Czy poprawa nastrojów na giełdach ostatnich tygodni to dobry prognostyk na 2012 r., czy tylko krótkotrwały ruch?
To zdecydowanie zbyt mało, żeby mówić o trwałej poprawie nastrojów. Jestem dobrej myśli i uważam, że moment na inwestycje na giełdzie i powrót do funduszy akcji może nastąpić jeszcze w tym roku, jednak w najbliższych miesiącach w dalszym ciągu oczekuję dużej zmienności na rynkach kapitałowych. Ten rok może się okazać bardziej udany od ubiegłego, jednak nie wierzę w powrót wielkiej hossy.
Dlaczego?
Ten rok moim zdaniem może być podobny do ubiegłego w tym sensie, że dominować będzie trend boczny. W 2011 r. do lipca rynek akcji zachowywał się właściwie płasko, potem nastąpiło gwałtowne załamanie i ponowny trend boczny. W tym roku początek znów może być płaski, po czym nastąpi gwałtowny ruch w górę lub w dół, a następnie znów będzie płasko, raczej bez krystalizacji wyraźnego trendu. Za korektą w górę przemawiają lepsze od oczekiwań dane makroekonomiczne z USA oraz silna wola polityczna, aby zachować strefę euro. W pierwszym kwartale wiele krajów europejskich ma bardzo dużo obligacji do zrolowania, co będzie dużym czynnikiem niepewności. Jeżeli pieniądze się znajdą, a sądząc np. po aukcjach obligacji włoskich są chętni na te papiery, w strefie euro być może też nie będzie najgorzej.
Hossy z prawdziwego zdarzenia nie będzie moim zdaniem dlatego, że nadmiernego zadłużenia państw nie likwiduje się w ciągu miesiąca czy dwóch. Czekają nas długie miesiące albo i lata oszczędzania, delewarowania sektora bankowego, a to nie są okoliczności sprzyjające wzrostowi wycen. Sytuacja w tym roku może być po prostu lepsza dlatego, że inwestorzy poczują w końcu ulgę, że „finansowy koniec świata" nie nastąpił, a przedsiębiorstwa całkiem dobrze zniosły spowolnienie. Inwestorzy będą szukać wzrostu za rozsądną cenę albo stabilnych i wysokich stóp dywidendy.