Reklama

Weekendowa Analiza Futures

Publikacja: 28.08.2005 16:04

Pod względem atrakcyjności notowań, ten tydzień był jednym z nudniejszych w

tym roku. Zmienność cen drastycznie spadła, a z nią spadła aktywność graczy.

Patrząc na obrót można dość do wniosku, że duzi gracze zrobili sobie przerwę

w handlu. Nie widać było dużych zleceń, ani po stronie kupna, ani sprzedaży.

Na palcach jednej ręki można policzyć sytuacje, które posiadały znamiona

Reklama
Reklama

zainteresowania rynkiem któregoś z funduszy. Każda sesja zaczynała się

nadzieją, że w końcu będzie ciekawie, by zakończyć się zrezygnowaniem, że

"nie tym razem". Mamy przed sobą kolejny tydzień, który także zacznie się od

nadziei, że w końcu aktywność na rynku będzie większa i zrobi się ciekawiej.

Nie chodzi tu tylko o samą adrenalinę wydzielającą się u części graczy gdy

tylko ceny zaczną większe zmiany, ale o pomoc w ocenie sytuacji technicznej.

Reklama
Reklama

W tej chwili tkwimy w zawieszeniu i dobrze by było, gdyby pewne wątpliwości

się wyjaśniły.

Nadzieje na większą zmienność nie są zupełnie bezpodstawne. Najbliższy

tydzień przyniesie nam kilka ciekawych informacji, które mogą potencjalnie

wpłynąć na poziom notowań papierów. Kalendarium na najbliższy tydzień jest

tak ułożone, że w pierwszej części tygodnia inwestorzy będą bardziej

Reklama
Reklama

skupieni na informacjach dotyczących polskiej gospodarki, a w drugiej uwaga

skupi się na danych zza oceanu. Poniedziałek nie będzie dniem ciekawym w

dwóch powodów. Po pierwsze na ten właśnie dzień zapowiedziano dodatkowe

posiedzenie Sejmu, który ma odnieść się do weta Prezydenta do ustawy o

zwrocie Vat w budownictwie. Nie będę się tu nawet wdawał w politykę, bo

Reklama
Reklama

chyba wszystko jest bardzo czytelne. Finansowo sprawa straszy. Po ostatnich

deklaracjach można spokojnie założyć, że weto zostanie odrzucone, co

teoretycznie mogłoby osłabić nasze aktywa. Teoretycznie, gdyż tu wchodzi

drugi ciekawy aspekt poniedziałku. Tego dnia londyńskie City ma wolne, co

sprawi, że aktywność inwestorów zagranicznych w Polsce będzie znikoma. Zatem

Reklama
Reklama

wielkich ruchów nie należy się spodziewać, a sama sesja na warszawskiej

giełdzie może być kolejną zbitką nudnych godzin. Poza tym miejmy świadomość,

że oczekiwania co do decyzji Sejmu są powszechne, a zatem w dużym stopniu

już zdyskontowane.

W poniedziałek to nie decyzja Sejmu w sprawie Vat będzie z uwagą

Reklama
Reklama

wyczekiwana, ale publikowane o 16:00 dane o dynamice PKB w II kw. 2005 r.

Jak pamiętamy dane z I kw bardzo rozczarowały wzrostem jedynie o 2,1%. Teraz

oczekuje się lepszego wyniku, a konsensus analityków to wzrost o 2,7%.

Oprócz samej wartości dynamiki PKB ważnie obserwowana będzie także dynamika

inwestycji. W I kw. wzrosły one raptem o 1%, co było dużym negatywnym

zaskoczeniem. Warto pamiętać, że od ponad roku padały sugestie, że to

właśnie inwestycje przejmą pałeczkę w podnoszeniu PKB. Pałeczkę od eksportu,

który miał powoli słabnąć. Stało się inaczej. Inwestycje nadal kuleją, ale

na szczęście eksport trzyma się dość mocno.

Pewną próbkę danych o inwestycjach dostaliśmy już w tym tygodniu. GUS podał

informacje o nakładach inwestycyjnych, jakie zostały poczynione przez

większe przedsiębiorstwa (zatrudnienie ponad 50 osób). Nie jest to może

informacja precyzyjna, ale warto wiedzieć co się dzieje w grupie podmiotów,

na którą przypada połowa nakładów inwestycyjnych ogółem. Okazało się, że w

pierwszych dwóch kwartałach tego roku ich nakłady wyniosły 24,9 mld zł i

wzrosły o 4,5%. Czyżby więc coś drgnęło? Okazuje się, że poprawa stoi pod

dużym znakiem zapytania i chyba na rewelacyjne dane w poniedziałek nie

należy liczyć. Trzeba bowiem wiedzieć, że znaczny wzrost nakładów na

inwestycje zanotowano w branżach, które ostatnio były maruderami pod tym

względem. W górnym nakłady na inwestycje, które ostatnio sporo rosły teraz zmalały

o 3,1%. Spadek nakładów pojawił się w produkcji pojazdów samochodowych,

sprzętu RTV i telekomunikacyjnego oraz artykułów spożywczych i napoi. Taki

układ wcale nie musi oznaczać, że jesteśmy świadkami początku poważniejszego

trendu w poprawie w działalności inwestycyjnej. Potwierdzenie otrzymamy już

jutro.

Zarówno samo PKB, jak i jego składowe będą szczególnie uważnie analizowane

przez członków RPP, która we wtorek zbiera się na dwudniowe posiedzenie. W

środę prawdopodobnie zapadnie decyzje o zmianie stóp procentowych. Większość

analityków oczekuje, że zostaną one obniżone o 25 pkt bazowych. Uważa się,

że nastawienie pozostanie "ekspansywne". Ja nie wykluczałbym zmiany

nastawienia na "neutralne". Wiadomo, że rada już za mocno stóp nie obniży.

Być może dojdzie w tym roku do jeszcze jednej obniżki, ale układ ryzyk już

zdecydowanie mniej sprzyjający dalszemu utrzymaniu ekspansywnemu

charakterowi polityki pieniężnej.

Na taki pogląd wpływają tu zarówno czynniki wewnętrzne, jak i zewnętrzne. Za

kolejną obniżką skłaniają ostatnie dość rozczarowujące dane dotyczące

dynamiki produkcji przemysłowej oraz dynamiki sprzedaży detalicznej. Obie

wielkości charakteryzujące zmiany w realnej gospodarce okazały się niższe od

oczekiwań i sugerują, że sytuacja makro poprawia się bardzo powoli.

Przypomnijmy, że produkcja przemysłowa wzrosła o 2,6%, a spodziewano się

przecież wzrostu o 4,5%. Sprzedaż detaliczna miała wg prognoz wzrosnąć r/r o

7,4%, faktycznie było to +5%. Wprawdzie oficjalnie rada ma za główny cel

tylko inflację, ale nie możemy zapominać, kto w niej zasiada. Tym samym

zmiany dynamiki wzrostu gospodarczego mają tu tą samą wagę. Argumentem za

przyhamowaniem obniżek jest inflacja, która jak pamiętamy w lipcu okazała

się wyższa od prognoz. Można przypuszczać, że ten czynnik mimo wszystko

teraz będzie miał mniejsze znaczenie i rada poczeka na potwierdzenie zmian w

dynamice cen na dane z sierpnia. Oczywiście najlepiej by było, gdyby teraz

rada zdecydowała się na obniżkę stóp i na jednym z późniejszych posiedzeń

uczyniła to ponownie wraz ze zmianą nastawienia na "neutralne". Najlepiej z

punktu widzenia komunikacji rady z rynkiem, ale jak wiemy nie koniecznie

jest to dla niej najważniejsze. Zatem zmiany nastawienia już teraz nie można

wykluczyć.

Tym bardziej, że kolejne obniżki stóp są także zagrożone przez czynniki

zewnętrzne. Po pierwsze stajemy się coraz mniej konkurencyjni pod względem

rentowności długu. Tym bardziej, że w Stanach kontynuowana jest cały czas

sekwencja podwyżek stóp. To porównanie było już tu publikowane, ale warto o

nim pamiętać stopy.gif Na razie pomaga nam niska inflacja, a zwłaszcza

oczekiwania, że będzie ona nadal niska. Problem w tym, że oczekiwania mogą

się szybko zmienić. Na razie dane lipcowe przyjęte zostały ze spokojem, ale

co się stanie, gdy i w sierpniu wartość inflacji nie będzie się trzymać

oczekiwanej ścieżki?

No i nie zapominajmy o temacie numer jeden ubiegłego tygodnia - o cenie ropy

naftowej. Sam fakt analizowania nawet najmniejszej jej zmiany pokazuje, jaki

ma ona w tej chwili poważny (może nawet zbyt) wpływ na nastroje rynkowe ropa.gif

Czasem zabawne jest to podniecanie się wzrostem lub spadkiem ceny surowca o

1%, czy 1,5%. Niestety dla gospodarki nie ma większego znaczenia, czy ropa

kosztuje 68, czy 66 dolarów za baryłkę. Jest to tak samo wysoki poziom i

wpływ na poziom cen ogółem jest równie zgubny. Ktoś gdzieś napisał, że

powinniśmy się przyzwyczaić do ceny oscylującej koło 60 dolarów za baryłkę.

Przyznam, że patrząc na wykres odnoszę wrażenie, że utrnak o tym, że

nawet tak wysoka cena ropy jest daleka od poziomów notowanych w końcówce lat

70-tych. Mowa oczywiście o cenach stałych. Pamiętajmy, że działa tu efekt

inflacji, który przekłamuje skutecznie aktualny poziom cen. Gdyby wyrugować

wpływ inflacji, to okaże się, że rekordowa cena za baryłkę to obecnie

okolice 95 dolarów za baryłkę, a więc o prawie połowę więcej niż teraz!

Dlaczego nie mielibyśmy dojść do tego poziomu, albo nawet go przekroczyć?

Nie mowie tu o najbliższym czasie oczywiście, ale o perspektywie kilku lat.

Zresztą za kilka lat ten poziom będzie już wyższy. Inflacja robi swoje.

Inflacja, która tą ceną ropy jest także pompowana. Statystyka zmian cen

towarów konsumpcyjnych w USA jest ostatnio uspokajająca, ale rzut okiem na

wykres cen surowców każe raczej obawiać się jej powrotu crb.gif Stąd nie

dziwi postępowanie FOMC, które jest wynikiem spojrzenia dalszego niż

najbliższe miesiące. Ropa robi swoje, ale nie tylko ona ma tu wpływ.

U nas zwyżka cen ropy przez dłuższy czas była bilansowana wzrostem wartości

złotego. Od początku roku na rynku walutowym trend umacniania złotówki

został wyhamowany, ale ropa nadal drożała. Efekt widać na stacjach

benzynowych i w wynikach PKN. Niestety to musi mieć swoje odzwierciedlenie w

cenach. Konkurencja konkurencją, ale rosnące koszty doskwierają wszystkim.

Wzrost ceny złotówki wynikał m.in. z korzystnego (dla inwestorów) układu

rentowności polskich papierów względem świata. Teraz układ ten może zostać

zachwiany. Każde dalsze poluzowanie polityki monetarnej sprawia, że

atrakcyjność polskich papierów jest mniejsza, a ich podaż jest przecież

spora, bo i spore są potrzeby.

W środę, oprócz posiedzenia naszej RPP, opublikowana zostanie także pierwsza

rewizja wstępnych danych dotyczących dynamiki PKB USA w II kw 2005 r. Mimo

sporej istotności tej wielkości, to nie ona będzie kluczową w tym tygodniu.

Zaczyna się nowy miesiąc, a tym samym zbliża się czas publikacji raportu o

stanie rynku pracy w USA. Właśnie te piątkowe dane będą najważniejsze i to

na nich skupią się gracze. Oczekiwania są optymistyczne. Prognozy mówią o

wzroście liczby miejsc pracy o ponad 200k. Z jednej strony mamy wzrost

napięć inflacyjnych powodowanych wzrostem ceny ropy, a z drugiej poprawę na

rynku pracy. Ta poprawa z pewnością jest dobrym sygnałem, ale także

wskazuje, że po stronie popytu pojawia się czynnik wzrostu cen. W efekcie

rynek oczekuje kolejnej podwyżki stóp procentowych w USA. Stopy rosną, ale

dynamika wzrostu gospodarczego nie jest zbyt wysoka. Ostatnie dane o

dynamice produkcji przemysłowej były rozczarowujące. Wzrost o 0,1%, to

zdecydowanie za mało. Na pewno rosnący koszt pieniądza nie jest tu pomocny.

Gospodarka do tej pory jakoś sobie radziła z coraz wyższą ceną ropy i

wyższym kosztem pieniądza. Ucinano koszty, wyciągano zaskórniaki w nadziei,

że będzie lepiej. Cena ropy nie spada, a rośnie i niestety znajdzie to swoje

odzwierciedlenie w cenach. Nawet w tych wskaźnikach publikowanych

oficjalnie, o których się już powszechnie mówi, że są "podkręcane". Ale to

już temat na zupełnie innych tekst. Podobnie jak rosnący balon na rynku

nieruchomości, o którym ponownie wspomniał w piątek A. Greenspan. Kryzys na

rynku nieruchomości będzie naprawdę sporą bolączką Amerykanów i dobrze by

było, gdyby pojawił się on (bo, że się w ogóle pojawi, to nikt nie ma

wątpliwości) w chwili, gdy stan gospodarki będzie choćby umiarkowanie dobry.

Kamil Jaros

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama