Biotechnologiczny Bioton nie traci szansy na przejęcie Indaru, największego ukraińskiego producenta insuliny. Urzędnicy z Kijowa zapowiadają ostrą walkę o odzyskanie kontroli nad spółką po tym jak 70,7-proc. pakiet nielegalnie trafił w ręce brytyjskiej Gerist Invest Ltd.
- Skierowaliśmy zawiadomienie do prokuratury, służby bezpieczeństwa oraz resortów gospodarki, spraw zagranicznych i wewnętrznych. Liczymy, że sytuacja wyjaśni się w tym roku - mówi "Parkietowi" Ludmiła Gordon, rzecznik prasowy Ministerstwa Zdrowia.
W prokuraturze nie otrzymaliśmy informacji, na jakim etapie jest śledztwo w sprawie nielegalnego przejęcia akcji Indaru. Ukraińscy urzędnicy nie potrafili nam też odpowiedzieć na pytanie, kto stoi za Gerist Invest. Wiadomo jedynie, że firma została zarejestrowana we wrześniu 2007 r., a jej siedziba formalnie znajduje się w Londynie.
W ukraińskich mediach pojawiają się za to spekulacje, że za brytyjskim przedsiębiorstwem stoi... sam Bioton. Stanowczo zaprzeczają temu władze notowanej na GPW spółki.
- Wydaliśmy już oświadczenie, że nie mamy z całą sprawą nic wspólnego, i że uderza ona również w nasze interesy jako akcjonariusza mniejszościowego - zwraca uwagę Adam Wilczęga, prezes Biotonu.
Podkreśla jednocześnie, że nie otrzymał od brytyjskiej firmy propozycji odkupienia akcji Indaru.
- I tak nie przyjęlibyśmy takiej oferty. Uważamy, że cała transakcja została dokonana z ewidentnym naruszeniem prawa - mówi Adam Wilczęga.
Przeciwko przejęciu przez Brytyjczyków protestują też pracownicy Indaru, którzy domagają się ochrony dla zakładu produkującego insulinę.
Za przekazaniem akcji ukraińskiej spółki w ręce Gerist Invest stoi Oleg Birjukow, kierujący do niedawna Dzierżmedpromem, instytucją powołaną przez resort zdrowia do zarządzania dwunastoma przedsiębiorstwami z branży farmaceutycznej. Birjukow został odwołany z funkcji prezesa 12 lutego rozporządzeniem ministra zdrowia. Szef Dzierżmedpromu postarał się jednak, aby jeden z sądów rejonowych w regionie Czernihowa podważył decyzję szefa resortu.