[b]Dlaczego popyt na polskie obligacje 10-letnie był rekordowy? Chętnie kupowały je i instytucje zagraniczne, i polskie. [/b]
Podejrzewam, że inwestorzy myślą w kategoriach krótszego terminu i liczą, że rentowności wkrótce spadną, a zatem ceny obligacji wzrosną, co pozwoli im zarobić. Instytucje mogą mieć ponadto sporo gotówki w portfelach. Zarówno polskie, jak i zagraniczne fundusze dłużne czy pieniężne notują ostatnio dodatnie salda wpłat i wypłat. Jeżeli chodzi o zagraniczne instytucje, to niewiele mają lepszych alternatyw. Ceny papierów z większości innych krajów są dużo wyższe, na przykład w Niemczech rentowność 10-latek wynosi około 2,4 proc. (u nas około 5,4 proc. – red.). A tam, gdzie rentowności są wyższe niż w Polsce, na przykład na Węgrzech, ryzyko związane z sytuacją budżetową jest większe.
[b]Czyli to nie jest wyraz braku obaw o realizację budżetu?[/b]
Niekoniecznie. Ponadto nie można wykluczyć, że rzeczywisty popyt był wczoraj znacznie mniejszy, może nawet o połowę. Przy dużej zmienności na rynku długu, z jaką mamy teraz do czynienia, często zdarza się, że inwestorzy na przykład rano zgłaszają popyt po danej cenie, potem cena na rynku idzie w górę, a zatem – wiedząc, że ich zlecenie nie zostanie pewnie zrealizowane, składają kolejne zlecenie, tym razem po wyższej cenie.
[b]BPH TFI kupiło teraz 10-latki?[/b]
Nie. My lepsze perspektywy widzimy dla pięciolatek. M. in. dlatego, że nie przewidujemy w najbliższych miesiącach podwyżek stóp procentowych, a jednocześnie zwiększone potrzeby finansowe państwa mogą powodować wzrost rentowności długoterminowych obligacji.
[b]Jakie są pana przewidywania co do kształtowania się rentowności pięciolatek w najbliższych miesiącach? Teraz jest to około 5,1 proc.[/b]
Do końca roku rentowność powinna się znajdować w przedziale 5,0–5,3 proc. Spodziewamy się, że potem będzie rosła (ceny spadały – red.). Podobnie zresztą jak w przypadku pozostałych papierów. Uważam, że jesteśmy blisko szczytu globalnej hossy obligacyjnej.