Mimo złego początku piątkowej sesji (spadek nawet o 13 proc.), kurs Ferrum wzrósł ostatecznie o 1,6 proc., do 18,7 zł. W ciągu kilku wcześniejszych sesji papiery biły kolejne roczne rekordy, dochodząc do 19 zł. Wolumen nie był jednak duży.
Zdaniem Jana Waszczaka, prezesa Ferrum, zwyżki kursu na giełdzie mogły być wywołane dobrymi informacjami ze spółki. - Zostaliśmy dobrze ocenieni przez bank - prezes przypomina o kredycie uzyskanym od ING Banku Śląskiego w wysokości 16 mln zł. Producentowi rur przyda się zastrzyk pieniędzy. - Potrzebujemy kapitałów obrotowych. Jesteśmy w szczycie sezonu - mówi J. Waszczak. Ferrum wykorzystuje w pełni moce. Jak tłumaczy prezes, na rury jest bardzo duży popyt, ponieważ rynek w Europie jest praktycznie wyprzedany. - Producenci przyjmują zamówienia już na listopad. Pod tym względem to nietypowy rok również dla nas - mówi J. Waszczak. Jego zdaniem, drugi kwartał będzie bardzo udany.
Mimo pomyślnego okresu, spółka nie zamierza ogłaszać prognoz. Zdaniem prezesa, niewiele firm to robi. Ferrum ma pod tym względem nie najlepsze wspomnienia z zeszłego roku. Prognoza zysku netto została wtedy obniżona z 16,5 mln do 9,5 mln zł.
Spółka BSK Return z Zawiercia, wieloletni akcjonariusz producenta rur, w ostatnim czasie zwiększyła zaangażowanie z 15,5 do 21,2 proc. - Nasze powiązania biznesowe są marginalne - mówi prezes Waszczak. BSK Return obraca złomem i wyrobami hutniczymi. Od dłuższego czasu nie kupowała akcji Ferrum. Spółka jest drugim co do wielkości akcjonariuszem katowickiej huty. Wyprzedza ją Nystal, kontrolujący ponad 28 proc. kapitału. Skąd nagłe zainteresowanie papierami? Nie udało nam się uzyskać komentarza od Sławomira Bajora, prezesa BSK Return. Jednocześnie jest on sekretarzem rady nadzorczej Ferrum. Jego firma kupowała akcje partnera, tymczasem sam Bajor sprzedał 3 tys. walorów Ferrum za niemal 52 tys. zł.