Wojciech Rybka, prezes Drozapolu, miał nadzieję, że do końca października uda się wypracować wspólne stanowisko z wytypowaną do przejęcia spółką. Tymczasem porozumienia nie osiągnięto. Drozapol czeka i na razie nie planuje zasiąść do rozmów z inną firmą. - Ta jest najodpowiedniejsza z racji spodziewanych efektów synergii - tłumaczy Grzegorz Dołkowski, wiceprezes giełdowej spółki. Według niego, Drozapol mógłby bez przeszkód rozwijać się samodzielnie. - Mamy znakomitą płynność finansową, dostajemy dopłaty z funduszy unijnych i z tytułu zakładu pracy chronionej. Oczywiście, w wieloletniej perspektywie koncentracja w branży jest wskazana - mówi G. Dołkowski.
Budowa grupy ma głównie zaowocować efektem skali. Przejęcia mają przynieść nie tyle rozszerzenie asortymentu, co jego większe "zrównoważenie". Teraz Drozapol dystrybuuje głównie blachy gorącowalcowane. Ożywienie w branży stalowej w III kwartale nie objęło tego asortymentu, spółka zanotowała więc stratę netto wynoszącą 675 tys. zł. Po trzech kwartałach ma 627 tys. zł straty. Czy Drozapol zakończy rok pod kreską? - To się jeszcze nie zdarzyło i nie bierzemy tego pod uwagę. IV kwartał powinien być lepszy - zapowiada Grzegorz Dołkowski. Według niego, wzrośnie zapotrzebowanie na oferowane przez spółkę elementy stalowe, ponieważ nabiera tempa budowa wiaduktów, mostów, hal i podobnych obiektów. Drozapol rozbudował też sieć oddziałów i planuje rozwinąć produkcję związaną ze wstępnym przetwarzaniem materiału.