W wyścigu do pól naftowych wystartowały zarówno giełdowe koncerny Orlen, Grupa Lotos czy PGNiG, jak i nieznane dotąd szerzej prywatne firmy, takie jak Petrolinvest. Te drugie z większym sukcesem.
W poszukiwaniu wolnych złóż
- Mamy trzy priorytety na ten rok - potwierdza Marcin Zachowicz, rzecznik prasowy Lotosu. Na pierwszym miejscu wymienia dywersyfikację dostaw surowca poprzez m.in. właśnie wydobycie. Przypomnijmy, że gdańska firma, w przeciwieństwie do swojego większego konkurenta z Płocka, ma już dostęp do złóż ropy. Kontrolowany przez nią Petrobaltic wydobywa co roku spod dna morskiego około 300 tys. ton surowca. To pokrywa jednak zaledwie około 5 proc. zapotrzebowania Lotosu. Dlatego zwiększenie wydobycia z bałtyckiego szelfu, a także zdobycie dostępu do innych złóż należy do pierwszoplanowych zadań spółki na ten rok.
W stworzonej przed dwoma laty i uaktualnionej rok temu strategii Orlen zapisał m. in., że w 2007 roku pozyska z własnych źródeł około 400 tys. ton ropy. - Ta strategia pozostanie niezmieniona - powiedział niedawno nowo wybrany prezes płockiego koncernu Piotr Kownacki, który 18 stycznia zastąpił na tym stanowisku Igora Chalupca.
- Z kwestii pozyskania dostępu do złóż będzie można na koniec roku rozliczyć spółkę - mówi Ludomir Zalewski, analityk z DM PKO BP. Informacja o tym, że 2007 rok będzie pierwszym, w którym Orlen wydobędzie własną ropę, została bowiem podana publicznie przez poprzedniego szefa koncernu i potwierdzona także przez nowego.