Dwie małe giełdowe spółki - Sanwil i Masters - łączy nazwisko właścicieli, m.in. Adama Buchajskiego i Agnieszki Buchajskiej. Kiedy jednak czytam o planach Mastersa, mam wrażenie, że podobieństw jest więcej.
Jakiś czas temu Sanwil, producent sztucznej skóry, któremu przez lata bardzo marnie się wiodło, podzielił akcje w stosunku 1 do 30 i zaplanował nową emisję. Celem podwyższenia kapitału miało być zdobycie pieniędzy na przejęcie innej spółki.
Split akcji w atmosferze giełdowej hossy działa, nie wiedzieć czemu, jak katalizator, wyzwalający dalszą zwyżkę notowań. W gruncie rzeczy tak też zadziałał w przypadku Sanwilu. Były po drodze jeszcze jakieś zawirowania związane z tym, że po uchwaleniu splitu zarząd chciał z niego zrezygnować i zwołał w tym celu NWZA - rzekomo bez porozumienia z głównym właścicielem - ale ostatecznie projekt został doprowadzony do końca. Ten, bo drugi - emisja i przejęcie - nie wypalił mimo, podobno, wielu miesięcy zabiegów.
Masters, dawniej producent odzieży dżinsowej (słynne Elpo), a dziś i na przyszłość - zgodnie z propozycjami zmian w statucie - specjalista od mydła i powidła, planuje podział akcji w stosunku 1 do 30. Cena akcji - nominalnie rzecz ujmując - nie jest wysoka, raptem 8-9 zł. Nie jest przeszkodą dla handlu. Nie trzeba mieć setek złotych, jak w przypadku paru innych giełdowych firm, które nie spieszą się wcale ze splitem akcji, by kupić choć jedną. Ale, jak w Sanwilu, liczy się spodziewany efekt - poprawa płynności. I efekt psychologiczny.
Masters planuje też podwyższenie kapitału, a celem emisji jest zdobycie pieniędzy na przejęcie jakiejś spółki.