z zagranicą dodał 1,4 pkt. procentowego do wzrostu PKB. W IV kw. już
takiego wyniku nie należy się spodziewać. Od dawna mówi się o słabnącej
konsumpcji. Właśnie IV kw. ma być tego ewidentnym przejawem. 2,7 proc.
wzrostu w III kw. może pozostać tylko marzeniem.
Wreszcie mamy spadek zysków przedsiębiorstw. W III kw. wyniósł on 1,2
proc., podczas gdy w II kw. był to wzrost o ponad 6 proc. Oczywiście
największy spadek zanotowano w sektorze finansowym, gdzie w wyniku spółek
widać echa spadku akcji kredytowej na rynku kredytów hipotecznych i
zawirowań na rynku długu o te kredyty opartym. Spadek wyniku spółek branży
finansów wyniósł 5,6 proc. Sektor pozafinansowy także zanotował spadek,
choć znacznie mniejszy (-1,5 proc.). Ciekawą informacją jest także zmiana
w wielkości wyniku osiąganego przez amerykańskie firmy za granicą. Wynik
przedsiębiorstw generowany w kraju spadł o ponad 3 proc., a wynik
generowany za granicą wzrósł o 7 proc. Ten zagraniczny jest częścią
całości w ok. 20 proc. Także i tu swoje piętno odcisnął słabnący dolar.
Prognozy na najbliższe kwartały, a więc i IV kw. 2007 roku, nie są
optymistyczne. Mówi się o dalszym spadku wyniku przedsiębiorstw, za co
obwinia się słabnący popyt krajowy. Takie oczekiwania skutecznie hamują
zapędy przedsiębiorstw do rozpoczynania projektów inwestycyjnych. W nikiem zmniejszającym zapał do inwestowania. Tu mogą wygrać jedynie
projekty o wysokiej rentowności, które mają szansę sprostać znacznym
wymaganiom dotyczącym kosztu finansowania. Obniżki stóp procentowych
niewiele tu zmieniają. Wskaźniki nastrojów jasno pokazują, że
przedsiębiorcy podchodzą do najbliższej przyszłości z rezerwą, a
inwestycje przecież w dużej mierze opierają się na optymistycznym
spojrzeniu w przyszłość.
Rynek sądzi, że FOMC poprzez stymulację tanim pieniądzem będzie się starał
poprawić układ kosztów przedsiębiorstw, podtrzymać dodatnią dynamikę
konsumpcji, czy wreszcie poprawić relację między różnymi rodzajami długu
na rynku kredytowym. W tej chwili widać znaczny popyt skierowany głównie
na rynek długu bezpiecznego. Papiery skarbowe notuję rekordowo niską
rentowność. To z jednej strony skutek dużego popytu na nie, a z drugiej
oczekiwanie, że stopy będą jeszcze niższe. Kontrakty na stopy procentowe w
USA wyceniają spadek stopy funduszy federalnych do 3,75 proc. w czerwcu
(obecnie 4,5 proc).
Oczekiwania dalszej redukcji stóp w USA kontrastują z resztą świata, gdzie
o obniżkach stóp się raczej nie mówi. Ostatnio opublikowana wyższa
inflacja w strefie euro jest czynnikiem, który skłania do rozważenia
decyzji o podniesieniu stóp przez Europejski Bank Centralny. Taki układ
oczekiwań przekłada się na prognozy zmian na rynku walutowym, gdzie
oczekuje się dalszej deprecjacji waluty amerykańskiej. W ubiegłym tygodniu
dolar się umacniał, co można uznać za korektę poprzedniego dużego spadku.
W przypadku pary eurusd graczy onieśmiela bariera 1,5 dolara za euro.
Rynek akcji wraz z rosnącym dolarem odbił w górę. Okres świąteczny
sprzyja miłym nastrojom. Pojawiły się znowu nadzieje na większą zwyżkę.
Średnia przemysłowa Dow Jones oddalona jest od swoich szczytów "tylko" o
kilka procent. Wygląda na to, że strach przechodzi powoli w nadzieję.
Faktycznie, płaska korekta po mocnym środowym wyskoku cen w górę pozwala
oczekiwać dalszej zwyżki w USA.
W ubiegłym tygodniu zamieściłem wykres indeksu WIG, który zbliżył się do
swojego ważnego wsparcia, jakim jest poziom 54 tys. pkt. W ciągu ostatnich
pięciu dni ponowie doszło do zbliżenia i ponownie od tego poziomu indeks
się odbił. Sytuacja analogiczna ma miejsce w okolicami 3400 pkt. na
wykresie indeksu WIG20 ( Wykres_1.gif ). To są długoterminowe wsparcia,
których przełamanie miałoby fatalne techniczne następstwa. Po zachowaniu
podaży na początku tygodnia widać było brak wiary, by do takiego
przełamania doszło. Niewielki obrót w trakcie przeceny stawał się
czynnikiem, który miał uaktywnić popyt. I uaktywnił. Druga część tygodnia
to przewaga popytu. Może nie druzgocąca posiadaczy krótkich pozycji, ale
jednak przewaga. Wsparcia spełniły swoją rolę. Teraz popyt musi pokonywać
opory. Już z pierwszym ma pewien kłopot, co widać na wykresie
( Wykres_2.gif ). Dwukrotnie próbowano wyjść ponad 3600 pkt., ale nic z
tego nie wyszło. Pocieszeniem dla byków jest jedynie fakt, że ceny nie
spadły z hukiem, ale nadal trzymają się blisko poziomu sygnalnego.
Pokonanie 3660 pkt. otworzy nam drogę do okolic 3800 pkt. Przynajmniej,
choć pojawiają się opinie, że ubiegły tydzień zakończył korektę spadkową.
To oczywiście dość odważne słowa, tym bardziej, że poziom 3600 pkt. nie
został jeszcze pokonany. Dajmy szansę rynkowi, by wskazał nam odpowiedź.
Kamil Jaros