Reklama

Musimy bronić interesów Polski

Z Andrzejem Mikoszem, ministrem skarbu, rozmawia Tomasz Brzeziński

Publikacja: 28.11.2005 09:19

Nie ma dnia, aby Pana nie atakowano. Naraził się Pan chyba komuś.

Bardzo.

Komu?

Sam chciałbym wiedzieć i mam nadzieję, że dotrę do tych informacji.

Zacznijmy od Sanitasu, który ma duże szanse zostać inwestorem w Jelfie. Za doradzanie litewskiej spółce atakuje Pana Platforma Obywatelska, która wcześniej wskazała ponoć Pana jako kandydata na ministra skarbu.

Reklama
Reklama

PO nie wyznaczyła mnie na to stanowisko. W trakcie rozmów na temat powołania koalicji z PiS ktoś - nie wiem kto - zgłosił moje nazwisko i nie wzbudziło ono sprzeciwu żadnej ze stron.

Nie mógł Pan wcześniej zrezygnować z bycia pełnomocnikiem Sanitasu? Czekał Pan do ostatniej chwili.

Nie mogło być inaczej. Propozycję objęcia teki ministra skarbu otrzymałem w nocy z piątku na sobotę, na dwa dni przed zaprzysiężeniem rządu przez prezydenta Kwaśniewskiego. Wcześniej przez miesiąc większość czasu spędzałem w Wielkiej Brytanii, gdzie pomagałem giełdowemu Koelnerowi przejąć spółkę Rawplug.

Ale o tym, że zostanie Pan ministrem skarbu, słyszałem już miesiąc wcześniej.

Zgoda. Ja też dowiedziałem się o tym z mediów dzień po wyborach parlamentarnych, tylko że do momentu, gdy złożono mi propozycję, byłem prawnikiem kancelarii Lovells i musiałem wykonywać powierzone mi zadania. Śledząc z Wielkiej Brytanii za pośrednictwem portali internetowych sytuację w kraju, dowiedziałem się np. tydzień przed nominacją, że będzie to rząd partyjny PiS, a ja przecież miałem być członkiem rządu koalicyjnego. I co w takiej sytuacji miałem zrobić? Zrezygnować z pracy w Lovells?

Niektórzy wskazują na Pana związki z Januszem Lazarowiczem, którego z kolei oskarża się o udział w niejasnych transakcjach dotyczących NFI. Zna Pan Janusza Lazarowicza?

Reklama
Reklama

Znam. Ale nie utrzymywałem z nim ani nie utrzymuję żadnych kontaktów. Poznałem go kilka lat temu, w kancelarii Weil, Gotshal & Manges jako osobę reprezentującą jej klienta. Później był stroną transakcji, w której jako pełnomocnik CAIB Securities działałem na rzecz inwestorów finansowych, którzy mieli nabyć od niego akcje serii D spółki Prokom. Dla zabezpieczenia wykonania przez tego pana zobowiązań wobec stron transakcji otrzymałem pełnomocnictwo do dysponowania jego rachunkiem. Do transakcji nie doszło, bo zgody nie udzieliła Komisja Papierów Wartościowych i Giełd. To wszystko. Przy okazji tej transakcji nawet go nie widziałem, gdyż kontaktowałem się wyłącznie z CA IB.

Spodziewa się Pan kolejnych ataków?

Tak.

Nie ma Pan dosyć?

Mam. I proszę się nie dziwić. Bo jeśli atakowany jestem za Jelfę, gdzie jak sprawdziłem zachowałem się zgodnie z najwyższymi standardami przyjętymi w Unii Europejskiej, czy przez rząd Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii, który ma cały kodeks etyczny, oraz regulacjami obowiązującymi w Stanach Zjednoczonych, to trudno nie dostrzegać złej woli. Zwłaszcza że za tymi zarzutami nie stoją żadne fakty.

Ale musi Pan przyznać, że sam Pan wystawia się na ataki posłów opozycji, np. mianując takich, a nie innych zastępców.

Reklama
Reklama

Mianowałem tylko pana Michała Stępniewskiego na podsekretarza stanu. Pan Przemysław Morysiak był wiceministrem skarbu za Jacka Sochy i odpowiadał m.in. za prowadzenie sporu z Eureko w sprawie prywatyzacji PZU. Nie mogłem z niego zrezygnować, bo zostałem zatrudniony m.in. właśnie po to, aby rozwiązać ten bardzo poważny problem, jakim jest konflikt pomiędzy głównymi akcjonariuszami PZU. Byłoby to skrajnie nieodpowiedzialne, gdybym zrobił to przed zapoznaniem się z całą materią.

Michał Stępniewski był zaangażowany w prywatyzację Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa, której negatywne skutki próbuje Pan teraz odwrócić.

To prawda. Nie zgadzam się z takim modelem prywatyzacji PGNiG i fakt, że pan Michał Stępniewski był w ten proces zaangażowany przemawia na jego niekorzyść. Ale uważam także, że jest świetnym fachowcem, który może zrobić wiele dobrego dla resortu. I jeszcze jedno. Należy pamiętać, że to nie Michał StępMichał Stępniewski wykonywał tylko powierzone mu obowiązki. Rękę karaj, nie ślepy miecz, choćby najbardziej ostry.

Kiedy poznamy nazwiska kolejnych wiceministrów?

W najbliższych dniach. Czekam na ostateczną zgodę osób, z którymi rozmawiałem.

Reklama
Reklama

Wróćmy jednak do priorytetów. Jednym z nich jest, jak Pan wspomniał, rozwiązanie konfliktu w PZU. Proces ma jednak swoją dynamikę. Zapewne wiedział Pan, że Eureko złożyło do sądu wniosek o tzw. postępowanie ugodowe?

Dowiedziałem się o tym po przyjściu do ministerstwa.

Jak Pan go ocenia? Czy jest to element strategii Eureko?

To nie tyle strategia, ile wykonywanie treści wyroku Trybunału Arbitrażowego, który nakazał stronom dojście do porozumienia w określonym terminie. W mojej ocenie złożenie tego wniosku przez Eureko ma na celu udowodnienie, że polski rząd nie ma chęci zawierania ugody zgodnie z orzeczeniem Trybunału.

Otrzymał Pan już załącznik do protokołu z posiedzenia sądu, w którym Eureko określa finansowe warunki ugody?

Reklama
Reklama

Nie. Ciągle czekamy.

Ale osoba, która reprezentowała Skarb Państwa w trakcie rozprawy zapewne zdała Panu dokładną relację...

Tak. Ale chcę otrzymać to na piśmie. Proszę zwrócić uwagę, że nawet sąd nie wziął na siebie odpowiedzialności za wprowadzenie tego, co mówił pan Ernst Jansen, (wiceprezes Eureko - przyp. red.), a co następnie było tłumaczone do protokołu rozprawy. Wolał, aby strona przedstawiła propozycje na piśmie w załączniku do protokołu.

Załóżmy jednak, że potwierdzą się informacje, iż Eureko oczekuje 6 mld zł odszkodowania i sprzedaży 21% akcji PZU po cenie z 1999 r. Czy takie warunki są do przyjęcia?

Uważam, że jest to pozycja wyjściowa. Trudno się dziwić, że Eureko rozpoczyna negocjacje od wysokiego C. Nie sądzę jednak, aby były to warunki, na jakich zawarta będzie ugoda.

Reklama
Reklama

Kiedy możemy spodziewać się rozwiązania konfliktu. Czy jest szansa, że nastąpi to w 2006 r.?

Chciałbym, aby nastąpiło to jak najszybciej. Zastrzegam jednak, że nie wszystko zależy od mojej woli. Proszę pamiętać, że jest kilka innych ważnych elementów, np. sprawność działania państwa, sądu w Brukseli. Oczywiście życzę Polsce i sobie, żeby sprawa miała finał w 2006 r.

Czy w rozwiązywanie sporu wpisane jest zaskarżenie wyroku Trybunału Arbitrażowego?

Tak. Poleciłem zaskarżyć wyrok. Skarga do sądu została złożona.

Tak ma wyglądać ugoda? To raczej wojna.

To nam ją wypowiedziano. Zaskarżyliśmy wyrok, bo niezależnie od ewentualnych rozmów musimy wykonywać takie działania, które bronią interesów Polski.

Czy w ramach tej obrony zamierza Pan wystąpić o unieważnienie umowy prywatyzacyjnej z 1999 r.?

Analizujemy kwestie związane nie tylko z zasadnością takiego wniosku, ale też ze wszystkimi skutkami, jakie by to miało z punktu widzenia naszej pozycji. Proszę pamiętać, że nie jest to wyłącznie sprawa związana z ważnością lub nieważnością umowy prywatyzacyjnej, ale także może to nieść skutki prawne w związku z umową o ochronie inwestycji. Jeżeli nieważność umowy prywatyzacyjnej nastąpiła w wyniku działań organów państwa polskiego, to może nadal powodować sytuację, że Eureko będzie przysługiwać roszczenie odszkodowawcze. To, że zainwestowało w akcje PZU, jest przecież faktem. Dlatego samo unieważnienie umowy nie oznacza więc, że wyjdziemy z konfliktu z tarczą. Należy ustalić, jaki charakter ma ta nieważność, kto zawinił itp. Decyzja jest więc poważna, a nadto pewne informacje, jakie posłużyć mogą, jako przesłanki do jej podjęcia, są dopiero gromadzone w prokuratorskim postępowaniu nadzorowanym przez prokuratora krajowego Janusza Kaczmarka.

Kiedy można spodziewać się zakończenia postępowania? Czas nagli.

Nie sądzę, żeby czynności śledcze zakończyły się w tym roku. Młyny wymiaru sprawiedliwości mielą powoli.

Czy podobały się Panu warunki ugody, jakie udało się wynegocjować ministrowi Jackowi Sosze?

Uważam, że nie są to warunki najkorzystniejsze dla PolskiAle dzisiaj istnieją przesłanki, na podstawie których można twierdzić, że należy negocjować lepsze warunki.

Pan Kazimierz Marcinkiewicz, zanim został premierem, mówił, że konflikt wokół PZU można by było rozwiązać odkupując od Eureko akcje PZU, by następnie sprzedać je na giełdzie. Zna Pan taki scenariusz?

Tak znam.

I jak Pan go ocenia?

Jest to bardzo interesująca opcja.

Wymieni Pan prezesa PZU Cezarego Stypułkowskiego?

Nie widzę potrzeby. Zarząd majątkowego PZU działa bardzo dobrze. Można mieć jednak zastrzeżenia do tego, co się działo w PZU Życie i PTE PZU. Ale rozumiem, że pan Stypułkowski nie miał swobody, także politycznej, aby te spółki zrestrukturyzować.

Prospekt Ruchu leży w KPWiG. Kiedy firma zadebiutuje na giełdzie?

Najpierw chcę zmienić statut spółki, aby zapewnić ochronę misji Ruchu, który jest jedynym podmiotem w Polsce zobowiązanym do przyjęcia każdego tytułu prasowego do dystrybucji.

To chyba nie jest trudne. Wystarczy zwołać walne zgromadzenie.

Tak.

Kiedy więc będzie można kupić akcje Ruchu? I czy będzie to wyłącznie nowa emisja, czy Skarb Państw również sprzeda akcje?

Myślę, że w I połowie 2006 r. Tak. Rozważamy również sprzedaż akcji w ofercie.

Jakie inne spółki Skarbu Państwa mogą znaleźć się na giełdzie? Pański poprzednik miał dość bogate plany: Elektrownia Kozienice, grupa Enea.

Podjąłem decyzję o wstrzymaniu prywatyzacji Elektrowni Kozienice, bo spółkę należy wzmocnić. Niestety, po poprzednikach odziedziczyliśmy sektor energetyczny z ogromnymi zobowiązaniami wewnętrznymi, np. z tytułu rozwiązania umów KDT. Dlatego konieczne jest wstrzymanie prywatyzacji, bo w innym razie przedsiębiorstwa zostałyby sprzedane inwestorom zagranicznym dużo taniej. Jeśli chodzi o Elektrownię Kozienice, to chcemy ją zintegrować z innym podmiotem.

Eneą?

...

A pozostałe projekty? Mówił Pan o ofercie publicznej jednej ze spółek węglowych. Rozumiem, że chodzi o Jastrzębską Spółkę Węglową.

To pan powiedział, nie ja. Planujemy debiut jeszcze jednej firmy z branży górniczej, ale nie kopalni. Chcemy sprzedać również pakiety akcji w ZA Puławy i ZCh Police.

A GPW - czy stanie się spółką prywatną i publiczną, czego chciał Jacek Socha? To, że jest spółką Skarbu Państwa, ogranicza jej możliwości rozwoju i ekspansji.

9 grudnia mam otrzymać rekomendacje doradcy prywatyzacyjnego. Dopiero wtedy podejmę decyzję. To prawda, że status GPW uniemożliwił jej np. zakup giełdy w Wilnie, dlatego należy rozważyć, czy i jak pomóc jej w ekspansji. Musimy mieć jednak pewność, że po prywatyzacji decyzje będą zapadać w Warszawie. Nasza giełda ma bowiem dzięki reformie emerytalnej ogromny potencjał. I to trzeba wykorzystać w interesie całej gospodarki.

Wspominał Pan także, że nie powinno się ograniczać możliwości ekspansji także w przypadku PKO BP, który również ma problemy ze względu na państwowe pochodzenie. Jak można ograniczyć udział Skarbu Państwa w akcjonariacie? Bank wypracowuje ogromne zyski, nie więc sensu sztucznie podnosić kapitału.

Zgadzam się z tym. Ale możemy sprzedać część akcji bądź np. dokapitalizować nimi państwowy Bank Gospodarstwa Krajowego.

Kiedy zapadną decyzje?

Na pewno nieszybko.

Dziękuję za rozmowę.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama