pojawiają. Szybki wzrost gospodarczy generuje popyt, który sprawia, że
wyższe wymagania płacowe będą odzwierciedlone w cenach produktów.
Ostrożną prognozę inflacji przedstawia minister finansów. Raczej innej nie
należało się spodziewać. Minfin nie będzie straszył wyższą inflacją.
Zwłaszcza, że teraz ministerstwo będzie szukać każdej złotówki. Ostatnio
dowiedzieliśmy się, że wcześniejsze szacunki dotyczące wpływów budżetowych
na przyszły rok są jednak zbyt optymistyczne. Obecne szacunki mówią o
wzroście dochodów o 13, a nie o 17 mld złotych. To będzie musiało
skutkować zmniejszeniem kwoty prognozowanych wydatków. Przyjmując niższą
inflację w przyszłym roku będzie można coś dostać w ramach premii
inflacyjnej. Sytuacja podobna do tej z tego roku, gdy mniejsza od
rzeczywistej dynamika PKB sprawiła, że rząd ma możliwość bezproblemowego
zamknięcia roku.
Rynek oczekuje, że w najbliższym czasie RPP nie dokona zmian w wysokości
stóp procentowych. Tymczasem nie ma takiej pewności co do jej
amerykańskiego odpowiednika, czyli komitetu otwartego rynku (FOMC).
Ostatnie dane dotyczące tempa wzrostu gospodarczego rozczarowują. Zamiast
spodziewanego wzrostu PKB o 3% w II kw br. gospodarka USA wzrosła tylko o
2,5%. Kiedyś taka różnica szybko znalazłaby odzwierciedlenie w cenach
amerykańskich aktywów. Teraz tez znalazła, ale w zupełnie inny sposób.
Rynek zdawał się yczynek do zatrzymania sekwencji zacieśniania
polityki pieniężnej.
Czy słusznie? Nie jest to wcale takie poste. Przypomnijmy co mówił Ben
Bernanke dwa miesiące temu. Przypomnę, że padły wtedy słowa, że dynamika
wzrostu gospodarczego zawsze będzie na drugim miejscu za wzrostem cen.
Teraz zdaje się nikt tego nie pamiętać. Nadzieje na zatrzymanie podwyżek
miałyby poważne podstawy, gdyby dało się zauważyć zmniejszenie napięć
inflacyjnych. Wskaźnik wydatków konsumpcyjnych, liczonych bez kosztów
jedzenia i energii, zwiększył się w drugim kwartale o 2,9 proc. czyli
najszybciej od III kw 1994 r.
Ceny w ubiegłym tygodniu ponownie wzrosły. Ponownie był to wzrost, który
pozostawiał wiele do życzenia. Od kilku tygodni sygnalizuję, że zwyżka cen
jest bardzo podejrzana i raczej nie zachęcam, by się pod nią podpinać. Jak
widać rynek idzie swoją ścieżką. Oczywiście nie ma sensu z nim walczyć.
Skoro są chętni do zakupów w takich warunkach, to nie ma sensu im
przeszkadzać. Czy tydzień ten coś zmienił? Jak widać na Wykresie 1
Wykres_1.gif nadal możliwe są zasygnalizowane przeze mnie w ubiegłym
tygodniu dwa scenariusze, które chłodzą rozgrzane głowy. Poziom optymizmu
jest widoczny, choćby na podstawie wielkości bazy ( Wykres_2.gif ).
Najważniejszą przesłanką dla zachowania ostrożności wydają się jednak
obroty ( Wykres_3.gif ). Te cały czas sygnalizują, że ruch kapitału nie
sprzyja posiadaczom długich pozycji. Nie namawiam do walki z wzrostem, bo
byłoby to głupotą. Jednak ten wzrost pozostawia tyle wątpliwości, że nie
widzę sensu by ryzykować posiadany kapitał. Tym bardziej, że zwyżka
zaczęła się słabo i do tej pory niewiele się zmieniło.
Kamil Jaros
[email protected]