Jukos ma kłopoty finansowe z powodu zaległości podatkowych. Ich wysokość sięga 247 mld RUB (ponad 8,5 mld USD). Sprzedać miałby te podmioty, których utrzymanie przekracza jego możliwości finansowe. O jakie dokładnie aktywa chodzi, nie ujawnia.

- Aktywa Jukosu są wciąż zamrożone - przypomina Walerij Niestierow, analityk paliwowy firmy Trojka Dialog. Dodaje, że w tej sytuacji decyzja o ewentualnej sprzedaży należy nie do Jukosu, ale do władz Rosji. Co mogłoby trafić pod młotek? - Najważniejszymi wydobywczymi firmami Jukosu były zawsze Tomsknieft oraz Samarnieftiegaz. Inne są znacznie mniejsze - mówi W. Niestierow. Okazuje się, że akcje Samarnieftiegazu, które jeszcze niedawno należały do Jukosu, od kilku tygodni są własnością Binbanku. Także firma wydobywcza Zapadnomałobałykskoje Miestorożdenije (w której Jukos miał udziały) ma już nowego właściciela: koncern Rosnieft. W grę wchodzić może więc sprzedaż Tomsknieftu, jeśli oczywiście i to przedsiębiorstwo nie przeszło już po cichu w inne ręce.

- Nie mamy oficjalnego potwierdzenia, że Jukos chce sprzedać aktywa wydobywcze - mówi Dawid Piekarz, rzecznik Orlenu. - Jednak gdy się to potwierdzi, rozważymy zaangażowanie.

- Aby przejąć firmy wydobywcze, trzeba mieć co najmniej przyzwolenie rosyjskich władz. A Orlen go nie ma - uważa analityk paliwowy Andrzej Szczęśniak. Komu przypadnie ten majątek? - Znalazłoby się wystarczająco wiele rosyjskich firm gotowych je kupić - uważa W. Niestierow. - Przede wszystkim państwowe: Rosnieft i Gazprom.