Kurs PKN Orlen wypada od lipca bardzo słabo nie tylko na tle szybujących w górę przez większość tego czasu notowań spółek paliwowych na rynkach wschodzących, ale także w porównaniu z koncernami z rynków rozwiniętych. Indeks firm paliwowych z emerging markets jest teraz ponad jedną piątą powyżej lipcowej górki, a od dołka z połowy sierpnia tego roku zyskał prawie połowę. Straty firm z tej branży na rynkach rozwiniętych względem lipcowego szczytu są minimalne. Jednocześnie są one około 15 proc. wyżej niż w połowie sierpnia.
Natomiast nasz PKN Orlen znajduje się wyraźnie poniżej minimum sprzed 3,5 miesiąca. Czy w takiej sytuacji można doszukiwać się potencjału wzrostu jego walorów, albo przynajmniej liczyć na ich odporność na przecenę, gdyby cena ropy naftowej zaczęła się obniżać, a w ślad za nią ceny akcji przedsiębiorstw paliwowych na świecie?
Ropa wzrosła za dużo
Notowania ropy naftowej to w ogólnym odczuciu najważniejszy z czynników rzutujących na postrzeganie akcji PKN Orlen. Jednak ograniczenie się do takiego pobieżnego spojrzenia na te akcje, zwłaszcza w dość skrajnych sytuacjach, jak ta z ostatnich miesięcy, kiedy ropa naftowa szła mocno w górę wbrew sygnałom przestrzegającym przed zwolnieniem światowej gospodarki, nie pozwala na prawidłową ocenę.
Dzieje się tak głównie z dwóch powodów. Ze względu na brak segmentu wydobywczego spółka jest wrażliwa na wahania marży rafineryjnej, odzwierciedlającej w niewielkim uproszczeniu relację między ceną paliw na rynku a kosztem ich wytworzenia. Gdy nie można z różnych powodów przerzucać w pełni wyższych cen surowca na odbiorców, pojawia się kłopot.