Gdy w połowie marca ubiegłego roku na warszawskim parkiecie debiutowała pierwsza polska spółka biotechnologiczna, przewodniczący jej rady nadzorczej Ryszard Krauze mówił o globalnych ambicjach swojego nowego "dziecka". Zapowiadał, że jeśli sprawdzą się prognozy, to Bioton mógłby wejść na giełdę w Londynie i Nowym Jorku. Po ponad roku te plany wydają się coraz bardziej realne.
Azja stoi otworem
Niedawno Bioton sfinalizował przejęcie singapurskiej firmy SciGen, co zapewni mu szeroki dostęp do odbiorców w Azji. W sposób szczególny liczy na rynek chiński, na którym w 2009 roku chce osiągnąć 15-proc. udział. Spółka buduje także fabrykę w Rosji, przejmuje dostawcę z Indii oraz wkracza na rynek ukraiński. - Największe efekty działań Biotonu będzie widać relatywnie szybko. Myślę, że przełomowy będzie 2006 rok. Może jeszcze następny. Kiedy ruszą fabryki w Chinach i Indiach, będzie to widać także w wynikach - powiedział Ryszard Krauze w rozmowie z PARKIETEM.
Trzycyfrowe wyniki
Na koniec tego roku spółka zapowiada trzycyfrowy wynik na poziomie brutto. W ubiegłym roku wyniósł 24 mln zł, przy 151,5 mln zł ze sprzedaży. W ciągu trzech lat Bioton chce osiągnąć 1 mld zł przychodów. - Powoli będziemy się przyzwyczajać do trzycyfrowych zysków, a nie tylko przychodów - mówi Adam Wilczęga, prezes firmy. W rozmowie z PARKIETEM zapowiada, że dynamiczny rozwój spółki może doprowadzić do tego, że w 2010 r. Bioton zrealizuje plany i trafi na nowojorską giełdę. - To zobowiązuje, więc wtedy wynik brutto może być nawet czterocyfrowy - dodaje. Optymizm podziela Ryszard Krauze. - Myślę, że za 5 lat możemy zobaczyć Bioton na NASDAQ - mówi. Adam Wilczęga przyznaje, że już w tej chwili spółką interesują się inwestorzy zza oceanu. - Mieliśmy już kilka telefonicznych rozmów z dużymi amerykańskimi funduszami inwestycyjnymi, zainteresowanymi inwestowaniem w nasze akcje - dodaje. - Teraz czas na bezpośrednie spotkania - dodał.