W planowanym na styczeń wezwaniu na maksymalnie 23 proc. akcji Wilbo, Pamapol zamierza płacić 4 zł za każdą. Inwestorzy krzyczą, że to za mało. Analitycy sugerują tymczasem, aby odpowiedzieć na wezwanie.
Zdaniem Jarosława Parczewskiego, analityka BM BGŻ, 4 zł to niska cena. Szczególnie jeśli się weźmie pod uwagę notowania spółki, np. od początku grudnia. Innego zdania jest Dorota Puchlew z DM PKO BP. - Wzrost kursu Wilbo na początku grudnia wynika prawdopodobnie z tego, że inwestorzy spodziewali się informacji o przejęciu - zauważa. Dlatego, jej zdaniem, cena powyżej 4 zł nie odzwierciedla fundamentalnej wartości spółki. Analityk zwraca też uwagę na konsekwencje ewentualnego fiaska wezwania. Tym bardziej że zarząd Pamapolu deklaruje, że nie podniesie ceny. W razie niepowodzenia strony po prostu odstąpią od transakcji. - Wtedy kurs Wilbo na pewno poleci w dół - przewiduje D. Puchlew.
Niewykluczone, że inwestorzy zdecydują się sprzedać część akcji w wezwaniu, żeby się tylko powiodło. Resztę walorów pozostawią w portfelu, licząc na dalszy wzrost kursu. Zdaniem J. Parczewskiego, może to być ryzykowne. - Trudno przewidzieć, jaką politykę przyjmie zarząd Pamapolu. Jeśli priorytetem będzie wzrost wartości spółki matki, to korzyści z połączenia nie znajdą odzwierciedlenia w Wilbo - zauważa. Ta kwestia nie niepokoi z kolei Doroty Puchlew. - Wilbo ma zostać na giełdzie. Pamapolowi będzie więc zależało na tym, żeby firma pokazywała dobre wyniki. Tym bardziej że wycena spółki zależnej zawsze ma wpływ na wycenę spółki matki - tłumaczy.