Nie cichną komentarze, dotyczące weekendowej wypowiedzi premiera Jarosława Kaczyńskiego, który stwierdził, że w połowie przyszłego roku miałaby zapaść decyzja o połączeniu obu polskich koncernów paliwowych, przy czym to znacznie mniejsza Grupa Lotos przejmie wielki Orlen. Co ciekawe, najmniej do powiedzenia w tej sprawie mają... przedstawiciele obu firm.

Przypomnijmy, że szef rządu na antenie Radia Gdańsk jednoznacznie przesądził, że do paliwowej fuzji dojdzie. Według niego, aby osiągnąć główny cel takiego połączenia, czyli poprawę warunków bezpieczeństwa energetycznego kraju, lepiej byłoby, gdyby wiodącą rolę odgrywał gdański koncern. Kapitalizacja Grupy Lotos wynosi obecnie niespełna 6,5 mld zł, a płockiego giganta jest prawie czterokrotnie wyższa i sięga 24,5 mld zł. Jednak to właśnie w spółce z Gdańska Ministerstwo Skarbu Państwa (wraz z Naftą Polską), ma większy pakiet akcji - ponad 58,8 proc. W Orlenie MSP również jest największym akcjonariuszem, ale ma tutaj (również razem z Naftą Polską), "tylko" 27,5 proc. akcji (i tyleż głosów).

Dotychczas orędownikami paliwowego zjednoczenia byli zwłaszcza przedstawiciele płockiego koncernu. Można było oczekiwać, że to on będzie przejmującym. Zarząd i rada nadzorcza konkurenta z Gdańska wypowiadały się na temat fuzji bardzo sceptycznie. Próbowaliśmy się wczoraj dowiedzieć, czy po słowach premiera opinie się zmieniły. Nikt z przedstawicieli Grupy Lotos nie chciał się jednak wypowiadać na temat powiązań z Orlenem.

- Nie będę tego komentować - powiedziała nam również Małgorzata Ślepowrońska, przewodnicząca rady nadzorczej Orlenu. Wyjaśniła, że musiałaby najpierw porozmawiać na temat konsolidacji z przedstawicielami Ministerstwa Skarbu Państwa oraz z zarządami obu koncernów. Zdaniem Dawida Piekarza, rzecznika płockiej spółki, jest ona nadal zainteresowana połączeniem z Lotosem, bo byłoby ono korzystne dla obu stron transakcji i bezpieczeństwa energetycznego kraju.

Zupełnie inaczej na niedawną deklarację J. Kaczyńskiego patrzy Andrzej Szczęśniak, analityk branży paliwowej. - To gra wyborcza. Premier zagrał pod lokalne nastroje - mówi o wypowiedzi szefa rządu dla regionalnej rozgłośni. Według A. Szczęśniaka, poza Gdańskiem niewielu uwierzy w pomysł przejęcia giganta przez "malucha". - Znam ten wariant łączenia. Widzę w nim kilka dużych raf - mówi analityk. - Poza tym, gdy już rozpocznie się łączenie, fuzję łatwo jest odwrócić - dodaje. Ekspert podaje w wątpliwość sam cel łączenia, którym miałoby być to, żeby Skarb Państwa miał ponad 50 proc. akcji zjednoczonej spółki. - Wcale nie trzeba mieć ponad połowy akcji, aby sprawować nad podmiotem operacyjną kontrolę - mówi.