Reklama

Pozostajemy optymistami

pytania do... Marka Robinsona, stratega rynku akcji w Wood & Company

Publikacja: 26.11.2010 00:30

Mark Robinson

Mark Robinson

Foto: GG Parkiet

[b]Macie już gotową strategię dla rynku akcji w 2011 r. Co z niej wynika dla polskiej giełdy?[/b]

Prezentujemy optymistyczne podejście. Rynki w Europie Środkowej i Wschodniej czeka jeszcze wzrost, szczególnie w pierwszej połowie 2011 r. W naszej opinii gospodarki rozwijać się mogą szybciej, niż wynika z obecnego konsensusu oczekiwań ekonomistów, jak i uczestników rynku. Wydaje się też, że są szanse na zmniejszenie wahań kursów. Niemniej głównym tematem dla rynków w 2011 r. będzie inflacja.

[b]Dotyczy to także Polski?[/b]

Także. Pamiętajmy jednak, że Polska to gospodarka, która reaguje na zmiany koniunktury z opóźnieniem. Jeżeli zatem wziąć pod uwagę warunki gospodarcze, jej zlewarowanie, ryzyko wyższej inflacji jest mniejsze. Problem, jaki wiąże się z wyższą inflacją, to konieczność zacieśnienia polityki pieniężnej, co wywołuje presję na aprecjację waluty. To z kolei zwiększa atrakcyjność danego rynku dla kapitału spekulacyjnego. Nie sądzę, aby na tym etapie było to dla regionu potrzebne.

[b]Ile kapitału z zagranicy mogło napłynąć na polski rynek?[/b]

Reklama
Reklama

Na rynku obligacji napływ był znaczny. Widać było go także na rynku akcji. Latem polskie walory były wyraźnie niedoważone w porównaniu z innymi rynkami wschodzącymi, mimo przyzwoitego tempa wzrostu gospodarki. To spowodowało napływ kapitału, który był absorbowany w dużej mierze przez deale, jakie mieliśmy na rynku.

[b]Jak dużą część stanowił kapitał spekulacyjny?[/b]

W mojej ocenie były to klasyczne inwestycje, z dłuższym horyzontem czasowym. Napływ „gorącego” kapitału zaczyna się zwykle od zainteresowania spółkami średniej wielkości, z uwagi na dużą zmienność kursu i potencjał wzrostu. Nie sądzę jednak, że udział tego typu inwestorów będzie duży. Mid-capy to sektor, którym interesują się i będą się dalej interesować przede wszystkim lokalni gracze.

[b]Wspomniał pan podwyżki stóp procentowych. Co one oznaczają dla rynku akcji? Które sektory mogą ucierpieć?[/b]

Polskie banki nie ucierpiały zbytnio w przeszłości na podwyżkach stóp – w odróżnieniu od innych krajów, w szczególności Węgier i Turcji. Wydaje się, że negatywny wpływ nie istnieje. Polskie banki traktowane są przez inwestorów nieco jako barometr koniunktury gospodarczej.

[b]Ale inwestorzy mogą wycofywać się z firm produkcyjnych, dla których rośnie koszt kredytu.[/b]

Reklama
Reklama

Stopy procentowe są na bardzo niskim poziomie. Podwyżki, nawet jeśli będą, nie powinny znacząco wpłynąć na obraz rynku. Nie oczekiwałbym mniejszej chęci banków do udzielania pożyczek lub mniejszego popytu na kredyt. Inaczej byłoby, gdyby wzrost stóp sięgnął 200–250 pkt bazowych, co dla wielu firm byłoby szokiem. Wtedy można byłoby się spodziewać przesunięć w portfelu inwestorów. Ale nikt nie przewiduje takiego scenariusza.

Ostrożność zachować muszą firmy emitujące euroobligacje. Europejski Bank?Centralny będzie emitować papiery, aby pozyskać środki na ratowanie zadłużonych krajów. To oznacza, że na rynku pojawia się konkurencja o środki inwestorów. Rynek nie wycenia tego na właściwym poziomie.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama