utrzymaniem podwyżek. W ubiegłym tygodniu źle przyjęto lepszy od prognoz
wskaźnik ISM liczony dla przemysłu, a za to niemal z radością słabszy od
oczekiwań analogiczny wskaźnik liczony dla sektora usług oraz niepomyślne
informacje z rynku pracy, na którym powstało mniej miejsc pracy, niż
wcześniej sądzono.
Gdzie tu logika? Wątpliwości co do takiego toku myślenia są tym większe,
że przecież to nie wyższe stopy procentowe są złe same w sobie. Tu chodzi
o ich negatywny wpływ, jaki może się pojawić w odniesieniu do poziomu
aktywności gospodarczej, a tym samym do wzrostu gospodarczego i
zatrudnienia. Jak zatem należy rozumieć zachowanie rynku, gdy ten
optymistycznie reaguje na sytuację, która właśnie budzi jego obawy? Skoro
inwestorzy boją się podwyżek, bo te negatywnie wpłyną na aktywność, to
dlaczego gdy ta aktywność jest coraz słabsza, widać radość?
Analizując oceny dotyczące szans możliwych ruchów FOMC zaskakuje mnie
skupienie się większości inwestorów i analityków na zmiennych opisujących
stan aktywności gospodarczej. Wygląda na to, że te czynniki mają
decydujące znaczenie przy podejmowaniu decyzji. Czy rzeczywiście? Czy
wszyscy już zapomnieli o napięciach inflacyjnych? Przecież na razie nie
otrzymaliśmy żadnych danych, które sugerowałyby ich ustąpienie.
Przypomnijmy sobie pamiętne wystąpienie szefa Fed z początku czerwca.
Wystąpienie, które zburzyło rdal zagrożenie inflacją będzie
duże, to stopy będą rosły.
Próbując rozwikłać zagadnę wtorkowego wyniku posiedzenia FOMC można wpaść
w pułapkę zbyt wielkiego zagłębiania się w ten problem. Ja postawie inne
pytanie - Czy w chwili obecnej w ogóle ważne jest co zrobi komitet? Czy
faktycznie kluczowym jest znalezienie odpowiedzi czy stopy wzrosną, czy
nie? Przeanalizujmy możliwe reakcje rynku mając na względzie obecnie
panujące na nim nastroje.
Co się stanie, gdy stopy procentowe pozostaną na dotychczasowym poziomie?
Można przypuszczać, że rynki się ucieszą z końca procesu zacieśniania
polityki pieniężnej. Pytanie, co dalej? Skoro temat podwyżek będzie za
nami, to należy się tylko cieszyć? Myślę, że zaraz po zniknięciu
zagrożenia podwyżkami (zniknięcia umownego, bo przecież na razie
zagrożenie wzrostu inflacji nie zniknęło) szybko na pierwszy plan wyjdzie
strach rynku o to, jaka będzie skala tego "spodziewanego" spowolnienia
gospodarczego. Rynek zacznie sobie przypominać, że dane były złe, a
przecież gospodarka nie zdążyła zareagować na cały cykl podwyżek. Zatem w
tej chwili ich pełny wpływ nie jest znany. Złe dane zaczną być
rzeczywiście złe, co raczej nie będzie sprzyjało zakupom na rynku akcji.
Czy reakcja rynku będzie inna, gdy stopy zostaną podniesione po raz
kolejny? Wydaje mi się, że nie. Myślę, że będzie ona podobna. Rynek na
początku nie będzie się przejmował faktem podwyżki, (może jedynie w chwilę
po nadejściu takiej informacji), ale będzie antycypował fakt, że "to już
na pewno ostatnia podwyżka w tym cyklu". Takie podejście może pomóc
rynkowi akcji. Także i w tym wypadku radość może okazać się krótka, gdy do
głosu wrócą obawy o poziom wzrostu gospodarczego.
Trzeba sobie bowiem odpowiedzieć na pytanie, czy ta podwyżka będzie aż tak
kluczowa na gospodarki? Czy kolejne 25 pkt bazowych zrobi aż taką wielką
różnicę, skoro stopy w ciągu ostatnich dwóch lat wzrosły z 1 do 5,25%? Czy
spowolnienie będzie skokowo różne tylko przez to, że stopy teraz wzrosną,
lub nie? Nie wydaje mi się. Zmiana oprocentowania funduszy federalnych
niewiele zmieni. Zamiast skupiać się na rozbieraniu na czynniki pierwsze
możliwości podniesienia lub nie stóp o kolejne 25 pkt bazowych, należy
raczej skupić się na coraz bardziej niepokojących informacjach dotyczących
samej gospodarki. Na razie faktycznie nie są one jeszcze alarmujące, ale
to przecież dopiero początek tego cyklu. Nie można też zapominać, że
czynniki ryzyka nadal istnieją. Cena ropy naftowej jest cały czas wysoka,
a na świecie rosną stopy procentowe (w tym tygodniu kilka banków
centralnych podjęło decyzję o zacieśnieniu polityki monetarnej, w tym Bank
Anglii i Europejski Bank Centralny i zapowiada się, że to wcale nie będą
ostatnie takie decyzje).
Na koniec mała uwaga. Złoty się umacnia. Panuje przekonanie, że koniec
podwyżek stóp procentowych w USA pomoże rynkom wschodzącym, a więc i
naszemu. Takie przypuszczenie wynika z wcześniejszych obaw, że wyższe
stopy procentowe w Stanach są przyczyną odpływu kapitałów z rynków
bardziej ryzykownych. Problem w tym, że to zasada odwrotna wcale nie musi
działać. Tym bardziej, że najbliższe perspektywy dla świata są rewidowane
w dół, a w takich sytuacjach obligacje Stanów Zjednoczonych to spokojna
przystań.
Wykres_1.gif Przed ubiegłym tygodniem oceny analityków co do koniunktury
na rynku były podzielone, co sygnalizowała zerowa wartość Wigometru.
Czarna świeca tygodniowa przekonała niezdecydowanych. Wg ostatniej ankiety
najbliższy tydzień zakończy się spadkami. Ocena jest n powrotnym do
wcześniej przełamanej linii trendu wzrostowego. Jest to tym bardziej
prawdopodobne, gdy spojrzymy na wykres dzienny Wykres_2.gif W tym tygodniu
została przełamana linia trendu wzrostowego będąca dolnym ograniczeniem
formacji klina zwyżkującego. Wyjście z formacji miało być wstępnym
sygnałem sprzedaży. Posiadacze krótkich pozycji nie mogą być jednak w
pełni kontenci, gdyż nadal otwartą pozostaje luka hossy z drugiej połowy
lipca. Okazała się skutecznym wsparciem. Tym bardziej, że psychologicznie
działa także poziom 3000 pkt. Wyjście z klina nie przesądza jeszcze, czy
spadki będą głębokie. Nie będzie jednak błędem zakładać, że przecena w
najbliższych tygodniach sięgnie przynajmniej poziomu linii dolnego
ograniczenia przypuszczalnej formacji diamentu. Zbliża się ona do poziomu
2800 pkt. To plan minimum dla niedźwiedzi.
[email protected]