nawet zbyt) wpływ na nastroje rynkowe ropa.gif
Czasem zabawne jest to podniecanie się wzrostem lub spadkiem ceny surowca o
1%, czy 1,5%. Niestety dla gospodarki nie ma większego znaczenia, czy ropa
kosztuje 68, czy 66 dolarów za baryłkę. Jest to tak samo wysoki poziom i
wpływ na poziom cen ogółem jest równie zgubny. Ktoś gdzieś napisał, że
powinniśmy się przyzwyczaić do ceny oscylującej koło 60 dolarów za baryłkę.
Przyznam, że patrząc na wykres odnoszę wrażenie, że utrnak o tym, że
nawet tak wysoka cena ropy jest daleka od poziomów notowanych w końcówce lat
70-tych. Mowa oczywiście o cenach stałych. Pamiętajmy, że działa tu efekt
inflacji, który przekłamuje skutecznie aktualny poziom cen. Gdyby wyrugować
wpływ inflacji, to okaże się, że rekordowa cena za baryłkę to obecnie
okolice 95 dolarów za baryłkę, a więc o prawie połowę więcej niż teraz!
Dlaczego nie mielibyśmy dojść do tego poziomu, albo nawet go przekroczyć?
Nie mowie tu o najbliższym czasie oczywiście, ale o perspektywie kilku lat.
Zresztą za kilka lat ten poziom będzie już wyższy. Inflacja robi swoje.
Inflacja, która tą ceną ropy jest także pompowana. Statystyka zmian cen
towarów konsumpcyjnych w USA jest ostatnio uspokajająca, ale rzut okiem na
wykres cen surowców każe raczej obawiać się jej powrotu crb.gif Stąd nie
dziwi postępowanie FOMC, które jest wynikiem spojrzenia dalszego niż
najbliższe miesiące. Ropa robi swoje, ale nie tylko ona ma tu wpływ.
U nas zwyżka cen ropy przez dłuższy czas była bilansowana wzrostem wartości
złotego. Od początku roku na rynku walutowym trend umacniania złotówki
został wyhamowany, ale ropa nadal drożała. Efekt widać na stacjach
benzynowych i w wynikach PKN. Niestety to musi mieć swoje odzwierciedlenie w
cenach. Konkurencja konkurencją, ale rosnące koszty doskwierają wszystkim.
Wzrost ceny złotówki wynikał m.in. z korzystnego (dla inwestorów) układu
rentowności polskich papierów względem świata. Teraz układ ten może zostać
zachwiany. Każde dalsze poluzowanie polityki monetarnej sprawia, że
atrakcyjność polskich papierów jest mniejsza, a ich podaż jest przecież
spora, bo i spore są potrzeby.
W środę, oprócz posiedzenia naszej RPP, opublikowana zostanie także pierwsza
rewizja wstępnych danych dotyczących dynamiki PKB USA w II kw 2005 r. Mimo
sporej istotności tej wielkości, to nie ona będzie kluczową w tym tygodniu.
Zaczyna się nowy miesiąc, a tym samym zbliża się czas publikacji raportu o
stanie rynku pracy w USA. Właśnie te piątkowe dane będą najważniejsze i to
na nich skupią się gracze. Oczekiwania są optymistyczne. Prognozy mówią o
wzroście liczby miejsc pracy o ponad 200k. Z jednej strony mamy wzrost
napięć inflacyjnych powodowanych wzrostem ceny ropy, a z drugiej poprawę na
rynku pracy. Ta poprawa z pewnością jest dobrym sygnałem, ale także
wskazuje, że po stronie popytu pojawia się czynnik wzrostu cen. W efekcie
rynek oczekuje kolejnej podwyżki stóp procentowych w USA. Stopy rosną, ale
dynamika wzrostu gospodarczego nie jest zbyt wysoka. Ostatnie dane o
dynamice produkcji przemysłowej były rozczarowujące. Wzrost o 0,1%, to
zdecydowanie za mało. Na pewno rosnący koszt pieniądza nie jest tu pomocny.
Gospodarka do tej pory jakoś sobie radziła z coraz wyższą ceną ropy i
wyższym kosztem pieniądza. Ucinano koszty, wyciągano zaskórniaki w nadziei,
że będzie lepiej. Cena ropy nie spada, a rośnie i niestety znajdzie to swoje
odzwierciedlenie w cenach. Nawet w tych wskaźnikach publikowanych
oficjalnie, o których się już powszechnie mówi, że są "podkręcane". Ale to
już temat na zupełnie innych tekst. Podobnie jak rosnący balon na rynku
nieruchomości, o którym ponownie wspomniał w piątek A. Greenspan. Kryzys na
rynku nieruchomości będzie naprawdę sporą bolączką Amerykanów i dobrze by
było, gdyby pojawił się on (bo, że się w ogóle pojawi, to nikt nie ma
wątpliwości) w chwili, gdy stan gospodarki będzie choćby umiarkowanie dobry.
Kamil Jaros