Największa polska inwestycja w Niemczech - mówiono z dumą, gdy cztery lata temu Orlen przejmował od BP sieć stacji paliwowych u naszych zachodnich sąsiadów. Szybko okazało się jednak, że 500 placówek tam i 500 tu to coś zupełnie innego. W Niemczech, gdzie działa łącznie 15,8 tys. stacji benzynowych, Orlen Deutschland był i nadal jest małym graczem - ma 3 proc. rynku.
Na niewiele zdały się duże ambicje. Przez cztery lata nie udało się dokupić ani jednej stacji. Podział sieci na dwa brandy - premium z logo Orlenu i ekonomiczny Star - też okazał się pomysłem nietrafionym. Nieufnych wobec nowych marek Niemców PKN nie zdołał przekonać do siebie. Konkurowanie ceną - jedyna rozsądna w tej sytuacji polityka - też najwyraźniej nie była prowadzona z wystarczającą determinacją. W efekcie aż do końca ub. r. Orlen Deutschland był spółką deficytową, choć pierwotnie zakładano, że zacznie przynosić zyski już w 2003 r.
Sytuację poprawił nieco tegoroczny wzrost marż detalicznych w Niemczech, dzięki któremu Orlen Deutschland odnotował pierwsze zyski. Nie wiadomo natomiast, co da rezygnacja z walki o bardziej wymagającego klienta i postawienie na markę Star. Najwyraźniej niemieckie progi są wciąż za wysokie na nasze nogi.
Sprzedaż niemieckiej sieci wydaje się najlepszym rozwiązaniem. Przedstawiciele płockiego koncernu powtarzają wprawdzie, że dzięki poprawie wyników finansowych nie muszą się z tym spieszyć, ale właśnie tę poprawę warto wykorzystać, aby wytargować lepszą cenę. Może ta czteroletnia "wycieczka do Niemiec" nie będzie Orlen kosztować zbyt wiele.