Reklama

Weekendowa Analiza Futures

Publikacja: 09.09.2007 13:17

Ubiegły tydzień na rynkach finansowych to właściwie jedno wydarzenie. Jest

nim oczywiście piątkowy raport o stanie rynku pracy w USA. Do chwili jego

publikacji cały finansowy świat podległa ograniczonym zmianom cen. Na

warszawskim parkiecie od wielu dni mieliśmy do czynienia z konsolidacją.

Rozpiętość wahań cen na poszczególnych sesjach była niewielka, a jeszcze

Reklama
Reklama

mniejszy był towarzyszący im obrót. Równie ograniczone zmiany miały

miejsce na pozostałych rynkach europejskich, czy amerykańskich.

Wszystko się zmieniło o 14:30 w piątek. To właśnie o tej godzinie na

światło dzienne wyszedł raport o stanie rynku pracy w Stanach

Zjednoczonych. Prognozy przed ta publikację były różne, ale nikt nie

przewidywał, że zmiana liczby miejsc pracy w sektorze pozarolniczym

Reklama
Reklama

(najważniejsza wielkość raportu) będzie ujemna. Wśród analityków

ankietowanych przez różne agencje przeważała prognoza wzrostu liczby

miejsce pracy o ok. 100 tys. (agencja Bloomberg otrzymała odpowiedzi od 88

analityków). To tylko podkreśla zaskoczenie, z jakim przyjęto spadek

miejsc pracy o 4 tys. Na domiar złego, dokonano rewizji danych sprzed

miesiąca obniżając skalę wzrostu liczby miejsc pracy z 92 tys. na 68 tys.

Reklama
Reklama

Czy dane były zaskoczeniem? Były, choć jeszcze przed publikacją pojawiło

się kilka sygnałów ostrzegających, że raport może być mało przyjemny.

Jeszcze w środę opublikowane zostały dane o planowanych zwolnieniach.

Planowano ich prawie dwa razy więcej niż przed miesiącem. Równie

pesymistyczna była wymowa raportu ADP, który zawierał szacunek zmiany

Reklama
Reklama

liczby miejsc pracy w sektorze prywatnym. Szacunek ten okazał się o połową

niższy od prognoz. Sygnalizował on zarazem znaczą zmianę zatrudnienia z

sektorze finansowym, co akurat nie było chyba wielkim odkryciem. Wreszcie

w czwartek w ramach publikacji wskaźnika ISM liczonego dla sektora usług

dowiedzieliśmy się, że subindeks zatrudnienia znacznie obniżył swoją

Reklama
Reklama

wartość.

To były przesłanki, które mogły zapalić żółte światło ostrzegawcze. Oceny

analityków faktycznie zmieniły się po tych wiadomościach, ale w niewielkim

stopniu. Przez wspomnianymi sygnałami oczekiwano wzrostu liczby miejsc

pracy o 120 tys., a tuż przed ujawnieniem raportu o stanie rynku pracy

Reklama
Reklama

prognozy oscylowały w okolicy 100-110 tys. Jak więc widać, rynek jako

całość dość lekko podszedł do wspomnianych ostrzeżeń. Z tego też powodu

zaskoczenie spadkiem Nonfarm Payrolls było tak duże, a co za tym idzie

duża była reakcja rynków na te dane.

Gdy okazało się, że zamiast wzrostu w USA pojawi się spadek zatrudnienia,

ceny akcji na cały świecie zanurkowały. Spadała także wartość dolara

amerykańskiego względem większości światowych walut. Także względem

złotego. Rosły ceny amerykańskich obligacji obniżając ich rentowność.

Rynek zdawał się mówić jedno - jest źle, a może być jeszcze gorzej, a więc

potrzebna jest pomoc. Jaka? Oczywiście chodzi o poluzowanie polityki

pieniężnej.

Tendencje panujące na rynku długu w USA oraz opinie analityków wydają się

zgodne. FOMC na najbliższym posiedzeniu obniży stopę procentową funduszy

federalnych, co będzie pogłębieniem wcześniejszego ruchu na stopie

dyskontowej. Czytając różne opinie analityków można odnieść wrażenie, że

nie jest już kwestią to, czy, ale jak mocno stopy zostaną obniżone. O ile

większość jest zdania, że cięcie będzie wynosić 25 pkt. bazowych., to są

tacy, którzy już głośno mówią o obniżce o pół punktu procentowego. Taką

prognozę w piątek ogłosili m.in. analitycy z Goldman Sachs.

Dane z rynku pracy faktycznie nie są dobre, ale czy faktycznie determchomości, ale przecież tego oczekiwaliśmy. Od wielu miesięcy mówiło

się, że nadchodzi czas słabszej dynamiki konsumpcji i możliwego osłabienia

na rynku pracy. Nawet dotychczasowy brak tego osłabienia przez jakiś czas

był uznawany za swoisty fenomen tej sytuacji. Teraz ona jakby normalnieje.

Zdaniem Bena Bernanke FOMC podejmie decyzję o poluzowaniu polityki

pieniężnej, gdy okaże się, że trwający kryzys na rynku krótkoterminowych

stóp procentowych będzie się przedłużał i rodził obawę, że odciśnie swoje

piętno na całej gospodarce. To wydaje się nadal aktualne, ale przypomnę,

że dotyczy to kryzysu płynności, a nie sytuacji na rynku pracy. Przecież

ten słabszy piątkowy raport nie ma wiele wspólnego z ostatnimi trudnymi

tygodniami na rynku długu. Jest czynnikiem sygnalizującym możliwą słabość

gospodarki, ale nie czynnikiem, który o niej przesądza. FOMC nie podejmuje

decyzji na bazie jednej zmiennej.

Dla części analityków wymowa spadku zatrudnienia jest jak przysłowiowy

dymiący jeszcze pistolet w rękach przestępcy - ewidentny dowód na to, że

mamy do czynienia z początkiem recesji w USA. Dla innych to część całego

materiału dowodowego, który wcale nie jest taki jednoznaczny. Nawoływania

na cięcia stóp już w tym tygodniu, kilka dni przed planowym posiedzeniem

są raczej śmieszne. Dla gospodarki te kilka dni nie robi wielkiej różnicy,

a może zrobić dla FOMC. Pamiętajmy, że mówimy i narzędziu, użycie którego

przynosi uzewnętrznia swoje efekty kilka kwartałów później. Tymczasem w

piątek pojawią się dane o dynamice sprzedaży detalicznej oraz dynamice

produkcji przemysłowej, które mogą pomóc w ocenie bieżącej sytuacji

gospodarki. Nie wydaje się więc, że ewentualna decyzja co do wysokości

stóp procentowych będzie podjęta przed zaplanowanym posiedzeniem.

A czy do obniżki dojdzie? Wiele wskazuje na to, że tak, choć mówienie o 50

pkt. bazowych. to już chyba lekka przesada. Przeciw obniżce stóp mamy

sporo argumentów i z pewnością nie będzie łatwo zebrać większość dla

decyzji o poluzowaniu polityki pieniężnej. Trzeba jednak pamiętać, że

decyzja o stopach ma także swój aspekt psychologiczny. Ma uspokoić rynki i

może właśnie ta przesłanka będzie teraz decydująca.

W ostatnich dniach nastroje na rynkach akcji i tak nie były najlepsze, a

po piątkowym raporcie dotyczącym amerykańskiego rynku pracy z pewnością

się one nie poprawiły. Tydzień jako całość, nie przyniósł wielu zmian w

sytuacji technicznej rynku. Odbicia po wcześniejszych kilku tygodniach

spadku nadal trwa ( Wykres_1.gif ). Czarny kolor świecy z ubiegłego

tygodnia to wynik piątkowej reakcji na wspomniany raport. Reakcji

negatywnej, ale nie przesądzającej jeszcze o zakończeniu zwyżki. Nowy

tydzień zaczniemy prawdopodobnie od zbliżenia się do dolnego ograniczenia

kanału wzrostowego widocznego na wykresie dziennym ( Wykres_2.gif ). Wbije

to ceny poza obszar wahań z ostatnich dwóch tygodni, ale nie przesądzi

jeszcze o przewadze niedźwiedzi. Tym bardziej, że w USA pojawił się

niedawno dość ciekawy sygnał kupna. Opiera się on na obserwacji i

porównaniu obrotu z jednaj sesji spółek rosnących i spółek malejących

notowanych na New York Stock Exchange (autorem pomysłu jest Martin Zweig).

Gdy relacja między obrotem jednych do drugich przekracza dziewięć to mowa

jest o sygnale wstępnym. Gdy w ciągu trzech miesięcy takich dni będzie

przynajmniej dwa to sygnał jest mocny. W ciągu ostatnich dwóch tygodni

takich dni, gdy przewaga obrotu spółek rosnących nad obrotem spółek

malejących była aż tak znaczna, było trzy. Zbyt duży pesymizm nie jest

wiec wskazany.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama