- Ciśnienie gazu i jego ilość transportowana do Polski nie były mniejsze od poniedziałku do środy ani później - powiedział PAP Jurij Korolczuk, rzecznik przedsiębiorstwa Naftohaz, które obsługuje poprzez swoje spółki rurociąg dostarczający gaz do Polski. - Dostawy są stabilne - dodał.
Jak w czwartek informował "Parkiet", na początku ubiegłego tygodnia rosyjsko-ukraiński partner Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa firma RosUkrEnergo zmniejszyła dostawy gazu do Polski. Informacje te potwierdził polski odbiorca błękitnego paliwa.
Według naszych ustaleń, przez punkt odbioru gazu w Drozdowiczach na granicy z Ukrainą przesyłano mniej gazu zakupionego przez PGNiG w ramach kontraktu z Ros-UkrEnergo (przypomnijmy, że wygasa 31 grudnia). - Będziemy to wyjaśniać - mówi Tomasz Fill, rzecznik PGNiG.
W ramach umowy polska spółka kupuje od rosyjsko-ukraińskiego partnera prawie 19 proc. surowca sprzedawanego w ciągu roku w kraju. Pikanterii całej sprawie dodaje fakt, że obecnie obie firmy negocjują nowy kontrakt na dostawę gazu. Polska firma chce kupować podobną ilość surowca, ponad 2,5 mld metrów sześciennych. Rozmowy weszły właśnie w najbardziej newralgiczną fazę - ustalania cen. - Można powiedzieć, że zatrzymaliśmy się na tej kluczowej kwestii - przyznaje T. Fill.
Niewykluczone również, że za zamieszaniem z dostawami paliwa stoi rosyjski koncern Gazprom - główny udziałowiec RosUkrEnergo. Monopolista może w ten sposób chcieć skłonić PGNiG do zaakceptowania proponowanych przez siebie zmian w statucie EuRoPol Gazu. Obie firmy są głównymi udziałowcami spółki obsługującej gazociąg jamalski. Od dłuższego czasu gazowe koncerny nie mogą porozumieć się co do podziału wpływów w strategicznej spółce.