Warto w tym miejscu zwrócić uwagę, że na tym ruchu zapewne ucierpieli
głównie mali indywidualni inwestorzy. Po pierwsze duzi gracze od początku
tygodnia "setkami" właśnie rolowali pozycje, a po drugie od połowy września
do połowy listopada mieliśmy ekstremalnie rozciągniętą ujemną bazę, a jej
wartość zawsze oddaje nastawienie indywidualnych inwestorów. Zapewne
większość z nich pozostała na stratnych pozycjach do połowy grudnia, a
któryś z dużych graczy wykorzystał to do hedgingu (long hedge). Stawiałbym
na BRE mający trzeci udział w obrotach kontraktami i którego kurs nie brał
udziału w piątkowym koszykowym byczym rajdzie.
Zapomnijmy jednak o tych ciekawostkach i wróćmy do ważniejszych wydarzeń.
Oczywiście poza wylosowaniem Chelsea i Barcelony, najważniejszą wiadomością
ostatniego tygodnia mogą okazać się dane o napływie zagranicznego kapitału
do USA. Wiadomość tą zupełnie przyćmiła zmiana "wordingu" w komunikacie Fed,
ale z punktu widzenia emerging markets powinien być to sygnał ostrzegawczy w
obliczu rozpoczęcia nowego roku kalendarzowego, a więc i zapewne przetasowań
w portfelach globalnych funduszy. W październiku do USA napłynął kapitał
netto w rekordowej wysokości 106,8 mld USD, a wrzesień skorygowano na 101,7
mld USD. W ostatnich pięciu latach w miesięczna średnia wynosiła 54,4 mld
USD. Tyle wystarczyło, by sfinansować gigantyczne amerykańskie deficyty. Co
tak wyraźnie poprawiło atrakcyjność amerykańskiego rynku ?ie przyszłego roku na
poziomie 4,75%. Według amerykańskich historycznych standardów możnaby ten
poziom uznać za "neutralny", ale w porównaniu z resztą świata staje się już
teraz magnesem przyciągającym kapitał (co nie zawsze jest jednoznaczne ze
wzrostem cen akcji !).
Warto przy tym zwrócić uwagę zarówno na to kto wysyła dolary do Ameryki, jak
i gdzie je lokuje. Oczywiście największy kredyt USA zaciągnęły w Azji, ale
zarówno Japonia jak i Chiny ograniczają teraz swoje inwestycje za Oceanem.
Japonia w październiku sprzedała amerykańskie papiery skarbowe za kwotę 5,7
mld USD, a Chiny za 4,6 mld USD. Systematycznie od wielu miesięcy to źródło
finansowania zastępują Karaiby (+ 10,6 mld USD), czyli fundusze hedgingowe z
całego świata. My wolelibyśmy widzieć te pieniądze na emerging markets.
Wzrosła też rola państw OPEC (+9,2 mld USD), którym rekordowe ceny ropy
przyniosły górę petrodolarów. Oczywiście większość płynącego do USA kapitału
inwestowana jest w obligacje, ale w tych dwóch miesiącach nastąpił wyraźny
przełom jeśli chodzi o rynek akcji. W październiku na rynku akcji
zagraniczni inwestorzy zainwestowali 10,6 mld USD i był to trzeci wynik w
tym roku. Rekord padł miesiąc wcześniej. Widać bardzo wyraźnie, że globalne
fundusze zmieniają nastawienie do amerykańskiego rynku, a to może oznaczać,
że w przyszłym roku nie będą ryzykować szukając ponadprzeciętnych zysków na
rozgrzanych emerging markets.
Temat oczywiście jest trochę bardziej skomplikowany i proszę nie sądzić, że
na podstawie jednych danych można prognozować koniunkturę na poszczególnych
rynkach. Ceny surowców, kursy walutowe, polityka i dziesiątki pozostałych
zmiennych będą decydować o stosunku ryzyka do potencjalnego zysku na
poszczególnych giełdach. Sytuacja przecież diametralnie zmieniłaby się w
momencie, gdyby ceny surowców skończyły trwającą już 4 lata hossę (uwaga w
poniedziałek na spółki paliwowe po przecenie ropy w piątek), załamałby się
rynek nieruchomości w USA (dane we wtorek i piątek), lub dolar wobec euro
wbrew ostatnim prognozom największych banków zacząłby w przyszłym roku
dynamiczne osłabienie.
Przed słabością amerykańskiej waluty dalej przestrzega historyczna korelacja
z dynamicznie rosnącym złotem. Jednak głównym impulsem wciąż pozostają
amerykańskie bliźniacze deficyty, które przy wspomnianym wyżej ogromnym
napływie kapitału do USA bez problemu zostaną sfinansowane, ale jak widać na
załączonych wykresach, problem wciąż narasta i z czasem rynki finansowe mogą
powiedzieć "dość". Podany w środę deficyt handlowy wzrósł do rekordowych
68,9 miliardów USD w październiku i to mimo silnego spadku cen ropy w tym
miesiącu. Wykres1.gif Co gorsza, deficyt w wymianie z Chinami wzrósł do
rekordowych wartości 20,5 mld dolarów w październiku Wykres2.gif i w tym
roku jest już 166,8 mld USD (w zeszłym roku 131,1 mld USD do października).
Tylko te jedne dane powodują, że prognozę wzrostu gospodarczego w USA w
czwartym kwartale należy zredukować z 3,4-3,5% do co najwyżej 3,0-3,1%.
Znacząca różnica.
Gdyby ta strukturalna nierównowaga gospodarki USA zaczęła się pogłębiać, to
globalne fundusze nie rzucą się do zakupów dolarowych aktywów. Jest jednak
też światełko w tunelu. Chiny podały już dane o eksporcie za listopad. Od
połowy 2002 roku aż do października tego roku średnia miesięczna dynamika
wzrostu eksportu wynosiła w Chinach oszałamiające 26% r/r. W październiku
było prawie 30% r/r a dane za listopad pokazują jedynie 18,4% r/r.
Niedokładność chińskich statystyków (normalne), czy też jednak już efekty
kombinacji wzrostu stóp procentowych w USA i czerwcowej rewaluacji juana ?
To drugie dla USA byłoby zbawienn, fundusze
mogą na koniec roku wyrzeźbić dowolny poziom indeksu. Te ostatnie dwa
tygodnie 2005 r. z punktu widzenia jakiejkolwiek analizy są analogiczne do
ostatniej godziny piątkowej sesji. W międzyczasie będzie wprawdzie sporo
ważnych danych i środowy komunikat RPP (w poniedziałek produkcja
przemysłowa, która rozstrzygnie losy ewentualnej obniżki stóp - ja jej nie
oczekuję), ale na reakcję przyjdzie czas dopiero w styczniu, gdy do
aktywniejszego handlu powrócą zagraniczne fundusze. Wtedy poznamy faktyczną
kondycję rynku.
Jeśli patrzeć na wskaźniki analizy technicznej, to należałoby oczekiwać, że
po window dressing początek roku przyniesie mocną korektę. Zresztą podobnie
jak w 2005 r. Na prawie wszystkich wskaźnikach notujemy wyraźne negatywne
dywergencje. RSI dla WIG20 jest wciąż poniżej szczytów z połowy września,
mimo że indeks już je pokonał. Zresztą wskaźnik od początku grudnia nie
zrobił żadnego nowe maksimum. Na MACD również wyraźne negatywne dywergencje
(także na histogramie). Do tego ATR spada systematycznie od połowy
listopada. Wszystko to sugeruje by zachować ostrożność. Tylko ostrożność, bo
sygnałów sprzedaży żadnych jeszcze nie było, a wręcz przeciwnie - wszystko
teraz sprzyja bykom. Mimo że ja widzę spory problem w kontynuacji tej hossy
w przyszłym roku, to siła trendu jest tak duża, że wynieść nas może na nawet
mocno nieracjonalne poziomy.
Opróżnić portfel z akcji będzie można dopiero po wejście rynku w prawdziwą
euforię (na pewno Państwo to zauważą), przełamaniu ważnych wsparć
(październikowe dołki), czy wyraźnym dniu odwrotu, choć ten przy tak niskiej
zmienności i obrotach w najbliższych dwóch tygodniach na pewno nie wystąpi.
[email protected]