W miniony piątek rozpoczęło się wezwanie do sprzedaży 49,14 proc. akcji Banku Ochrony Środowiska, ogłoszone przez Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Wezwanie potrwa aż do 16 sierpnia. W pierwszym dniu nie można było zauważyć wielkiego handlu akcjami banku. Właściciela zmieniło tylko 278 walorów BOŚ, a obroty ledwo przekroczyły 50 tys. zł. Praktycznie nie drgnął też kurs spółki - na zamknięciu ostatniej sesji walory spółki wyceniane były po 90,7 zł.

W wolnym obrocie pozostaje niespełna 2 proc. wszystkich akcji. Cena zaproponowana przez fundusz też nie była tajemnicą. Zapłacić 92 zł za akcję NFOŚiGW zobowiązał się już kilka miesięcy temu, kiedy zdecydował się wykupić drugiego po funduszu akcjonariusza BOŚ - szwedzką grupę Skandinaviska Enskilda Banken. Fundusz ma obecnie 47,1 proc. wszystkich akcji, natomiast Szwedzi kontrolują 47,5 proc. kapitału akcyjnego polskiego banku. Słabą przewagę w akcjonariacie BOŚ zapewniała narodowemu funduszowi współpraca wojewódzkich funduszy ochrony środowiska, która w ostatecznym rozrachunku uniemożliwiła Szwedom przejęcie kontroli nad bankiem. Zrezygnowani Skandynawowie zdecydowali się odsprzedać swoje papiery BOŚ. To właśnie oni przesądzą o powodzeniu wezwania.

Sam NFOŚiGW nie ma tyle wolnych środków, by samodzielnie wykupić SEB, dlatego w wezwaniu wspiera go sześć regionalnych funduszy oraz PKO BP, które zamierza kupić 5 proc. wszystkich akcji BOŚ. PKO BP traktuje zakup akcji BOŚ jako inwestycję długoterminową, ale nie zamierza być strategicznym inwestorem dla BOŚ. Dlatego NFOŚiGW rozgląda się za chętnym do zainwestowania w akcje kontrolowanego przez siebie banku. Kazimierz Kujda, szef funduszu, zapowiedział, że NFOŚiGW ma zamiar szybko sprzedać papiery zakupione od SEB. Minister środowiska Jan Szyszko uściślił, że stanie siź to jeszcze w tym roku. Lecz ani szef funduszu, ani minister nie ujawnili, kto miałby odkupić akcje banku.