Sygnity (d. ComputerLand) zaczynało kilkanaście lat temu jako spółka córka Prokomu. Potem drogi Tomasza Sielickiego i Ryszarda Krauzego się rozeszły. Nie było to przyjacielskie rozstanie. Firmy, dwaj najwięksi gracze na polskim rynku IT, toczyły wyniszczający pojedynek, którego elementem był także czarny PR.
O ile Prokom, wprawdzie z przejściowymi kłopotami, ale zdołał utrzymać pozycję na rynku, o tyle kondycja Sygnity z kwartału na kwartał była coraz słabsza. Wsparciem dla warszawskiej firmy miała być fuzja z poznańskim Emaksem. Jak na razie nie przyniosła pożądanych rezultatów. W tej sytuacji były właściciel Emaksu - BBI Capital, które po połączeniu zostało głównym udziałowcem Sygnity - stracił cierpliwość i zdecydował się dokonać przewrotu kadrowego.
Najpierw przejął kontrolę nad radą nadzorczą, w której T. Sielickiemu przypadła zaledwie rola wiceprzewodniczącego. W środę "odzyska" zarząd, osadzając na stanowisku prezesa Piotra Kardacha (b. szef Emaksu).
Zmiana oznaczać będzie, że Tomasz Sielicki, obok Ryszarda Krauzego jeden z pionierów branży informatycznej w Polsce, straci bezpośredni wpływ na to, co się dzieje w firmie, która była jego dzieckiem. Nie będzie mógł zatem zablokować kolejnych posunięć BBI Capital, które mogą być dla niego bardzo niemiłe. Poznański inwestor podobno nie jest zainteresowany prowadzeniem Sygnity i wolałby pozbyć się tego aktywa. Podobno rozpoczął już w tej sprawie rozmowy z Prokomem. Podobno też chętnie wymieniłby akcje Sygnity na papiery Asseco Poland, bardzo dynamicznie rozwijającej się spółki z grupy Prokomu. W ten sposób Sygnity wróciłoby pod skrzydła R. Krauzego, czyli historia zatoczyłaby koło.