Możliwy większy zysk KGHM

- Nasze konserwatywne podejście do prognoz wyników finansowych nie powinno nikogo zaskakiwać. Byłoby nieporozumieniem, gdyby producent zakładał zbyt optymistyczne scenariusze, które potem nie sprawdzają się - mówi Jerzy Pietraszek, rzecznik prasowy KGHM, dodając, iż ostrożne podejście do wysokości cen miedzi wynika z doświadczeń z przeszłości.Zarząd KGHM ujawnił niedawno, że w tym roku prognozuje zysk na poziomie 512 mln zł, przy założeniu, iż średnioroczna cena tony miedzi wyniesie 1780 USD. W poprzednich tygodniach znacznie przekraczała ona jednak przyjęty poziom. Wydarzenia ostatnich dni pokazują jednak, że ostrożność władz spółki była jak najbardziej uzasadniona.W poniedziałek miedź na London Metal Exchange spadła - w porównaniu z piątkiem - aż o 81 USD, do 1745 USD. Tak gwałtowny spadek to wynik zmasowanej wyprzedaży czerwonego metalu przez fundusze inwestycyjne. Zniżkę cen miedzi należy jednak wiązać raczej z korektą techniczną, niż odwróceniem trwającej od wielu miesięcy hossy. Większość analityków spodziewa się kontynuacji hossy na miedzi zarówno w tym, jak i w przyszłym roku. Zdaniem Rafała Gębickiego, doradcy inwestycyjnego Raiffeisen Capital & Investment, analitycy z LME są przekonani, że średnioroczna cena tony miedzi wyniesie w 2000 r. 1900 USD.W ocenie R. Gębickiego, poza poprawą koniunktury na rynku metali, poprawia się także wewnętrzna kondycja spółki. Doradca RCI zwraca uwagę, iż dopiero w czasie prezesury Mariana Krzemińskiego udało się opanować konflikty ze związkami zawodowymi. I to właśnie - oprócz porządków w księgowości - jest główną zasługą nowego zarządu, na którą zwracają uwagę zachodni inwestorzy, którzy ponownie zainteresowali się walorami KGHM.R. Gębicki jest przekonany, że nawet mimo ostatniej fali wzrostów, "uczciwa" wartość akcji spółki to 36 zł. Jego zdaniem, spółka może zarobić na czysto nawet 800 mln zł lub jeszcze więcej (pod warunkiem utrzymania cen miedzi na wysokim poziomie). - Ewentualne korekty prognoz zysku będziemy wprowadzać co kwartał - mówi J. Pietraszek.

GRZEGORZ BRYCKI