Reklama

Weekendowa Analiza Futures

Publikacja: 01.01.2007 09:30

Kamil Jaros

Mamy już za sobą rok 2006. Do tej chwili już wiele słów napisano, by ten rok

opisać, podsumować i ocenić. Także z punktu widzenia inwestorów giełdowych.

Teraz każdy jest ciekaw, co przyniesie nam kolejne 12 miesięcy. Co może się

wydarzyć i na co zwrócić uwagę?

Reklama
Reklama

Znajomość przyszłości to odwieczne marzenie ludzkości. Bez szans na

realizację, choć oczywiście próby są podejmowane. Bezustannie. Przełom roku

jest w tych dociekaniach okresem szczególnym. Teraz media obfitują w różnego

rodzaju przepowiednie, prognozy, wróżby. Ich wiarygodność jest równie duża,

jak przepowiadanie pogody. Im dalej w las tym ciemniej. Mimo szeregu

narzędzi ze sporym przybliżeniem jesteśmy w stanie przewidzieć zmienne

Reklama
Reklama

opisujące stan gospodarki w najbliższych miesiącach. Dalsze prognozy są już

obarczone znacznie większym ryzykiem błędu. Czy jest zatem sens w ogóle

starać się przewidywać przyszłość? Sens jest, ale zawsze będzie się to

odbywało na bazie danych i wydarzeń z przeszłości, co siłą rzeczy sprawia,

że prognoza jest w pewnym sensie oczekiwaniem, że przeszłe procesy nadal

będą miały miejsce, co nie koniecznie musi się potwierdzić.

Reklama
Reklama

Zatem co nas czeka w przyszłym roku? Nie, nie - nie mam szklanej kuli. Mogę

posłużyć się jedynie, tym co jest wiadomo w tej chwili. Większość odpowiedzi

na to pytanie uzależniona jest od czynników, które w chwili obecnej uważane

są za istotne, co nie znaczy, że właśnie one będą równie istotne za pół

roku. Teraz prognozy wzrostu PKB USA uzależnia się od sytuacji na tamtejszym

Reklama
Reklama

rynku nieruchomości lub od możliwych poczynań komitetu otwartego rynku.

W tej chwili ocenia się, że rynek nieruchomości najgorsze ma za sobą.

Pierwsza połowa 2007 r. to czas na lekką poprawę sytuacji i jej

ustabilizowanie się. Nikt nie liczy na powtórkę szału sprzed ponad roku.

Nasuwa się pytanie, czy faktycznie takie "miękkie lądowanie" będzie miało

Reklama
Reklama

miejsce. Czy wieloletnia hossa na rynku nieruchomości może zakończyć się

niewielkim tylko spadkiem cen i późniejszą stabilizacją? Czy faktycznie wszy

stko rozejdzie się po kościach? Aż trudno w to uwierzyć. Czynnik, który

swoją poprawą pchał gospodarkę w górę, teraz ma się tylko lekko osłabić bez

zgubnych konsekwencji dla reszty. Fakt, na razie tak to wygląda. Problemy z

Reklama
Reklama

rynku nieruchomości mają wprawdzie ujemny wpływ na PKB, ale są to problemy

wyizolowane. Osłabienie na rynku nieruchomości nie przekłada się na inne

sfery gospodarki. Te mają się całkiem nieźle. Na razie.

Może właśnie tu tkwi sedno sprawy. Oczekiwania są optymistyczne, bo do tej

pory nic poważnego się nie wydarzyło. Wydaje się, że zmienią się za jakiś

czas, gdy okaże się, że jednak problemy pojawią się w innych sferach. Będzie

to oczywiście naturalnym procesem dostosowania się oczekiwań - będą one już

inne, niż obecne. Czy taka sytuacja może mieć miejsce? Może. Większość tych

optymistycznych prognoz opiera się bowiem na założeniu, że w tej chwili

najwięcej szkód może wywołać rynek nieruchomości. To jest jednak tylko część

prawdy. Trzeba bowiem pamiętać, że przed paroma miesiącami zakończyła się

stosunkowo długa sekwencja podwyżek stóp procentowych. Tym samym można się

obawiać, że jej wpływ na gospodarkę wcale się nie wyczerpał. Nie będę

rozwijał tu nawet możliwości kolejnej podwyżki. Nawet przyjmując, że już

kolejnych nie będzie, to wpływ już dokonanych zapewne będzie się jeszcze

przejawiał.

Obecnie tematem numer jeden jest rynek nieruchomości oraz inflacja. Ta druga

niewiadoma także jest przedmiotem trwającej dyskusji. Fed słowami swoich

publikacji oraz wystąpień członków FOMC cały czas uwypukla niebezpieczeńli

jednak porównamy dynamikę wzrostu cen w kolejnych kwartałach to okaże się,

że ta dynamika maleje. To sprawia, że rynek oczekuje stabilizacji cen w

najbliższych miesiącach.

Za tym idzie inne oczekiwanie. Skoro ceny mają się ustabilizować, to

oczekuje się, że widmo inflacji zejdzie na plan dalszy, a FOMC podejmie

czynności mające pomóc słabnącej gospodarce. Stąd na rynku akcji mamy

wzrosty cen. Także rynek stóp procentowych sygnalizuje oczekiwanie na

obniżki stóp procentowych. Mamy tu sytuację, gdzie oprocentowanie lokat o

krótkim terminie zapadalności jest wyższe od lokat długoterminowych. To jest

w tej chwili główny konflikt oczekiwań. Kto ma rację? Czy Fed trzymający

stopy wysoko, czy też inwestorzy, którzy oczekują cięć ratujących gospodarkę

przed wejście w recesję.

Oczywiście nie tylko Stanami żyjemy. W końcu sytuacja na rynku w Polsce

powinna zależeć w dużej mierze od tego, co się dzieje właśnie w Polsce. To

przełożenie wydaje się zrozumiałe, choć nie jest do końca prawdziwe. Tu mamy

spory wpływ inwestorów zagranicznych, którzy są w stanie z rynkiem zrobić co

im się podoba bez oglądania się na gospodarkę. Te ruchy kapitału

zagranicznego są zwykle związane ze zmianami m.in. w USA stąd sporo miejsca

poświęconego Stanom.

Spoglądając tylko na nasze podwórko właściwie nie ma na co narzekać.

Gospodarka rozwija się szybko. Spada bezrobocie, rośnie zatrudnienie, rosną

inwestycje i nieźle ma się konsumpcja. Niemal sielanka. Niestety nie do

końca jest tak dobrze, jakby to wyglądało na pierwszy rzut oka. Po pierwsze,

pojawiają się pierwsze oznaki przegrzania. Rynek pracy zaczyna być coraz

sztywniejszy, co może przełożyć się na wysokość płac. Stopa bezrobocia

wprawdzie na to wskazuje, ale już teraz przedsiębiorcy mają problem z

zatrudnieniem pracowników. Istnieje więc niebezpieczeństwo wystąpienia

napięć inflacyjnych generowanych przez rynek pracy. Płace zaczynają rosnąć,

co powoduje wzrost popytu konsumpcyjnego poganianego jeszcze kredytem oraz

powoduje wzrost kosztów producentów. Wzrost kosztów może kusić

przedsiębiorców do podwyższenia cen towarów i usług przez nich wytwarzanych.

Tym bardziej jeśli popyt nie będzie podobny.

Tego właśnie obawiają się jastrzębi członkowie rady polityki pieniężnej,

którzy już teraz naciskają na podwyżkę stóp procentowych. Ma to być ruch

prewencyjny, którego zadaniem jest przeciwdziałanie zbytniemu rozgrzaniu

gospodarki. Obecnie trwa dyskusja, która faktycznie sprowadza się do

oczekiwania na najbliższą, zaplanowaną na koniec stycznia projekcję

inflacyjną. Jeśli ta będzie równie pesymistyczna, jaką była projekcja

październikowa to podwyżka wydaje się być przesądzona jest w I kw. 2007 r.

Przegrzanie, a więc i możliwość wzrostu inflacji to jeden problem, ale nie

mniej ważne jest odsuwanie w czasie zmian, jakie są wymagane w sferze

finansów publicznych. To jeden z elementów, który ma za zadanie zbudowanie

warunków sprzyjających szybszemu wzrostowi gospodarczemu także w następnych

latach. Jak wiemy, ta sfera w 2006 r. została zupełnie zapomniana.

Wreszcie sam rynek. Dużo tu optymizmu. Portfele funduszy napchane są

akcjami. Mówi się o kolejnym roku hossy. Byłoby miło, ale trzeba pamiętać,

że ta już trwa dość długo jak na nasze standardy. Kiedyś w końcu przyjdzie

załamanie. Obecnie kapitał płynie już także w kredytów, które finansują

zakup jednostek uczestnictwa. Robi się niebezpiecznie, a wiara w

zarządzających może okazać się przesadzona. Nawet najlepsi muszą trzymać się

rynkowej średniej, co sprawia, że w razie spadków i ich portfele będą tracić

na wartości.

na spadki cen. Atmosfera robi się ku temu sprzyjająca.

Zwłaszcza, gdy zaczną ponownie rosnąć stopy procentowe.

Zachowanie rynku w 2006 r. posiadacze akcji mogą uznać za zadawalające.

Porównując początek i koniec roku widać wzrost cen. Wprawdzie na przełomie

maja i czerwca posiadacze długich pozycji przeżyli chwile grozy, ale

skończyło się dobrze. Pod koniec roku pojawiły się nawet nowe rekordy. To

jednak tylko ceny, które są wprawdzie najważniejszym, ale nie jedynym

elementem oceny rynku. Gdy spojrzymy na rynek uwzględniając także zmianę

obrotu to wnioski będą już nieco inne. Jak widać na Wykresie1.gif widać

wyraźnie, że ostatnie wzrosty nie są potwierdzone przez obrót, co może mieć

przykre konsekwencje dla graczy liczących na dalszy wzrost cen. Taki układ

sprawia, że oczekiwanie kolejnego roku hossy jest dyskusyjne. No ale w końcu

to ceny o wszystkim decydują. Te na razie trzymają się wysoko, choć problem

z pokonanie szczytu z maja o czymś może świadczyć. Wykres2.gif pokazuje

poziom wsparcia, którego przełamanie umożliwi otwarcie krótkich pozycji. Na

razie do niego trochę brakuje, ale już teraz posiadanie pozycji długich nie

dla każdego jest zasadne.

Kamil Jaros

[email protected]

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama