o czym się mówi od dawna. Obniżki nie miały za zadanie ratować obecnej
sytuacji gospodarczej, a więc obecne wskazania nie są tu aż tak ważne.
Miały pomóc rynkom finansowym wyjść z zapaści. Tu już jednak mamy inne
pytanie, czy taka pomoc była konieczna? Kto mieczem wojuje, od miecza
ginie. Wychodzi na to, że po raz kolejny władze monetarne angażując się
ratują zadki tym, którzy nieumiejętnie podeszli do ryzyka. Teraz w
największych bankach mamy zmiany w zarządach. Winowajcy tracą stołki. Na
ile jednak ta sytuacja jest pouczająca dla następców? Czy za kilka lat
znowu, w innym segmencie rynku, zapomni się o ryzyku, a jedynym ryzykiem
decydentów będzie utrata stanowiska prezesa?
Wróćmy do oceny sytuacji gospodarczej oraz do tego, co zrobi FOMC na
następnym posiedzeniu. Wyższa od dotychczasowych oczekiwań dynamika PKB
oraz niezły, na pierwszy rzut oka, raport o rynku pracy powinny cieszyć.
Ta radość jest tłumiona przez ostrożne, by nie powiedzieć rozczarowujące,
prognozy zarządów co do wyników w kolejnym kwartale. Wspomniany raport
także nie jest tak różowy, jak zdaje się wyglądać. Nadal odnotowuje się
znaczne redukcje zatrudnienia w sektorach związanych z rynkiem
nieruchomości. W październiku był to spadek o ok. 30 tys., a licząc od
chwili ujawnienia się problemów na tym rynku spadek zatrudnienia szacowany
jest na ponad 400 tys. osób. Ost
Na wykresie cen kontraktów można wyznaczyć kanał wzrostowy ( Wykres_1.gif
- linia przerywana) trwający niemal przez trzy ostatnie miesiące. W piątek
zbliżyliśmy się do jego dolnego ograniczenia i dalszy spadek będzie pewnie
dla części graczy sygnałem słabości rynku. Samo wybicie z kanału może być
jednak mało precyzyjną przesłanką do podjęcia decyzji inwestycyjnej. Warto
się wstrzymać i poczekać aż cen zejdą pod poziom ostatniego lokalnego
dołka z okolic 3770 pkt. Wtedy będą podstawy do oczekiwania spadku
przynajmniej do wsparcia na 3600 pkt.
Kamil Jaros