Reklama

Weekendowa Analiza Futures

Publikacja: 18.12.2005 10:59

Marek Pryzmont

Ostatnie dwa tygodnie wciąż przypominały o tym, że wszystkie fundusze chcą

wzrostów w grudniu. Gdy na rynek spływają pozytywne informacje, szybko

wykorzystywane jest to do podciągania kursów. Gdy nastroje nie sprzyjają

wzrostom, mamy mocny spadek obrotów i uśpienie rynku. Nikt z dużych

Reklama
Reklama

inwestorów nie stoi po stronie sprzedaży. Wciąż na GPW obowiązuje "zmowa

bierności podaży", a możliwe jest to z kilku powodów Po pierwsze na

warszawskim parkiecie aktywność wyraźnie ograniczyły zachodnie fundusze.

Widać to zarówno w bardzo luźnej korelacji z rynkami regionu, jak i wartości

pojedynczych transakcji - nie ma dużych transakcji na ulubionych przez

zagranicę spółkach. Kilka największych krajowych instytucji może teraz w

Reklama
Reklama

takim układzie z rynkiem zrobić wszystko. Po drugie zachodnie parkiety biją

rekordy hossy (choć pozostałe rynki naszego regionu tak chętnie tego nie

naśladują). A po trzecie mamy przecież grudzień, więc podciąganie kursów na

koniec roku jest czymś naturalnym, a przynajmniej tak się przyjęło. Wykres

indeksu cenowego (stabilny wzrost na nowe szczyty od półtora miesiąca)

najlepiej pokazuje, o co w tym wszystkim chodzi Indeks_Cenowy.gif . Tym

Reklama
Reklama

samym dalej idziemy ścieżką wyrysowaną przez zeszłoroczny wykres WIG20. Czy

fundusze wytrzymają ten schemat do końca roku ?

Piątkowa sesja sugeruje, że tak. Mowa tutaj oczywiście o piątkowym

spekulacyjnym skokowym podniesieniu WIG20 w ostatniej godzinie sesji. Dzięki

koszykom kupna na spółkach z indeksu, kurs rozliczeniowy wygasających

Reklama
Reklama

kontraktów podniesiony został o 20 pkt. Na takiej sesji fundusze robią

fajerwerki, a w świątecznym okresie bardzo niskich obrotów miałyby nie

"zadbać" o indeksy ? Wartość portfeli akcji jest znacznie większa niż

kontraktów.

Wielu indywidualnych inwestorów po piątkowej sesji zgłaszało się do mnie z

Reklama
Reklama

wielkim oburzeniem na takie manipulacje. Niestety mamy tutaj "kazus Sobotki"

. Etycznie działanie funduszy niektórzy uznają za naganne z punktu widzenia

indywidualnych inwestorów, ale prawnie jest to nie do ruszenia. Zawsze są

równi i równiejsi. Czy można się przed takimi dziwnymi ruchami zabezpieczyć

? Tak - wystarczy wcześniej rolować pozycję na nową serię.

Reklama
Reklama

Warto w tym miejscu zwrócić uwagę, że na tym ruchu zapewne ucierpieli

głównie mali indywidualni inwestorzy. Po pierwsze duzi gracze od początku

tygodnia "setkami" właśnie rolowali pozycje, a po drugie od połowy września

do połowy listopada mieliśmy ekstremalnie rozciągniętą ujemną bazę, a jej

wartość zawsze oddaje nastawienie indywidualnych inwestorów. Zapewne

większość z nich pozostała na stratnych pozycjach do połowy grudnia, a

któryś z dużych graczy wykorzystał to do hedgingu (long hedge). Stawiałbym

na BRE mający trzeci udział w obrotach kontraktami i którego kurs nie brał

udziału w piątkowym koszykowym byczym rajdzie.

Zapomnijmy jednak o tych ciekawostkach i wróćmy do ważniejszych wydarzeń.

Oczywiście poza wylosowaniem Chelsea i Barcelony, najważniejszą wiadomością

ostatniego tygodnia mogą okazać się dane o napływie zagranicznego kapitału

do USA. Wiadomość tą zupełnie przyćmiła zmiana "wordingu" w komunikacie Fed,

ale z punktu widzenia emerging markets powinien być to sygnał ostrzegawczy w

obliczu rozpoczęcia nowego roku kalendarzowego, a więc i zapewne przetasowań

w portfelach globalnych funduszy. W październiku do USA napłynął kapitał

netto w rekordowej wysokości 106,8 mld USD, a wrzesień skorygowano na 101,7

mld USD. W ostatnich pięciu latach w miesięczna średnia wynosiła 54,4 mld

USD. Tyle wystarczyło, by sfinansować gigantyczne amerykańskie deficyty. Co

tak wyraźnie poprawiło atrakcyjność amerykańskiego rynku ?ie przyszłego roku na

poziomie 4,75%. Według amerykańskich historycznych standardów możnaby ten

poziom uznać za "neutralny", ale w porównaniu z resztą świata staje się już

teraz magnesem przyciągającym kapitał (co nie zawsze jest jednoznaczne ze

wzrostem cen akcji !).

Warto przy tym zwrócić uwagę zarówno na to kto wysyła dolary do Ameryki, jak

i gdzie je lokuje. Oczywiście największy kredyt USA zaciągnęły w Azji, ale

zarówno Japonia jak i Chiny ograniczają teraz swoje inwestycje za Oceanem.

Japonia w październiku sprzedała amerykańskie papiery skarbowe za kwotę 5,7

mld USD, a Chiny za 4,6 mld USD. Systematycznie od wielu miesięcy to źródło

finansowania zastępują Karaiby (+ 10,6 mld USD), czyli fundusze hedgingowe z

całego świata. My wolelibyśmy widzieć te pieniądze na emerging markets.

Wzrosła też rola państw OPEC (+9,2 mld USD), którym rekordowe ceny ropy

przyniosły górę petrodolarów. Oczywiście większość płynącego do USA kapitału

inwestowana jest w obligacje, ale w tych dwóch miesiącach nastąpił wyraźny

przełom jeśli chodzi o rynek akcji. W październiku na rynku akcji

zagraniczni inwestorzy zainwestowali 10,6 mld USD i był to trzeci wynik w

tym roku. Rekord padł miesiąc wcześniej. Widać bardzo wyraźnie, że globalne

fundusze zmieniają nastawienie do amerykańskiego rynku, a to może oznaczać,

że w przyszłym roku nie będą ryzykować szukając ponadprzeciętnych zysków na

rozgrzanych emerging markets.

Temat oczywiście jest trochę bardziej skomplikowany i proszę nie sądzić, że

na podstawie jednych danych można prognozować koniunkturę na poszczególnych

rynkach. Ceny surowców, kursy walutowe, polityka i dziesiątki pozostałych

zmiennych będą decydować o stosunku ryzyka do potencjalnego zysku na

poszczególnych giełdach. Sytuacja przecież diametralnie zmieniłaby się w

momencie, gdyby ceny surowców skończyły trwającą już 4 lata hossę (uwaga w

poniedziałek na spółki paliwowe po przecenie ropy w piątek), załamałby się

rynek nieruchomości w USA (dane we wtorek i piątek), lub dolar wobec euro

wbrew ostatnim prognozom największych banków zacząłby w przyszłym roku

dynamiczne osłabienie.

Przed słabością amerykańskiej waluty dalej przestrzega historyczna korelacja

z dynamicznie rosnącym złotem. Jednak głównym impulsem wciąż pozostają

amerykańskie bliźniacze deficyty, które przy wspomnianym wyżej ogromnym

napływie kapitału do USA bez problemu zostaną sfinansowane, ale jak widać na

załączonych wykresach, problem wciąż narasta i z czasem rynki finansowe mogą

powiedzieć "dość". Podany w środę deficyt handlowy wzrósł do rekordowych

68,9 miliardów USD w październiku i to mimo silnego spadku cen ropy w tym

miesiącu. Wykres1.gif Co gorsza, deficyt w wymianie z Chinami wzrósł do

rekordowych wartości 20,5 mld dolarów w październiku Wykres2.gif i w tym

roku jest już 166,8 mld USD (w zeszłym roku 131,1 mld USD do października).

Tylko te jedne dane powodują, że prognozę wzrostu gospodarczego w USA w

czwartym kwartale należy zredukować z 3,4-3,5% do co najwyżej 3,0-3,1%.

Znacząca różnica.

Gdyby ta strukturalna nierównowaga gospodarki USA zaczęła się pogłębiać, to

globalne fundusze nie rzucą się do zakupów dolarowych aktywów. Jest jednak

też światełko w tunelu. Chiny podały już dane o eksporcie za listopad. Od

połowy 2002 roku aż do października tego roku średnia miesięczna dynamika

wzrostu eksportu wynosiła w Chinach oszałamiające 26% r/r. W październiku

było prawie 30% r/r a dane za listopad pokazują jedynie 18,4% r/r.

Niedokładność chińskich statystyków (normalne), czy też jednak już efekty

kombinacji wzrostu stóp procentowych w USA i czerwcowej rewaluacji juana ?

To drugie dla USA byłoby zbawienn, fundusze

mogą na koniec roku wyrzeźbić dowolny poziom indeksu. Te ostatnie dwa

tygodnie 2005 r. z punktu widzenia jakiejkolwiek analizy są analogiczne do

ostatniej godziny piątkowej sesji. W międzyczasie będzie wprawdzie sporo

ważnych danych i środowy komunikat RPP (w poniedziałek produkcja

przemysłowa, która rozstrzygnie losy ewentualnej obniżki stóp - ja jej nie

oczekuję), ale na reakcję przyjdzie czas dopiero w styczniu, gdy do

aktywniejszego handlu powrócą zagraniczne fundusze. Wtedy poznamy faktyczną

kondycję rynku.

Jeśli patrzeć na wskaźniki analizy technicznej, to należałoby oczekiwać, że

po window dressing początek roku przyniesie mocną korektę. Zresztą podobnie

jak w 2005 r. Na prawie wszystkich wskaźnikach notujemy wyraźne negatywne

dywergencje. RSI dla WIG20 jest wciąż poniżej szczytów z połowy września,

mimo że indeks już je pokonał. Zresztą wskaźnik od początku grudnia nie

zrobił żadnego nowe maksimum. Na MACD również wyraźne negatywne dywergencje

(także na histogramie). Do tego ATR spada systematycznie od połowy

listopada. Wszystko to sugeruje by zachować ostrożność. Tylko ostrożność, bo

sygnałów sprzedaży żadnych jeszcze nie było, a wręcz przeciwnie - wszystko

teraz sprzyja bykom. Mimo że ja widzę spory problem w kontynuacji tej hossy

w przyszłym roku, to siła trendu jest tak duża, że wynieść nas może na nawet

mocno nieracjonalne poziomy.

Opróżnić portfel z akcji będzie można dopiero po wejście rynku w prawdziwą

euforię (na pewno Państwo to zauważą), przełamaniu ważnych wsparć

(październikowe dołki), czy wyraźnym dniu odwrotu, choć ten przy tak niskiej

zmienności i obrotach w najbliższych dwóch tygodniach na pewno nie wystąpi.

[email protected]

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama