W prospekcie emisyjnym Europejskiego Funduszu Hipotecznego, zajmującego się m.in. inwestowaniem w hotele, próżno szukać czynnika ryzyka związanego z grożącą spółce nadmierną podażą akcji. Tego problemu nie poruszają też, w raporcie przygotowanym na potrzeby oferty pierwotnej, analitycy Beskidzkiego Domu Maklerskiego, który jest oferującym akcje. Tymczasem takie ryzyko istnieje.
Żaden z dotychczasowych akcjonariuszy EFH nie zdecydował się sprzedać udziałów w ofercie publicznej, jednak - jak wynika z informacji "Parkietu" - niektórzy z nich zrobią to już wkrótce. Akcjonariuszem, który otwarcie mówi, że chce pozbyć się papierów EFH, jest Sygnity. - Zamierzamy upłynnić akcje EFH - mówił na ostatnim WZA spółki Piotr Kardach, prezes firmy informatycznej. Zaznaczył, że ewentualne transakcje będą zawierane po konsultacji z EFH w sposób, który "nie będzie psuł interesów tej firmy". Transakcje dotyczące pakietu papierów EFH oraz innych aktywów, których chce się pozbyć Sygnity, mają być sfinalizowane do końca I kwartału 2008 r.
Piotr Cieślak, analityk ze Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych, twierdzi, że deklarację o zamiarze zbycia akcji przez Sygnity trzeba traktować w kategoriach dodatkowego czynnika ryzyka. Choć dużo zależy od sposobu, w jaki akcje byłyby dystrybuowane i od ostatecznego terminu potencjalnych transakcji. - Nie jest przesądzone, że papiery będą sprzedawane bezpośrednio na gieł- dzie. Istnieje prawdopodobieństwo, że trafią np. do inwestorów finansowych. W przypadku gdyby jednak Sygnity zdecydowało się sprzedać akcje na rynku, to dodatkowa podaż z tego tytułu mogłaby mieć negatywny wpływ na zachowanie kursu - komentuje Piotr Cieślak.
Niejednoznaczne plany wobec akcji debiutanta przedstawia Prokom Investments. - Nie uczestniczymy aktywnie w strategii spółki - oświadczył Krzysztof Król, rzecznik PI. - Po debiucie papiery będą bardziej płynne - uzupełnił. Nie chciał potwierdzić, czy oznacza to, że firma chce się szybko pozbyć akcji EFH.
Dotychczasowi akcjonariusze bez problemu mogą sprzedać papiery. Tzw. lock-up, czyli blokada sprzedaży, obejmuje tylko M. Wierzbowskiego, prezesa i największego akcjonariusza spółki i dotyczy tylko ponad 8,3 mln akcji imiennych uprzywilejowanych co do głosu (38,6 proc. kapitału), które i tak nie mogą być przedmiotem obrotu na GPW. Inwestor będzie zwolniony z zobowiązania po roku od debiutu lub gdy średnia cena akcji z 10 kolejno następujących po sobie sesji będzie wyższa o 100 proc. od emisyjnej. Po weryfikacji tych warunków pisemną zgodę musi wyrazić jeszcze oferujący akcje.