Reklama

PKO BP - brak nie tylko prezesa

Wbrew oczekiwaniom rada nadzorcza największego polskiego banku nie wybrała nowego prezesa. Powód? Zrezygnował jeden z członków rady. I to ją trzeba uzupełnić w pierwszej kolejności. Wczoraj odszedł też kolejny wiceprezes

Publikacja: 01.02.2007 07:14

Radzie nadzorczej PKO BP nie udało się wczoraj wybrać nowego prezesa banku. Zgodnie z zapowiedziami, miało to nastąpić do końca stycznia. Członkowie rady faktycznie zebrali się wczoraj przed południem, ale już po kilkudziesięciu minutach bank przekazał, że posiedzenie zostało przerwane. I nie wiadomo, kiedy odbędzie się następne spotkanie rady.

Nie było kworum

Jak się okazało, powodem była rezygnacja jednego z członków rady nadzorczej. Chodzi o Jerzego Osiatyńskiego, jedynego członka rady, który nie został do niej wprowadzony w ubiegłym roku głosami Skarbu Państwa (resort skarbu ma 51,5 proc. akcji największego polskiego banku).

Dlaczego odejście Osiatyńskiego miało znaczenie? Zgodnie ze statutem banku, rada powinna liczyć co najmniej sześć osób. Problem w tym, że niedawno rada delegowała swojego przewodniczącego - Marka Głuchowskiego - na stanowisko pełniącego obowiązki prezesa. Z chwilą wejścia do zarządu Głuchowski przestał być członkiem rady.

Co prawda Głuchowski brał udział w "przesłuchaniach" kandydatów na prezesa i wiceprezesów banku w ramach rozpisanego kilka tygodni temu konkursu. Było tak dlatego, że wówczas na trzy dni wrócił z zarządu do rady. Tymczasem na wczorajszym posiedzeniu nie był członkiem rady. To zaś oznacza, że bez Osiatyńskiego liczyła ona pięć osób.

Reklama
Reklama

Skutek? Priorytetem jest już nie tylko znalezienie prezesa, lecz także uzupełnienie składu rady nadzorczej, tak by mogła ona podejmować wiążące decyzje (teraz nie może uchwalić nawet "przesunięcia" Głuchowskiego z zarządu do rady). Dlatego zarząd ma dziś zdecydować o zwołaniu walnego zgromadzenia, które ma być poświęcone właśnie wyborowi nowego członka (albo członków - rada PKO BP może być nawet jedenastoosobowa) rady.

Marcinkiewicz musi poczekać

W konkursie na prezesa startowało dziewięciu kandydatów. Wśród nich - były premier Kazimierz Marcinkiewicz (który od 2 stycznia pracuje w PKO BP na stanowisku doradcy prezesa), a także Andrzej Topiński, który kierował największym polskim bankiem w drugiej połowie lat 90. Nazwiska pozostałych kandydatów nie zostały ujawnione. Za najpewniejszego kandydata uchodził Marcinkiewicz, ale wczoraj pojawiły się pogłoski o jego rezygnacji z ubiegania się o fotel prezesa.

Rada prowadzi też konkurs na dwa stanowiska wiceprezesów. Ma na nie 40 kandydatów. Faktycznie brakuje jednak więcej niż dwóch członków zarządu. Wczoraj zrezygnował Jacek Obłękowski, odpowiedzialny za pion detaliczny. Jego obowiązki przejął Wojciech Kwiatkowski, który do zarządu wszedł jesienią ub. r.

- Przeciągający się paraliż decyzyjny w PKO BP zaczyna przypominać to, co dzieje się w PZU. Skarb Państwa ma ewidentny problem z tym, żeby poradzić sobie z nadzorem właścicielskim w banku - skomentował Marek Juraś, analityk Domu Maklerskiego BZ WBK. Według niego, brak prezesa nie powinien wpływać w krótkim terminie na notowania PKO BP, ale w dłuższym - już tak.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama