Przedmiotem transakcji było 47 tys. akcji serii A i taka sama liczba walorów serii B. Została dokonana poza rynkiem regulowanym, bo papiery nie są dopuszczone do obrotu giełdowego. Wymagała również zgody zarządu spółki. Nie było to trudne, skoro stronami byli przedstawiciele tego organu.
Mimo że pakiet, który zmienił właściciela, stanowi tylko 1,35% kapitału, to ze względu na uprzywilejowanie daje aż 470 tys. głosów (3,37% wszystkich) na walnym zgromadzeniu Comarchu. Cena wynosiła 60 zł za papier. Piątkowy kurs krakowskiej spółki to 58,50 zł. Cena nie była zatem wygórowana, zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę, że każdy papier, który zmienił właściciela, pozwala na wykonywanie aż 5 głosów na WZA. Po transakcji w rękach Janusza Filipiaka, prezesa Comarchu i jego żony Elżbiety Filipiak, która przewodzi radzie nadzorczej, jest łącznie 10,24 mln akcji spółki (45% kapitału), dających aż 73% głosów.
Dominująca pozycja dwójki głównych akcjonariuszy Comarchu wynika z faktu, że zgromadzili w swoich rękach prawie wszystkie akcje serii A i B. Obie serie liczą po 940 tys. walorów każda, z czego po 883,6 tys. jest uprzywilejowanych. Reszta (po 56,4 tys. sztuk każdej serii) została zamieniona na akcje zwykłe, co pozwoliło na ich wprowadzenie do obrotu giełdowego i sprzedaż w transakcjach sesyjnych. J. i E. Filipiakowie kontrolują obecnie 883,6 tys. akcji serii B (wszystkie uprzywilejowane) i 885,4 tys. walorów serii A. Poza ich kontrolą (w rękach trzech osób) pozostaje jeszcze zaledwie 28,2 tys. papierów imiennych tej serii.
Komentarz
Koncentracja władzy