Właściciele Wilbo mają nóż na gardle, dlatego poszukiwania inwestora i negocjacje nabrały tempa. Za rok ta firma może już nie istnieć, więc dopóki nikt nie złożył wniosku o jej upadłość, główni właściciele próbują wyjść z inwestycji – mówi osoba zbliżona do Wilbo. Twierdzi, że Bogusław Kowalski, prezes i największy udziałowiec Graala, zakłady giełdowego konkurenta zwiedzał przez dwa dni: w czwartek przed świętem Trzech Króli i zaraz po weekendzie w poniedziałek. Kowalski nie potwierdza tej informacji. – Zamierzamy kontynuować strategię konsolidowania branży – mówi tylko.
Malek się nie skusił
Przedstawiciele Wilbo nabrali wody w usta. Prezes Tomasz Konewka nie chciał komentować naszych informacji. Dariusz Bobiński, jeden z głównych udziałowców Wilbo (ma 33,61?proc. udziałów), pytany o spotkanie z prezesem Graala wykręcał się brakiem czasu, a potem nie odbierał telefonu.
Ewidentne jest jednak to, że rybna spółka po wygaśnięciu listu intencyjnego w sprawie kupna pakietu akcji Wilbo przez Jerzego Malka, prezesa notowanego na giełdzie w Oslo Morpolu, nadal szuka inwestora. – Nie potwierdzam i nie zaprzeczam – mówi zapytany o to partner biznesowy Bobińskiego Waldemar Wilandt (też ma 33,61?proc. udziałów).
Czy Graala stać na zakup?
Gdyby Graal przejął Wilbo, powstałby podmiot o rocznej sprzedaży rzędu 700 mln zł. Zdaniem analityków taka transakcja przyniosłaby efekty synergii z uwagi na podobne profile działalności obu spółek.
– Większa skala połączonych podmiotów przełożyłaby się na silniejszą pozycję negocjacyjną wobec dostawców i odbiorców. Wyniki osiągane przez Wilbo w ostatnich kwartałach były wyraźnie gorsze niż w przypadku Graala, co pokazuje, że większej spółce łatwiej jest przerzucić wysokie koszty surowców na klientów – mówi Adam Kaptur, analityk Millennium DM. Dodaje, że byłaby również możliwa sprzedaż zbędnych nieruchomości.