Specjaliści są zgodni: lakoniczny komunikat w sprawie ustaleń między rządem a UniCredito nie pozwala ocenić, jaka może być wartość transakcji, do której zobowiązali się Włosi. - Na sprzedaż ma być wystawione 40 proc. placówek i "związana z nimi działalność". Gdyby podejść do tego w taki sposób, że proporcja aktywów byłaby taka sama, jak placówek, to nabywca dostałby ok. 5-proc. udział w polskim rynku. Problemem jest tylko to, czy na sprzedaż trafiłby "w pełni działający" bank, czy nie - powiedział Ralf Breuer, analityk sektora bankowego w WestLB w Düsseldorfie.
Zainteresowani najwięksi
- W tej chwili jest jeszcze za dużo znaków zapytania, żeby móc nawet z grubsza szacować wartość tej transakcji. Tutaj znaczenie będą miały różne szczegóły, np. system informatyczny. Wchodzący do Polski zagraniczny inwestor nie musi być nim specjalnie zainteresowany, więc jeśli bank będzie wystawiony na sprzedaż razem z systemem, to tak naprawdę dla nabywcy wartości dodanej w tym akurat nie będzie - stwierdził Maciej Semeniuk, prezes Danske Bank Polska.
Zainteresowanie ze strony potencjalnych nabywców jest jednak gwarantowane. Premier Kazimierz Marcinkiewicz mówił wczoraj, że gdy był w ubiegłym tygodniu w Zurychu na spotkaniu Instytutu Finansów Międzynarodowych (którego członkami są międzynarodowe instytucje finansowe), był wypytywany przez szefów największych banków o szczegóły na temat dyskutowanej wówczas transakcji.
Klimat nie będzie szkodził