Nowe władze Domu Maklerskiego AmerBrokers oceniają, że rok 2012 może być trudny dla branży maklerskiej. Ich zdaniem na rynku jest jednak miejsce dla mniejszych biur sprofilowanych na aktywnych inwestorów indywidualnych.
AmerBrokers zamknął 2011?r. kilkumilionową stratą. To wynik problemów z opcjami wystawianymi przez jednego z klientów. Po nagłych spadkach poziomu WIG20 w sierpniu, okazało się, że pozycje te są bardzo kosztowne, a broker musiał się ratować dokapitalizowaniem rzędu 8 mln zł od swojego właściciela – DZ Banku. Jak zapewniają władze biura, stratne pozycje mimo niskiej płynności zostały zamknięte, a biuro zmieniło sposób zarządzania ryzykiem.
Jesienią doszło do zmian w zarządzie biura. Z AmerBrokers pożegnał się jego wieloletni szef Jacek Jaszczołt. Jego miejsce w październiku zajął Artur Kozioł, znany z zaangażowania w proces uzdrawiania Domu Maklerskiego Banku Śląskiego po tym, jak nadzór odebrał mu licencję na rynek wtórny w związku z nieprawidłowościami z potwierdzeniem świadectw depozytowych przy prywatyzacji banku w 1994 r.
– Problemy z opcjami pokazały słabe strony biura. Ale przeprowadziliśmy szereg działań mających na celu uzdrowienie spółki. Mamy wsparcie z banku. Dzięki relatywnie niskim kosztom stałym możemy być konkurencyjni cenowo na rynku, szczególnie dla aktywnych inwestorów – wyjaśnia Kozioł. Stawki brokera za obrót akcjami to 0,35 proc., minimum 2 zł (jedna z najniższych na rynku). Dla większych zleceń opłata spada do 0,25 proc., a dla day-traderów wynosi 0,2 proc.
Władze AmerBrokers nie obawiają się wdrożenia przez giełdę nowego systemu transakcyjnego, który zastąpić ma Warset już w listopadzie.