Efektu stycznia nie było, wręcz przeciwnie. Giełdy zanotowały fatalny początek roku. Czy jest to duże zaskoczenie? A może taki ruch można było przewidzieć?
Patrząc na to, z jakim odbiciem mieliśmy do czynienia po styczniowym posiedzeniu EBC, widać było, że rynki są nadal uzależnione od strumienia pieniędzy z banków centralnych. Analizując ich decyzje z ostatnich trzech miesięcy, można było przewidzieć, że raczej nie spodobają się one rynkom. Pod koniec października rozczarował Bank Japonii, który nie rozszerzył skali programu luzowania monetarnego. Na początku grudnia doszedł EBC, który nie zwiększył tempa podobnego programu. Wtedy zobaczyliśmy pierwszą fale spadków. Później swoje trzy grosze dorzucił także Fed, który co prawda zgodnie z oczekiwaniami podniósł w końcu stopy procentowe, jednak biorąc pod uwagę słabe dane makroekonomiczne z amerykańskiego przemysłu, zaczęto się zastanawiać, czy przypadkiem ta podwyżka nie była przedwczesna. Jeśli do tego wszystkiego dołożymy rozczarowujące dane z chińskiej gospodarki i załamanie cen surowców, to spadki na globalnym rynku były uzasadnione, choć ich skala była zaskoczeniem.