Zdaniem resortu gospodarki, mimo konfliktu między Gazpromem a Białorusią nie grozi nam kryzys energetyczny. Jednak Polskie firmy obawiają się przerw w dostawach gazu.

Rosyjski Gazprom ostrzegł, że od nowego roku może wstrzymać dostawy gazu dla Białorusi. Ta zagroziła blokadą tranzytu rosyjskiego gazu do Unii Europejskiej.

Wiceminister gospodarki Piotr Naimski podkreślił wczoraj, że PGNiG ma podpisane kontrakty na dostawy odpowiednich ilości gazu do Polski, a nie na granicę białorusko-rosyjską. - Spodziewamy się, że rosyjscy partnerzy dotrzymają tej umowy. Płacimy wystarczająco wysoką cenę, żeby mieć spokój od tej strony - wyjaśnił. Zapewnił też, że jesteśmy przygotowani na ewentualne kłopoty. - Mamy specjalne magazyny, które są w tej chwili pełne. Istnieją również możliwości administracyjne, jeżeli zaistnieje potrzeba czasowego ograniczenia zużycia gazu - dodał.

Mimo zapewnień ze strony rządu najwięksi odbiorcy gazu z niepokojem śledzą doniesienia o białorusko-rosyjskich negocjacjach. - Zmniejszone dostawy oznaczają dla nas ograniczenie produkcji i straty sięgające nawet kilku milionów złotych dziennie - powiedział Andrzej Ochał, kierownik produkcji Zakładów Azotowych w Kędzierzynie-Koźlu. Pesymistycznie zapatruje się on również na możliwość uzyskania odszkodowania za zmniejszenie dostaw. Spadku zaopatrzenia w gaz nie boi się tak bardzo największy odbiorca surowca - PKN Orlen. Beata Karpińska z biura prasowego koncernu przyznała jednak, że redukcja dostaw gazu nie będzie obojętna dla wyników Grupy.

PAP